Skocz do zawartości

Wielkie zbiorniki - czy to ma sens wogóle?


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tak się zastanawiam nad dużymi zbiornikami - czy one w przypadku

Malawi mają sens wogóle? W sensie większe niż 800 litrów?


Po pierwsze, możliwość trzymania konkretnych gatunków w przypadku

naszych ulubieńców najbardziej determinuje długość zbiornika. Są jakieś

tam minima określone dla konkretnych ryb, i nie wiem, czy są takie,

gdzie minimum jest określone na 3 metry?


Po drugie, i tak maksymalna ekonomicznie uzasadniona długość to

320 cm ze względu na standart płyty szklanej.


Po trzecie - takie wielkie zbiorniki (1000 - 2000 L) stanowią problem

przy doborze obsady, o ile chce się mieć dużo różnych gatunków. I

tak nie ma możliwości optymalnego karmienia przy zbiorniku

"bardzowielogatunkowym". Mało tego, część pokarmów, mimo, że

jest bardzo dobra pod względem diety, promuje jedne kolory, a

znacząco osłabia inne - przykładem Dainichi Veggie FX, który

promuje czerwienie, a osłabia błękity, pośrednio wpływając też

negatywnie na żółć - stąd polecono mi Veggie Deluxe, mimo, że

wydaje się pokarmem "niższej" kategorii, przy mojej mbunie ma dać

o wiele lepsze efekty. Podobnie jest z Color FX / Color Supreme.


Do czego zmierzam - czy nie lepiej, ze względu na możliwość optymalnej

chodowli różnorodnych gatunków, ze względów ekonomicznych i innych

podanych powyżej, zamiast szarpać się ze zbiornikiem 2000 L, postawić

w rzędzie cztery po 500 L ze wspólnym dużym sumpem? Można to

przecież tak fajnie zabudować i urządzić wewnątrz, że będzie wyglądało

jak osiem metrów jeziora, a o ile łatwiej będzie dobrać obsadę i o ile

bardziej będzie to elastyczne rozwiązanie? Można by mieć i różnoraką

mbunę, i aulonacary, i haplohromisy, i ewentualnie drapieżniki, a każda

grupa w optymalnych dla siebie warunkach.


A i skutki ewentualnej tragedii, typu rzut wściekłej żony mosiężnym

przyciskiem do papieru we frontową szybę dużo łatwiejsze do przezycia

technicznie i ekonomicznie.


Piszę to również na podstawie własnych doświadczeń, gdzie chciałbym

mieć wiele różnych gatunków, a po prawie roku dochodzę do wniosku,

że mimo doskonałych warunków lokalowych, dobrze pasującej diety,

świetnych parametrów wody i fajnej dekoracji niektóre gatunki po

prostu... po prostu nie są ze sobą szczęśliwe w jednym baniaku.


Taki flavus po prostu potrzebuje rządzić w swoim zbiorniku, inaczej

nigdy nie będzie wyglądał na maksa pięknie. Więc "przytłumienie"

jego naturalnych zachowań kulfonami trudno uznać za sukces. A samice

msobo, mimo, że nie ma walk i nie ma wspólnych rewirów, wydają

mi się zestresowane obecnością większych, bardziej masywnych red-

redów, których barwy są z podobnego rejonu palety kolorów, i nie świecą

na żółto tak pięknie, jak świeciły, kiedy były same.


Nie chcę tu powiedzieć, że powinniśmy absolutnie promować zbiorniki

jednogatunkowe, ale że optymalny dobór gatunków to naprawdę bardzo

trudne zadanie, dostosowanie dietetyczne i agresji to jeszcze bardzo

niewiele, i nie da się tu napisać kilku prostych zasad.


Dlatego dzisiaj wydaje mi się, że mógłbym to zrobić o wiele lepiej, mając

do dyspozycji 300 + 200 + 500 + 720 + 280 niż 1 x 2000 litrów.


milc

Opublikowano
Po drugie, i tak maksymalna ekonomicznie uzasadniona długość to

320 cm ze względu na standart płyty szklanej.



