torgi75 Opublikowano 26 Stycznia 2007 #1 Opublikowano 26 Stycznia 2007 Nadmieniam jednoczesnie, że nalezy ostroznie postepować, jeżeli jest to gatunek Lethrinops marginatus, ponieważ znajduje się ona na liście IUCN . . Nie bardzo rozumiem o co chodzi mojemu przedmówcy? Moge prosic troche wyrażniej.
Bartus_M Opublikowano 27 Stycznia 2007 #2 Opublikowano 27 Stycznia 2007 Jednym z zadań IUCN jest publikacja międzynarodowej Czerwonej Księgi zawierającej listę gatunków roślin i zwierząt zagrożonych wyginięciem.
milc Opublikowano 27 Stycznia 2007 #3 Opublikowano 27 Stycznia 2007 Wszystkie moje gatunki oprócz L. fuelleborni są na Czerwonej Liście w kategorii VU D2 (Vunerable - narażone na wyginięcie ze względu na mały obszar występowania). Lethrinops marginatus i L. fuelleborni są w kategorii LC (Least Concern) więc są zagrożone w zdecydowanie mniejszym stopniu. Trzeba pamiętać, że w przypadku ryb - endemitów z jezior praktycznie każdy powinien być na tej liście - to proste - jeżeli ktoś coś spieprzy w jeziorze Malawi, szlag trafi 100% populacji. milc
MateuszT Opublikowano 27 Stycznia 2007 #4 Opublikowano 27 Stycznia 2007 Dokładnie tak milc. Sprawę pogarsza fakt, że przy większości gatunków z Malawi, ich występowanie ogranicza się nie tyle do jeziora, co do konkretnych raf. Ryby występują na określonych głębokościach, a terytoria ich występowania są znacznie ograniczone, więc i możliwość znacznego rozszerzenia się obszaru występowania jest zredukowana.
milc Opublikowano 27 Stycznia 2007 #5 Opublikowano 27 Stycznia 2007 Co na nas akwarystów nakłada dodatkowe obowiązki :-) Trzeba dbać o czystość gatunków, unikać bastardów, unikać tworzenia i rozpowszechniania odmian kolorystycznych nie występujących w naturze, ograniczać chów wsobny. Dbać o ryby, szczególnie jeśli ma się szczęście mieć mało dostępne w handlu gatunki. Bo biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenia ze środowiskiem, nie jest wykluczone, że przyjdzie czas, kiedy niektóre z naszych pielęgnic będą występowały tylko w hodowli, a w naturze już nie. milc
Bartus_M Opublikowano 27 Stycznia 2007 #6 Opublikowano 27 Stycznia 2007 kiedy niektóre z naszych pielęgnic będą występowały tylko w hodowli, a w naturze już nie. milc Wtedy z pomocą nadejdziemy my ! Każdy założy specjalne akwaria do rozrodu i niewystępującego już gatunku i odnowimy populacje! Jest to metoda sprawdzona, nie wiem jakich zwierząt to dotyczyło, ale hobbysci uratowali populację.
kisor Opublikowano 27 Stycznia 2007 #7 Opublikowano 27 Stycznia 2007 a jak sie ta bajka, o której mówisz kończy? Nie no Panowie, ja wiem, że tu ryby traktuje się niemal jak własne dzieci, ale... Już widzę przedstawicieli organizacji międzynarodowych zajmujących się reintrodukcją wyginiętych gatunków, że pukają do naszych drzwi i proszą KM o pomoc, bo im Fuelleborni czy inne kolorowe rybki padły w jeziorze...
Slavo Opublikowano 27 Stycznia 2007 #8 Opublikowano 27 Stycznia 2007 Co na to wszystko właściciele F0?????? Certyfikaty? Raz byłem na wystawie psów rasowych-przysięgam, że nigdy wiecej! Stres jaki przeżywały te zwierzęta dla zaspokojenia ego właścicieli, był dla mnie nie do zniesienia. Wnerwiłem się i musiałem napisać... Przepraszam tych, którzy kochają zwierzęta. Sławek
mars Opublikowano 27 Stycznia 2007 #9 Opublikowano 27 Stycznia 2007 Trzeba pamiętać, że w przypadku ryb - endemitów z jezior praktycznie każdy powinien być na tej liście - to proste - jeżeli ktoś coś spieprzy w jeziorze Malawi, szlag trafi 100% populacji. Daleko i długo szukać nie trzeba, pare lat temu własnie do "naszego: jeziorka Malawi wpuszczono cos co w sklepach rybnych w postaci fileta mozna kupić jako Okoń nilowy. Oczywiści zrobiono to wyłącznie w celach gospodarczych, tna liczono że ryba ta szybko sie namnoży a dodatkowymi jej atutami jest szybki przyrost masy i smaczne mięso, zresztą jak myslano tak sie stało, cłay problem w tym że okoń nilowy z czasem stał sie plaga w jeziorze a będąc ryba drapiezna dość mocno rozwalił ekosystem. tak skutecznie zżerał mbune i inne mniejsze gatunki żę praktycznie pozbawił dostępu do jedzenia endemiczne drapieżniki co poskutkowało zmniejszeniem populacji zarówno mbuny i innych mniejszych jaki i drapiezników, obecnie w celu ochrony gatunków naturalnych - endemicznych okoń nilowy jest wręcz tępiony.
MateuszT Opublikowano 28 Stycznia 2007 #10 Opublikowano 28 Stycznia 2007 A czy to przypadkiem nie dotyczyło Wiktorii :?: To ona raczej zmaga się z plagami okoni, hiacynta wodnego i zanieczyszczeniami wlewanymi do jeziora przez okolicznych mieszkańców.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się