Skocz do zawartości

Prawda o płatkowanych pokarmach


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
ale doslownie po kilku dniach po rozmrozeniu zaczynaly smierdziec tak potwornie ze jak podchodzilem do naczynka w ktorym rozmrazalem to na wymioty bralo.


ale dlaczego po kilku dniach po rozmrożeniu?

po kilku dniach to i najświeższe będą już śmierdzieć, mrożonki się rozmraza i się nimi karmi od razu ryby a nie czeka się kilka dni.



Zle to ujalem. Chodzilo mi o to ze np pierwsze dwie trzy kostki po romrozeniu nie dawaly jakiejs intensywnej nieprzyjemnej woni, ale np juz po kilku dniach gdy rozmrazalem przed podaniem to jedna z kostek smierdziala niemilosiernie, ale inna juz mniej, czyli wnioskuje ze czesc byla dobra a czesc niebardzo wiec...


A jakie macie zdanie na temat pokarmow Liofilizowanych?

Opublikowano

liofilizacja jest najlepszym sposobem zabezpieczania żywności przed psuciem, data trwałości nie bedzie jednak tak długa jak w przypadku pokarmu granulowanego bo materiał, z samej swej natury jest "nierówny" i ciężko do niego dodać jakieś substancje stabilizujące i konserwujące. Co do robienia własnych mrożonek: Sam robie shrimp-mixa (groszek+krewetki+mniszek+pokrzywa+ślimaki czasem :wink: czasem papryka suszona+ suszone rozwielitki jako źródło chityny) W zeszłym roku miałem fajnie działającą hodowle rozwielitek więc robiłem też mrożonki z dafni (dafnia na sitko potem do pojemnika na kostki lodu i sru do -22) W tym roku zakombinowałem z nawozem i rozwielitki szlag trafił :( więc mam tylko jakieś takie dziwne stworzonka w hodowli (potocznie nazywają to "pchła wodna") ale ciężko to złapać bo jest małe więc tego raczej nie polecam. Nie wiem jak jest konkretnie z oczlikiem ale można by go pewnie też hodować. Jako materiał zarodowy wykorzytać można żywy pokarm a potem przeprowadzić przez kilka pokoleń pozbywając sie ewentualnych pasożytów. Z tymże oczlika nie hodowałem więc to takie moje gdybanie :wink:


BTW: przymierzam sie do hodowli drosophyli, tylko brakuje mi informacji na temat przydatności jej jako pokarmu dla pyszczaków :?

Opublikowano

Mrożonki od zawsze były wielokrotnie zamrażane, a mimo to ludzie przez lata nimi karmili i wszystko było ok. Trochę demonizujecie temat. Oczywiście ryzyko jest, ale bez przesady. Nie ma co z nich rezygnować, bo jednak co natura, to natura.

Opublikowano

Mam troszke inne zdanie na ten temat, niz mateuszt.

Akwarystyka bardzo szybko sie rozwija(mimo wszytko to hobby niszowe). Co za tym idzie coraz wiecej ludzi dba o pozywienie, o biotop , o ryby. Zatem zapotrzebowanie na pokarmy z najwyzszej polki jest duzo wieksze.

Mrozony sa produkowane masowo, rozmrazane masowo zatem zwiekszajac produkce ,zwiekszamy czas pobytu w nie zawsze dogodnych warunkach. Jesli jestesmy wzglednie(?!) skrajni w opiniach(mowie o obsadzie, wielkosci zbiornika, filtracji) to i temat pozywienia w tej materii nie powinien byc pomijany.

3-4 lata temu 240l nadawalo sie dla 4 gatunkow(spokojnie)...ryby zyly, mialy sie dobrze(tak wygladaly),rozmanazaly sie itp. W miare poglebiania wiedzy n/t ryb, zbiorniki sie kurczyly(czasem nawet skrajnie), obsady redukowane a pozywienie coraz lepiej zbilansowane.

Mysle, ze problem odzywiania Naszych podopiecznych istnieje od zawsze (roznice zdan n/t saulosi czy innych) i istnieć bedzie zawsze. Natomiast jakos, jest wartoscia stala, uwazam , ze pokarm mrozony (w odroznieniu od suchych) wciaz jest pomijany.Wydajemy mase kasy na produkty z najwyzszej pólki(O.S.I, Dainichi)pokarmow suchych, nieco odpuszczajac pokarmy mrozone, ktore sa glownym skladnikiem diet miesozernej mbuny czy nonmbuny.


mimo to ludzie przez lata nimi karmili i wszystko było ok


To samo mozna powiedziec o szczesliwych auratusach w 100l czy filtracji opartej na filtrze wewnetrznym.