Ja widziałem na zdjęciu akwarium mające 6 metrów długości z biotopem malawi !!!! :shock: , ciekawi mnie jednak co zrobiłby właściciel gdyby akwarium pękło ?

Opublikowano
Tak się zastanawiam nad dużymi zbiornikami - czy one w przypadku Malawi mają sens wogóle? .

Wiesz że sam miałem ostatnio podobne dylematy i problemy myslowe i ... się nimi podziele :wink:


Po pierwsze, możliwość trzymania konkretnych gatunków w przypadku

naszych ulubieńców najbardziej determinuje długość zbiornika. Są jakieś

tam minima określone dla konkretnych ryb, i nie wiem, czy są takie,

gdzie minimum jest określone na 3 metry?


Tak przy dużych drapieznikach jest - ale nawet w max zbiornikach typu economy jak to napisałeś ponizej czyli w baniaku o długości 320cm

to nawet największe potwory typu Buccochromis rhoadesii lub Champsochromis caeruleus można trzymać, jedynie baniak zrobic ciut szerszy coby na zakrętach wyrabiały :wink::D tak więc w nazwijmy to "standartowy" rozmiar szkął nie ogranicza nas w trzymaniu jakiegoś gatunku


Po drugie, i tak maksymalna ekonomicznie uzasadniona długość to

320 cm ze względu na standart płyty szklanej.


Dokładnie tak jak piszesz


Po trzecie - takie wielkie zbiorniki (1000 - 2000 L) stanowią problem przy doborze obsady, o ile chce się mieć dużo różnych gatunków. I

tak nie ma możliwości optymalnego karmienia przy zbiorniku

"bardzowielogatunkowym". ........

.....czy nie lepiej, ze względu na możliwość optymalnej

chodowli różnorodnych gatunków, ze względów ekonomicznych i innych

podanych powyżej, zamiast szarpać się ze zbiornikiem 2000 L, postawić

w rzędzie cztery po 500 L ze wspólnym dużym sumpem? ...... Można by mieć i różnoraką......



pozwoliłem sobie cytaty skrócić :wink:

Ja doszedłem do identycznych wniosków jak Ty

, pisałem zresztą gdzieś indziej a i Tobie na PW to był w planach baniak o dł 430 ale wykończył mnie aspekt ekonomiczny przedwsieziecia i staneło na dwóch akwa po 215 obok siebie

Z jednej strony to szkoda że nie bedę miał takiego dłuuuugiego ..... akwa oczywiście :wink: ale że nie mam kompleksów na tym punkcie to się z tym pogodziłem :D

To co w takim rozwiązaniu okazało sie wielkim plusem to własnie możliwość fajniejszego doboru obsady bo do takiego długiego akwa biorąc pod uwage moje zamiłowania to bym wsadził włąsnie potwory jakie wymieniłem powyżej i po wsadzeniu paru i to dosłaownie paru potworów kwestja obsady byłaby definitywnie zamknieta bez jakiejkolwiek możliwości zmiany. W dwóch baniakach po 215cm dł [ ponad 800 l poj]dalej mam możliwość trzymac zdecydowaną większość malawijskich piekności z wyjątkiem tych najpotworniejszych :wink: w dwóch banioakch mogę im zapewnić własnie lepsze warunki bytowe choćby poprzez wspomniany aspekt żywieniowy i zdecydowanie w większym stopniu zaspokoić swoja potrzebe posiadania różnych gatunków bo w jednym mogę mieć drapiezniki choć nie te największe a w drugim mbuniaki lub haplochromisy co w jednym akwa byłoby wykluczone.

i to tyle moich przemyśleń - zresztą nawet jak ktoś by chciał tylko mbune trzymac to podobne rozwiązanie tez imho byłoby lepsze co zreszta na własnym przykładzie powyżej opisałeś.

