Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
cytujesz sam siebie,

potomstwa f1 w jeziorze nie ma.



Widzę, że nadal nie rozumiesz mojej wypowiedzi, ale trudno :(


cyt. suricade

"Ryby z odłowu jak i F1 mogą być tak samo blisko spokrewnione = posiadać mała pulę genetyczną, jak każde kolejne pokolenie urodzone w akwarium. Więc prawdopodobieństwo wystąpienia "wad genetycznych" jest podobne .

Problem tkwi raczej nie w kolejności pokoleń, tylko w braku przemyślanej hodowli i kontroli pokrewieństwa pomiędzy rozmnażanymi osobnikami. Ciekawe czy ktoś prowadził badania zmienności i podobieństw w genotypie pyszczaków z różnych hodowli ?"


Zgadzam się w pełni. Ryby WF mogą być też ze sobą blisko spokrewnione (brat-siostra) i pochodzić z chowu wsobnego, w zależności od populacji w jakiej żyły i nikt nam nie zagwarantuje, że tak nie jest.

Opublikowano
Zgadzam się w pełni. Ryby WF mogą być też ze sobą blisko spokrewnione (brat-siostra) i pochodzić z chowu wsobnego, w zależności od populacji w jakiej żyły i nikt nam nie zagwarantuje, że tak nie jest.



...czyli jak ludzie.Jedna wielka rodzina w swoim gatunku a ludzie kolorze skóry:) Ja to co napisał Yaro odbieram w ten sposób ,że jednak w jeziorze trudniej jest o bliskie spokrewnienie jak w hodowli w domu nawet 1.5 tys. litrowym akwarium . I tu chyba nikt nie zaprzeczy temu. Ani tego nie wykluczy , że w jeziorze też może dojść do spokrewnienia. Jednak logika ( bez badań) sama podpowiada gdzie jest większe prawdopodobieństwo i nie ma o co bić piany.

Opublikowano

Poznerowicz - zacytowałem, bo nie wiem co sam żeś chciał zacytować, i nie wiem co chciałeś powiedzieć.

Nie będę pisał czym jest chów wsobny, ale jeżeli w jeziorze które nie da się przyrównać do żadnego akwarium, jeśli do jakiejś dziwnej krzyżówki dojdzie nawet w jednym przypadku na milion to nie powieli się ona ponownie - ze względu na to że słaba ryba albo nie przeżyje albo nie będzie miała szans znalezienia partnera do reprodukcji. Wśród ryb jak i wśród innych zwierząt jest tak, że do reprodukcji podchodzą tylko najsilniejsze, najzdrowsze, nienagannie wyglądające ryby.

Wracajac P. to co piszesz f1 nie ma w jeziorze.

Opublikowano

Zabrałem głos po przeczytaniu postu nr.13 w którym kolega twierdzi, że F1 są ładniejsze od ryb z odłowu i tylko tego dotyczyły moje wywody. To oczywiste, że kupując Wf czy F1 ma się większą pewność czystości genetycznej, ale dla mnie osobiście różnica między F1, a Fx nie ma istotnego znaczenia w sytuacji gdy nie zamierzam zająć się hodowlą. Gdybym miał takie zamiary, na pewno miałoby to znaczenie. Zresztą może się zajmę i uda mi pohodować moje Wf-ki Copadichromisy i odbić sobie ich cenę. Dlatego zdecydowałem się min. na ich zakup.

-- dołączony post:

Przecież w jeziorze pływa mnóstwo ryb F1


Znowu zacytuję siebie. Użyłem pewnego skrótu myślowego. Pisząc o jeziorowych rybach F1 miałem na myśli to, że te same ryby, z tych samych rodziców, urodzone w niewoli są rybami F1, a urodzone w jeziorze rybami z jeziora, czyli Wf, a przecież są to te same ryby. Z tego względu zachwyt kolegi nad F1 w poście nr.13 jest w/g mnie nieuzasadniony.


"F1 jest tylko dla nas informacją, że ryby są potomstwem rodziców odłowionych z jeziora i nic więcej."


A tu napisałem do czego służy sygnaturka.

Opublikowano
Zabrałem głos po przeczytaniu postu nr.13 w którym kolega twierdzi, że F1 są ładniejsze od ryb z odłowu i tylko tego dotyczyły moje wywody.

Kolega z postu nr.13 ma prawo do wyrażania własnych opinii tak jak i każdy inny użytkownik forum,a to,że komuś się nie podoba taka wypowiedź to już jego sprawa ;).

Po za tym temat nie dotyczy ryb WF,a fxxx ,co nie oznacza,że zmieniłem zdanie co do wybarwienia w/w ryb .

