W każdym akwarium mamy strefę beztlenową.
Tylko że wydajność złoża przez które w zasadzie nie przepływa woda jest dość niska.
A więc logicznym i jedynym sposobem jest zbudowanie takiego złoża przez które w całości jego objętości przepływa woda w warunkach beztlenowych.
Żadne tam wkłady absorbujące , żadne tam statyczne leżakowanie jakiegoś złoża nad którym coś tam płynie.
Obojętnie o jaki filtr by nie chodziło to liczy się zawsze jego wydajność z objętości przepływającej w całości wody przez to złoże.
Nie ma sensu moim zdaniem silić się na wynalazki chemiczne i modne rozwiązania techniczne skoro istnieje sprawdzony i w 100% skuteczny i wydajny sposób.
W akwariach morskich „żywa skała” ma tak duże znaczenie dlatego i TYLKO dlatego że istnieje spory prąd (ruch) wody w takim akwarium i spore turbulencje przepływu.
Na tym polega cała tajemnica działania.
Gdyby to przenieść do akwarium słodkowodnego z klasycznym przepływem to ten system się zawali,a jego produktywność drastycznie spadnie (w głębszych partiach do zera wybijając wszystkie bakterie siarkowodorem).
Tak naprawdę to nie ma sensu się kłócić i coś tam sobie udowadniać na przemian.
Rozwiązania są.
Za mały filtr? To się rozbudowuje złoże. Finito.
Posiadanie przepływowego filtra mechanicznego + złoże tlenowe, oraz denitratora przepływowego , oraz podmiana okresowa wody powinno być czymś oczywistym.
To pewna baza.
I teraz posiadając tą bazę można kombinować więcej lub inaczej, ale nie zamiast a dodatkowo.
Np. wkłady chemiczne jako coś w rodzaju środka nagłej potrzeby, hydroponikę...dodatkowe filtry fluidyzacyjne...itd.
Ja tak to w ogólnym zarysie widzę.
Może mam bielmo. Nie wiem.