Opublikowano

Powody, które wymieniłeś milc, faktycznie przemawiają za takim rozwiązaniem, tzn kilkoma zbiornikami. dla mnie najbardziej sensowna i ta, ktora najbardziej przypadła mi do gustu, to możliwość rozdzielenia obsady. Ja niestety nie mam doświadczenia w tak dużych akwariach, mój zbiornik ma "ledwie" 150cm i nie wypiszę swoich doświadczeń.


To, co jeszcze nasuwa mi się na myśl, to oszczędność. Nie wody, bo czy to kilka mniejszych, czy jeden duży zbiornik, woda taka sama, ale właśnie "osprzętowo".... Np filtracja mechaniczna w każdym zbiorniku raczej osobno, więc jeśli podzielić 2000l na 6-7 baniaków to jest tych filtrów trochę, owszem, przy dużym akwa np taka pompa będzie potrzebowała więcej prądu niż jedna pompa w akwa 350l itd, wiecie, o co mi chodzi :D:D


No chyba, że ktoś ma koszty w .... i ograniczeń w tej kwestii nie posiada...

Opublikowano

Osobiście już dawno twierdziłem, że wolę mieć 2 zbiorniki duże niż 1 bardzo duży. Na pewno gdyby to był zbiornik dekoracyjny w wielkim salonie sytuacja uległaby zmianie. Zbiornik dekoracyjny i tylko taki to jednak inna historia. Moje marzenia to jeden baniaczek 250x70x70 cm dla krokodyli ;) czyli drapieżników z Malawi, drugi 200x50x60 dla nie mbuny oraz stado standardowych 150x50x50 lub 60 dla moich ukochanych mbuniaków i aulonek. Dlatego w zalezności od celu optowałbym albo za 2000 ( zbiornik typowo dekoracyjny ) lub 4x500 gdyby to miał byc pyszczakoland z prawdziwego zdarzenia. Tyle że na 1 sump bym sie nie zdecydował bo jednak w razie choroby byłoby ryzyko zainfekowania wszystkich ryb. Twoje uwagi Milc sa IMHO trafne i doszedłam do podobnych konkluzji. Przykładem niech będzie najpiękniejszy yellow jakiego widziałem czyli mój dominujący samiec :mrgreen: , gdy był szefem w baniaku był jednak ładniejszy niż gdy jest w nim 3-ci w kolejności. Jedynym problemem jest jednak to że ten mój zestaw mógłby skończyć żywot pod celnym ogniem mosiężnych przycisków ;).

Opublikowano

Pracuję od zimy nad projektem "Cobwe"

Chcę stworzyć kawałek wybrzeża naszego bajorka z tej właśnie okolicy :D

A dlaczego właśnie ten kawałek?

Odpowiedź jest prosta :

Afry Cobwe oraz Aulonocara stuartgranti Cobwe.

Aby jednak połączyć te dwa gatunki potrzebuję sporego baniaczka 8)

Przymierzam się do szkła 250x80x55cm , z sumpem 240l .

I tutaj właśnie widzę przewagę dużego baniaka nad mniejszymi.

Można połączyć trzy gatunki o tak odmiennym temperamencie i mam nadzieję ,że będą czuć się wyśmienicie.

Jako uzupełnienie obsady mam zamiar wsadzić Copadichromis auzerus Mara Point , jako przedstawiciela piaszczystych siedlisk.

W mniejszym akwarium to na pewno nie byłoby możliwe , ale w takim szkiełku :wink: mam nadzieję , że mi wyjdzie.

I mimo , że to na razie odległa wizja(ok2 lata) to już powolutku zbieram sprzęt i fundusze 8)

A tak przy okazji trochę OT,a mianowicie wszelki sprzęt akwarystyczny jest o 40-50% tańszy na niemieckim e-bayu :D

Opublikowano

mars - spora część moich opinii pośrednio wynika z wiedzy jaką mi

przekazywałeś, więc nic dziwnego, że odnajdujesz tutaj swoje zdanie :-)


harisimi - myślałem też o kwestii infekcji, ale w sumie większość

przypadków chorobowych w malawi, jak mi się wydaje, jest w ten czy

inny sposób związane ze stresem, czyli wynika z zaburzenia systemu

odpornościowego ryb i reakcji chorobowej na organizmy, które i tak cały

czas w rybach i w wodzie występują.