Opublikowano

Zgadzam sie z wywodami (dla mnie od povzatku jasnymi) kolegi poznerowicza


Fakt ze w akwa jest wieksze prawdopodobienstwo do powicia ryb z nieprawego loza i jak napisal kolega yaro nienajladniejszych jak dla mnie jest tylko watkiem pobocznym watku glownego . F1 i fxx nadal sa tymi samymi rybami (a przynajmniej powinny byc) i numerek przy f nie ma znaczenia. No chyba ze wejdziemy w dywagacje, marginesy i watki poboczne.

Opublikowano
Kolega z postu nr.13 ma prawo do wyrażania własnych opinii tak jak i każdy inny użytkownik forum,a to,że komuś się nie podoba taka wypowiedź to już jego sprawa .


Nie odbieram Ci prawa do własnych opinii, a tylko się z nimi nie zgadzam, a to zasadnicza różnica. Tyle ode mnie w tym temacie.

Opublikowano
Ja bym nie wątpił tak do końca w czystość pochodzenia W-F-ek. Przykładem może być malawijski Synodontis, który, jak wiadomo, nie został rozmnożony w niewoli, więc musi trafiać do nas z jeziora. Skoro tak, to dotyczy to też pyszczaków, oczywiście tych żadszych. Można mieć wątpliwości co do tych popularniejszych rodzajów, gdyż sprowadzanie ryb Wf spośród nich może być nieopłacalne. Chociaż nieopłacalne z naszego punktu widzenia, gdzie rynek dla takich ryb jest bardzo mały. Dla przeciętnego akwarysty te ryby są za drogie. Na zachodzie, przy ich zarobkach, ryby takie są bardziej dostępne i rynek (opłacalność) jest dużo większa.


Ale dałeś przykład.:(

Synodontis to najmniej poznany gatunek, jak zauważysz w literaturze nawet Ad pomija tą rybę. W Tanganice jest sporo odmian a że niema dużego zainteresowania , miały być oznaczone podobnie jak glonojady L1..... czyli ryby niezbadane bez nazw. Są takie które się rozmnażają inne nie. W rozmnażaniu tej ryby specjalizują się Słowacy. Jak bym zakupił ten gatunek nawet nie wiedział bym czy na pewno kupiłem rybę z jeziora Malawi.

Ale to nie ten temat, nie będę pisał o Tanganice bo temat zostanie zamknięty.

A jak z wymianą genów jest u Flavusa który występuje tylko w jednym miejscu i wiadomo że się nie przemieszcza. Czy w tej odmianie istnieje F1 ? Z tymi lepszymi barwami przy F2 coś jest bo przy F1 są to nieznaczne zmiany.

Opublikowano

Miałem się już nie odzywać w tym temacie, ale kolega wezwał mnie do tablicy :)


Jak bym zakupił ten gatunek nawet nie wiedział bym czy na pewno kupiłem rybę z jeziora Malawi.

Takimi uwagami możesz narazić kol. pereza na palpitacje serca :)

Użyłem tego przykładu, gdyż właśnie S. njassae nie został do tej pory, z tego co wiem, rozmnożony w niewoli. Tanganijski S. multipunctatus jest już od dawna rozmnażany, a i S. petricolę podobno komuś niedawno się udało. W związku z tym, jeśli malawijski Giętkoząb trafia do nas z jeziora, to nie widzę przeszkód, żeby nie trafiały też pyszczaki.

Skoro się odezwałem, to pociągnę dalej.


cyt. Andrzej Wroc

"...czyli jak ludzie.Jedna wielka rodzina w swoim gatunku a ludzie kolorze skóry"


Używając tej analogii porównałbym nasze pyszczaki do plemienia amazońskiego, odizolowanego od reszty populacji. Trudno zaprzeczyć, że dochodzi tam do mieszania się genów wśród osobników w mniejszym lub większym stopniu spokrewnionych ze sobą. Jak bliskie jest to pokrewieństwo i czy ta bliskość jest w jakiś sposób kontrolowana, tego nie wiem, ale fakt jest faktem.

Jestem szczęśliwym posiadaczem Protomelasów steveni i w związku z tym śledzę i czasami zabieram głos w wątku dotyczącym tej ryby. Występuje kilka odmian geograficznych tej ryby, różniących się od siebie. Jak duży wpływ na te różnice miał chów wsobny, bo jakiś musiał mieć, gdyż jest to ograniczona populacja (amazońskie plemię).

Czy ktoś zbadał jaki wpływ na ryby ma chów wsobny? U człowieka (i nie tylko) zbyt bliskie pokrewieństwo ma ogromny wpływ, ale czy u ryb też tak ogromny?


cyt. yaro

"Nie będę pisał czym jest chów wsobny, ale jeżeli w jeziorze które nie da się przyrównać do żadnego akwarium, jeśli do jakiejś dziwnej krzyżówki dojdzie nawet w jednym przypadku na milion to nie powieli się ona ponownie - ze względu na to że słaba ryba albo nie przeżyje albo nie będzie miała szans znalezienia partnera do reprodukcji. Wśród ryb jak i wśród innych zwierząt jest tak, że do reprodukcji podchodzą tylko najsilniejsze, najzdrowsze, nienagannie wyglądające ryby."