Wydaje mi się, że akwarium malawijskie ze względu i na temperatury, i na

chemię wody (wysoka twardość węglanowa i pH) są rzadko obiektem

ataków typowych rybich chorób, częstych przy rybach zimnowodnych i

kwaśnowodnych. Ale to tylko moja amatorska teoria.


Nawet w przypadku bloat izolacja - nie sądzę, żeby miała sens, a leczenie

jest na tyle ogólne, że nie ma problemu ze stosowaniem go do całości

obsady. Przynajmniej u mnie obydwa przypadki zachorowań - w obydwu

zbiornikach - miały związek tylko i wyłącznie ze stresem w wyniku

zasiedlenia nowego zbiornika, i ryby chore były chore od tego samego

czasu. W zbiorniku, w którym leczyłem, żadne nowe się nie zaraziły, i w

drugim, w którym leczenie zacząłem znacznie później, również nie.


Więc izolacja obiegu wody nie wydaje mi się konieczna, tym bardziej,

jeżeli porównujemy farmę zbiorników do jednego giganta, w którym

przecież o żadnej izolacji też nie może być mowy. Natomiast wspólny

sump jest ekonomicznie i obsługowo nie do przecenienia.


Co nie przeszkadza mieć w zapasie kubła przygotowanego do zasypania

ceramiką z sumpa, żeby na czas agresywnego leczenia zapiąć go do

leczonego zbiornika, ale to bardziej po to, żeby po pierwsze nie leczyć

zdrowych ryb, po drugie nie musieć kupować wiadra metronidazolu i

kanistra bactopuru.


W każdym razie nie wyobrażam sobie takiej farmy na kubełkach. Już

prędzej z zastosowaniem filtracyjnych paneli wewnętrznych, których opis

nam obiecuje od paru miesięcy Mjunszajn, z tym że tutaj tracimy na

objętości zbiorników.


Przy okazji zastanawiam się, jaka by musiała być stała podmiana wody

(w jakim procencie dziennie) zakładając całkowitą rezygnację z filtracji

biologicznej (czy to jest wogóle możliwe), czyli tylko spust w kanał, a

woda z filtra RO przez hydrocarbonat dla zachowania twardości

węglanowej? Ile trzebaby wody dziennie wpuścić w kanał dla zbiornika

tysiąclitrowego, licząc ze stratami z osmozy razem?


milc

Opublikowano

ja w swoim dwuzbiornikowym projekcie zdecydowałem sie na jeden sump ale z dwiema pompami, ponieważ mimo jednego sumpa do każdego akwa bedzie oddzielny obieg wody z tym ze bedzie to spiete tak że w razie czego po przekręceniu dwóch zaworów oba zbiorniki bedzie mogła obsługiwac jedna pompa - podyktowane jest to wzgledami bezpieczeństwa, bo w razie awarii jednej pompy druga obsługuje oba akwa tyle ze spada przepływ ale to nie stanowi problemu - i wtedy śpie spokojnie bo w układzie jednopompowym awaria wiąże sie z kompletnym brakiem filtracji i duzym ryzykiem z obumarciem złoża w sumpie bo naprawa/wymiana troche by trawała. Inna kwestja to wzgledy ekonomiczne bo dwie pompy o mniejszej mocy o których myśle jakos kosztują mniej niż jedna o bardzo duzym przepływie


Co do poruszonych kwestji chorób to tutaj jakoś sie mniej lękam bo jak do tej pory to praktycznie tylko raz miałem poważna infekcje bakteryjną w akwa i raz sie coś na najsłabszych osobnikach pojawiło i znikło z czasem, podzielam zdanie milca ze tutaj ryzyko jest mniejsze a nawet jak przywleczemy coś w stylu kulorzeska co się szybko rozprzestrzenia to leczenie jest na tyle proste i tanie że nawet w takim litrazu do przeprowadzenia a i tak przy większej ilości zbiorników i nawet oddzielnej filtracji możemy chorobe przezucić używając do serwisu akwa tych samych przyządów a pewnie tak by było i z czasem każdy by olał dezynfekcje gabek lub siatek i wtedy i tak by mógł chorubsko zanim by zadziałało objawowo porozwlekac po innych akwa. Natomiast to na co pyszczaki sa najbardziej narazone czyli choroby wywołane przez stres, diete i rany wywołują i tak patogeny stale w akw aobecne i uaktywniające sie na skutek w/w czynników i najczęściej doprowadzające tzw bloatu w tej czy innej postaci. A nawet ten osławiony bloat nie jest zaraźliwy w pełni tego słowa znaczeniu bo oczywiście na skutek wystapienia jego nawet u pojedyńczego osobnika następuje wzrost stężenia paogenów w wodzie i inne ryby sa przez nie berdziej atakowane co skutkuje lub moż eskutkować wywołaniem choroby u nastepnych słabszych osobników.

I dlatego sobie wykombinowałem ze jako nie jest to mocno zaraźliwe a raczej zarażenie jest zalezne od jeszce innych czynników niż tylko czynnik chorobotwórczy a jednocześnie leczenie jest dość "ostre" bo środkami bakterjobujczymi które rozwalaja filtr bio to w przypadku dwóch akwa na jednym sumpie moge spokojne jedno akwa odciać od sumpa i poddać intensywnemu leczeniu a sump ze złożem bio spokojnie będzie sobie chodził, ryzyko ze w drugim baniaku też bedzie bloat jest imho niewielkie, po leczeniu w wewnetrzny pakuje kupe wegla i wyciągam leki odkręcam zawór i spowrotem mam 100% skuteczna filtrację w obu baniakach.

W dodatku jesli to będzie spięte razem to stabilność takiego układu tez warto wziąśc pod uwagę

Opublikowano

W kwestii tego rozwalania filtracji bio przez leczenie - wielokrotnie

się na ten temat doniesienia na forum pojawiały, ale jakoś nie jestem

przekonany - leczyłem dwa razy, i gdyby to był fakt, byłoby to widać

na parametrach wody, konkretnie pojawiłoby się NH3/NH4 i NO2.


Czy ktoś to faktycznie zaobserwował?


milc

Opublikowano

Ja właśnie bawię się w montaż w firmie 940 litrów malawi. Filtracja oparta na małym sumpie wewnętrznym i dużej stałej podmianie puszczonej przez filtry wstępne i przepływowe RO Merlina.

Myślę, że filtrację biologiczną w takim zbiorniku spełnia już świetnie podłoże- w końcu to kilkadziesiąt/ kilkaset kilogramów złoża, w którym gromadzą się również bakterie Nitrobacter i Nitrosomonas.

Zresztą to jeden z powodów, dla którego stosuje mieszanine róznych substratów do podłoża miast samego piasku [ drugi to kiczowaty wygląd wyszorowanego, białego piasku kwarcowego... no ale o tym się już nie dyskutuje].


Dla mnie to raczej normalne akwarium- w zasadzie mamy co tydzień do czynienia z tej wielkości zbiornikami i... ja chcę wiecej.


Co do obsady... IMO nie jest trudno zrobić ładną obsadę do 5 tysięcy litrów. Bierzemy 100 saulosi, 100 socolofi i 10 sciano i jest ok. Nie bardzo rozumiem ten problem- cały świat akwarystyczny- nawet ludzie od Tangi odkrywają urok monokultur, które wygladają nie tylko naturalnie ale i gustownie, a Malawiści po staremu- 240litrów i 4 gatunki. Istny jarmark. Brakuje obważanków i koi:D[/img]

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.