W akwarium ta selekcja jest jeszcze bardziej szczegółowa. Słaba ryba jeśli nie dopcha się do jedzonka, nie pożyje długo, gdyż małe ma szanse na znalezienie odpowiedniej ilości pożywienia w akwarium. Samiec beta nie odpłynie w siną dal, jak w jeziorze, tylko po kilkudziesięciu centymetrach trafi na szybę i w tym momencie ma przesrane :) Właśnie w akwarium przeżywają najsilniejsze, najlepsze egzemplarze i one podchodzą do reprodukcji.


Ale dość tych akademickich rozważań. Jestem również szczęśliwym posiadaczem Phenochilusów mdoka, ryb kupionych w sklepie jako ryby Fx. Proponuję swego rodzaju pojedynek czyli porównanie moich mdok z mdokami F1, które bez wątpienia pływają u któregoś z forumowiczów. Konia z rzędem temu, kto wskaże różnice. Chociaż moje mdoki są młode i ktoś mógłby powiedzieć, że nie wiadomo co jeszcze z nich wyrośnie, więc zapraszam kogoś, kto ma dorosłe mdoki Fx. Może nie tylko mdoki, może inne pyszczaki warto porównać?


Uff, ale się rozpisałem...

Opublikowano

Pomijając "hodowle" nastawioną na szybkie zyski, która ma za nic jakość ryb, to generalnie ryby hodowlane pokoleń fxxxxx powinny i bardzo często są ładniejsze od odłowów, czy ryb z mniejsza ilością x'ów. Powód chyba jest oczywisty - hodowla selektywna, czyli dopuszczanie do rozrodu tylko najładniejszych osobników. Nawet w przypadku totalnej amatorszczyzny też idzie to właśnie w tym kierunku, bo mając te 10 sztuk zawsze na koniec dla siebie zostawiamy najładniejsze. Pewnie zaraz ktoś mnie ustrzeli, że nie wiem jak jest w samym jeziorze ale biorąc pod uwagę charakter naszych ryb to zakładam, że w Malawi o wyborze partnera do rozrodu wcale nie decyduje uroda ;). Wygrywa większy zakapior, niekoniecznie najładniej ubarwiony. Stąd przewagę urody powinny miec ryby fxxxxxx .... pochodzące z profesjonalnej hodowli .Z lenistwa nie chciało mi się o tej porze sprawdzać, jak to jest do końca z labodochromis hongi, ale wydaję mi się, że właśnie ta ryba może zobrazować to o czym pisałem powyżej oraz korzyści jakie daje hodowla selektywna i de facto potwierdzić, że taki hongi sweden, jako świetnie prowadzony fxxxxxxx, bije na głowę zwykłego hongi :) Oczywiście zwolennicy naturalizmu z tego forum mogą tu mieć inne zdanie i nic pewnie im nie przebije naturalnego (chociaż często ukrytego:P) piękna ryb prosto z jeziora ale to już kwestia wyłącznie gustu. Osoba nie siedząca w malawi na 90% wskaże swedena. Podobnie jest moim zdaniem z yellowkiem (tu oczywiście dużo zależy skąd z jeziora yellowek pochodzi) gdzie miałem dwa podejścia do ryb f1 (jak się okazało z jednego źródła (sprzedawca "ryb skazanych na sukces") gdzie co prawda samiec jest rzeczywiście piękny ale niestety samica nie jest jednolicie żółta tylko ma lekko biały kolor na brzuchu. W wielu zoologach w mojej okolicy jestem w stanie kupić ładniejsze fxxxxxx. Mógłbym jeszcze podać przykład karpia koi ale jest już za późno :)

Na koniec żeby nie było tak różowo, to jak każdy pewnie miał okazję zobaczyć nie każda hodowla jest profesjonalna i odpowiednio selekcjonuje ryby do rozrodu w efekcie mamy maingano w kratkę, denasoni w paski pod różnym kątem, niewybarwiające się samce, czy jakieś dziwne miksy. Ale takie rzeczy trzeba traktować jako patologię i nie ma sensu tylko dlatego, że taka patologia istnieje wysnuwać na jej podstawie wniosków o wyższości odłowów nad fxxxx, bo to wniosek jak dla mnie fałszywy. To tak jakbyśmy z jeziora wybrali nie te najładniejsze ryby, tylko jakieś zdegenerowane i potem porównali je z najlepszą hodowlą i twierdzili, że hodowla bije odłów na głowę. Tyle ode mnie. Dobranoc ;)

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.