  • Posty

    • Poglądowo do wypowiedzi @lukBB bo też mam w ramce z tym, że ja mam przez długość akwarium.
    • Witaj, ja panel ledowy mam osadzony na ramce z kątownika aluminiowego bodajże 1,5x1,5. Całość mam położone bezpośrednio na wzmocnieniu podłużnym. 
    • Witaj, możesz pomyśleć o sklejeniu czegoś ze szkła, ja tak zrobiłem lampa leży na dwóch wspornikach w kształcie litery T , które stoją na wzmocnieniu poprzecznym na środku akwa. Na tym zdjęciu mniej więcej to widać.
    • Cześć. Planuję zrobić lampę DIY do akwarium Malawi 100x50x50 i szukam inspiracji dotyczących samego montażu lampy nad akwarium. Interesują mnie rozwiązania DIY, a nie gotowe lampy typu Chihiros czy Skylight. Jak rozwiązaliście: mocowanie szerokiego profilu/radiatora aluminiowego, nóżki opierane o szybę, kątowniki lub płaskowniki aluminiowe, belki oparte bezpośrednio na akwarium, inne estetyczne sposoby montażu nad otwartym zbiornikiem? Jeśli macie zdjęcia swoich lamp i mocowań, będę wdzięczny za fotki oraz informację z czego wykonaliście uchwyty. Zależy mi na estetycznym wykonaniu, bo akwarium stoi w salonie.
    • Aristochromis christyi – to jedyny przedstawiciel rodzaju Aristochromis o charakterystycznym kształcie pyska, który przypomina dziób drapieżnego ptaka lub jak pisze Ad Konings „arystokratyczny nos”. To właśnie temu wyjątkowemu kształtowi pyska zawdzięcza on swój przydomek – Jastrząb z Malawi. Fot. Łeb dorosłego samca Aristochromis christyi z profilu. Gatunek ten występuję w całym jeziorze głównie w strefie przejściowej. Osiąga dość znaczne rozmiary, samiec dorasta do ok. 30 cm., samica jest nieco mniejsza i osiąga 25 cm. Jest typowym rybożercą, a jego menu składa się głównie z przedstawicieli ryb z grupy "Mbuna". Osobliwa budował pyska przystosowała Aritochromis  do chwytania znacznych rozmiarów ryb stanowiących nawet 1/3 długości jego ciała. Fot. Ukazuje rozmiar „paszczy” dorosłego osobnika Dymorfizm płciowy u tego gatunku jest bardzo wyraźny ale dopiero u dorosłych ryb młode wyglądają identycznie – srebrzyste ciało z charakterystyczną wyraźną skośną czarną pręgą. Dorosłe osobniki jak już wspomniałem różnią się znacznie, jeżeli chodzi o kolorystykę samice pozostają podobne do młodych, może trochę ciemnieją ale wydaje mi się, że jest to bardziej cecha konkretnego osobnika i diety. Samce natomiast z wiekiem nabierają coraz więcej niebieskiego odcienia, który zaczyna od głowy „rozlewać” się na resztę ciała choć pełne wybarwienie osiągają dopiero w okresie zalotów i tarła. Dodatkowo u samców wydłużaniu i zaostrzeniu ulegają płetwy – grzbietowa posiadająca mnóstwo pomarańczowych plam, której górną krawędź okala biło-pomarańczowy pas i odbytowa, która dodatkowo zabarwia się na kolor pomarańczowy z wyraźnymi białymi atrapami jajowymi. Fot. Młode osobniki, które już przy rozmiarze ok. 9 cm. wykazywały rywalizację wewnątrzgatunkową. Fot. Dorosły samiec.   Fot. Dorosła samica.   Opisywany gatunek nie należy do szybkich pływaków, preferuje polowanie z zasadzki w dość osobliwy sposób. W trakcie polowania ustawia się głową w dół i bokiem do potencjalnej ofiary, potrząsa przy tym ciałem co ma imitować ranną lub chorą rybę. W momencie kiedy nieuważna ofiara zbliży się zbyt blisko do „Jastrzębia” następuje błyskawiczny atak, a duże i silne szczęki nie dają jej żadnych szans. Fot. Dorosły samiec „wiszący” w toni i przygotowujący się do ataku.   Pierwszy raz młode Aristochromis zobaczyłem „na żywo” w 2005 r. na giełdzie akwarystycznej w Łodzi przy. ul. Św. Teresy. Zaraz po powrocie do domu zacząłem czytać na temat tego gatunku ale szybko okazało się, że z uwagi na rozmiar osiągany przez rybę nie będę w stanie zapewnić jej odpowiedniej przestrzeni. Jednak już wtedy wiedziałem, że kiedyś będę cieszył się widokiem Jastrzębia z Malawi siedząc we własnym fotelu. Jako, że w akwarystyce cierpliwość to ponoć podstawa, stadko sześciu młodych około 6 centymetrowych Aristochromis christyi trafiło do mnie w kwietniu 2017 r. Młodzież trzymała się razem do osiągnięcia ok. 9-10 cm. Ryby karmione były sztucznymi pokarmami premium i raz w tygodniu mrożonymi krewetkami, zresztą tak jest do obecnej chwili. Gatunek ten rośnie zdecydowanie wolniej niż inne popularne wśród akwarystów drapieżne pielęgnice z jeziora Malawi. W tym okresie zaczęła uwidaczniać się umiarkowana agresja wewnątrz gatunkowa i odtąd ryby wolały przebywać pojedynczo w różnych miejscach zbiornika. Zarówno u młodych jak i dorosłych ryb nie zaobserwowałem znaczącej agresji w stosunku do innych gatunków, nawet podczas tarła samiec był dużo spokojniejszy niż przedstawiciele rodzaju Nimbochromis czy Dimidiochromis.   Fot. Dorosły samiec podczas karmienia mrożonymi krewetkami „z ręki”. W grupie zdecydowanie szybciej rosły samce, których jak się okazało były dwie sztuki i przy rozmiarze 13 cm. byłem ich już pewny, a przy około 15 cm. dokonałem redukcji stada zostawiając w zbiorniku parę, która w zdrowiu pływa w nim po dziś dzień. Fot. Para dorosłych Aristochromis christyi. Para dość regularnie podchodziła do tarła jednak pierwsze trzy razy samica nie donosiła ikry i wypluwała ją po kilku dniach ale z czasem udało się jej dochować młode. W czasie tarła samiec oczyszcza dno z grubszych frakcji i kopie krater średnicy ok. 30 cm., do którego wabi samicę i tam dochodzi do tarła. Tak jak wcześnie już wspominałem samiec podczas tarła nie był zbyt zaborczy ani dla samicy ani dla innych gatunków i to pomimo faktu, że mój zbiornik jest zbyt mały dla Aristochromis w obsadzie wielogatunkowej ale o tym później. Fot. Samiec podczas przygotowywania tarliska. Moje wnioski na temat Aristochromis christyi oparte zostały na prawie pięcioletnim już okresie obserwacji tego gatunku w moim standardowym 720 l. W tym miejscu muszę wyraźnie zaznaczyć, że jest to zbiornik zdecydowanie za mały by trzymać Aristochromis w obsadzie wielogatunkowej tym bardziej, że jedynymi (z uwagi na rozmiary i dietę) słusznymi towarzyszami dla niego są inni silni przedstawiciele drapieżników z jeziora Malawi, np. z rodzaju: Buccochromis, Champsochromis, Dimiodiochromis, Nimbochromis czy Tyrannochromis. Nie byłbym jednak sobą gdybym nie pochwalił się sukcesem w zbudowaniu relatywnie zgodnej obsady wielogatunkowej złożonej obok Aristochromis z kilku gatunków z ww. rodzajów drapieżników. Moim zdaniem podstawą budowania zgodnej obsady jest zakup młodych ryb w jednym momencie co pozwoli im przyzwyczaić się do siebie, „nauczyć” się dzielić zbiornik i ustalać hierarchię w miarę wzrostu. Niewątpliwe jednak wiele też zależy od czynnika, na który żaden malawista nie ma wpływu czyli „charakteru” poszczególnych osobników w obrębie danego gatunku. Co do zasady nie zalecam jednak budowania wielogatunkowej obsady wokół Aristochromis christyi w zbiorniku 720 l. Uważam, że za minimum należy tu przyjąć zbiornik o wymiarach 250 x 70 x 70 cm. Natomiast zbiornik 200 x 60 x 60 cm. z całą pewnością można uznać za wystarczające zaplecze dla stworzenia jednogatunkowej obsady z Aristochromis christyi, oczywiście w układzie z jednym samcem. Fot. Dorosły w pełni wybarwiony samiec. Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że jest to jeden z moich ulubionych gatunków spośród drapieżników z jeziora Malawi i zawsze będę go brał jako pewniaka budując w przyszłości obsady moich zbiorników. Mam nadzieję, że również Wam udzieli się mój podziw i sympatia dla Jastrzębia z Malawi i ryba ta „padnie” wyborem każdego malawisty, który dysponuje odpowiednio dużym akwarium.   Literatura: Konings A., 2003. „Back to Nature”.  Przewodnik po świecie pielęgnic z Malawi.  Konings A., 2016. „Malawi cichlids in their natura habitat” 5rd Edition. Cichlid Press, El Paso, USA. Łątka L., Sierakowski W., 2018. “Pielęgnice jeziora Tanganika i Malawi”. Wydanie pierwsze. Angraf, Piła.  
    • A nie zabaczyłeś, że jesteś na forum ryb z j. Malawi nie z Tanganiki? Polecam forum tanganiki, tam na pewno otrzymasz rzetelną informację.
    • Witam wpadłem na pomysł żeby przerobić moje 100l pod gatunki z Tanganiki. Kupiłem skały ‘elephant skin’ i ułożyłem małą konstrukcje w jednym z rogów. Dolożylem trochę roślin dla lepszego efektu wizualnego Microsorium Pteropus i Anubias barteri.  Reszta to drobny jasny piach i kupiłem około 25 wielkich muszli po ślimakach escargot- Helix pomatia(jeszcze nie dojechały). Plan jest taki żeby obsadzic parą Julidochromis transcriptus i kupić około 6 Neolamprologus multifasciatus, Jakieś sugestie, przeciwskazania co do obsady? Samo akwarium jakieś uwagi ? Filter oase 200 thermo, lampa chichiros b series. TDS wody kranowej 388pp.    (zdjęcia zrobione kilka minut po zalaniu) Pozdrawiam.      
    • A czemu nie ?  Ja bardzo dużo piszę codziennie zawodowo i nie mam już siły i przede wszystkim czasu na pisanie dla przyjemności 🤷‍♂️ Dlatego dla mnie osobiście spotkanie/spotkania to najważniejsze daty w kalendarzu... Szkoda, że jest nas na spotkaniach mniej, dlatego zachęcam każdego do przyjazdu tym bardziej, że jest dobre połączenie PKP z Prudnikiem. Zawsze będę mógł opowiedzieć o swoich doświadczeniach z drapolami choć nie wiem czy faktycznie kogoś to interesuje. Poszukam tez i wrzucę na KM krótki artykuł, który poczyniłem kilka lat temu w tym zakresie na przykładzie Aristochromis christyi, ukazał się on co prawda jedynie w języku angielskim ale mam gdzieś pewnie "rękopis".
    • A czemu nie tu? Wiele razy rozmawialiśmy, nie tylko w Pokrzywnej, ale nie jest moją rolą pisanie tutaj na temat funkcjonowania Twojego akwarium z drapolami😉
    • Wszyscy mają racje aaaale nie do końca 😉 ale na szerszą rozmowę zapraszam na spotkanie do Pokrzywnej ☝️😁 PS. @pozner z tego co ja pamiętam to byłeś przy wielu moich rozmowach właśnie w Pokrzywnej ale widocznie tylko ja byłem trzeźwy 😁😉🤣
  • Tematy

  • Grafiki

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.