Opublikowano

Myślę, że Sabotage ma rację. Szczególnie odnośnie postępu wiedzy i pozytywnych tendencji w akwarystyce. Wydaje mi się, że akwarystyka jednak szybko się rozwija, mimo, że to hobby niszowe, co prowadzi to rozwoju rynku i skali produkcji na ten rynek. Problem może więc rosnąć. A że nie jest to demonizacja problemu świadczą posty niektórych forumowiczów, że po podaniu jakiegoś pokarmu (kilka razy chyba także wspominano o mrożonkach) ryby nie przeżyły tego. Śmierć to skrajny przypadek nie radzenia sobie organizmu z warunkami zewn./chorobą/wirusem etc. Nie wiemy jednak, czy podawanie wielokrotnie mrożonych pokarmów, nie powoduje złego samopoczucia ryb, problemów trawiennych, stresu, etc. Jeśli dbamy tak bardzo o napowietrzanie, wystrój i inne warunki dla ryb, pokarm powinien być również tak samo skrupulatnie traktowany IMHO. Nie chodzi o szukanie dziury w całym, ale o dążenie do zapewnienia dobrobytu rybom. Sam jestem daleki od radykalizmu i fanatyzmu w akwarystyce, niemniej teraz 2 razy zastanowię się, czy kupić gotowe mrożonki, czy lepiej krewetki i składniki na jakiegoś domowego mixa.

Opublikowano

Samo zamrażanie i rozmrażanie pokarmów nie jest dobre bo zawsze się ryzykuje, a że w mrożonkach mogą być różne bakterie i inne świństwa, które nie znikają w procesie zamrażania to ryzykuje się podwójnie, więc po co? Dla kilku złotych?

Opublikowano

Kluczowe jest pytanie M_sobo. Po co ryzykować :?: Nie dla kilku złotych, bo chytry dwa razy traci. Gdyby chodziło o kasę, to nie miałbym oprócz połowy zamrażarki mrożonek samych pokarmów Dainichi ;) . Weźmy pod uwagę pewną analogię. Dlaczego nie zaprzestaniemy uprawy warzyw i owoców, skoro medycyna rozwija się na tyle szybko, że syntetyczne suplementy diety zapewniają niby wszystkie witaminy, mikro-, makroelementy i resztę składników, które potrzebujemy do życia :?: Po co te wszystkie piramidy zdrowego żywienia, skoro wszystko można załatwić paczką tabletek z apteki :?: Czy te wszystkie kompleksy witaminowe są na pewno tak zdrowe, jak podają producenci :?: W takim razie skąd możliwość przedawkowania :?: Prawdziwych witamin, naturalnego pochodzenia ponoć nie można przedawkować, to dlaczego te w tabletkach tak :?:


Spójrzmy teraz na inną kwestię. Weźmy sobie takiego mbuniaka. Pływa sobie w jeziorze patrolując teren wokół swojej grotki i co :?: Oto nagle prąd wody rzuca mu pod pysk pięknego, zdechłego już kilka dni temu kolegę. Pytanie za 100 punktów - co nasz mbuniak robi :?: Rozmyśla, że kolega zwinął żagle już jakiś czas temu i nie jest pierwszej świeżości, a dochodząc do wniosku, że od gnijących zwłok dostanie rozwolnienia, bólu brzucha, czy wymiotów :?: Czy bez zastanowienia podgryza co smaczniejsze kąski z bakteriami, grzybami i innymi ustrojstwami, które jako pierwsze rzuciły się na trupka :?: Oczywiście, pyszczaki to nie typowi padlinożercy, ale na pewno sporo z nich miało okazję skubnąć "gnijące już zwłoki".


Wiedza oczywiście idzie do przodu, auratusów już się nie trzyma w 100l, ale moim zdaniem coraz częściej popadamy w kompletną paranoje. Greshakei w 200cm (!), absolutne minimum dla estherae 150cm, w 375l maks 2 gatunki. Z palca sobie tego nie wyssałem. To przykłady takich absurdów, które ostatnio mogliśmy czytać. Niedługo będziemy w sztucznych pokarmach liczyć każdy procent poszczególnych składników. Demonizujemu wszystkie aspekty, z którymi na dobrą sprawę ryby spotykają się w naturze. Czy tam pyszczaki jedzą tylko świeżutkie kąski :?: Nie, rzucają sie na wszystko, co zobaczą. Czy jak w rejonie występowania demasoni pojawi się plaga komarów, a zagęszczenie ich larw w wodzie jest takie, że prawie ogranicza widoczność, to demasonek sobie odmówi, bo przecież jest roślinożerny :?: Pewnie, zdechnie z głodu, bo jakby zjadł kilka komarów, to dostałby sraczki ;) .

Opublikowano
Pytanie za 100 punktów - co nasz mbuniak robi :?: Rozmyśla, że kolega zwinął żagle już jakiś czas temu i nie jest pierwszej świeżości, a dochodząc do wniosku, że od gnijących zwłok dostanie rozwolnienia, bólu brzucha, czy wymiotów :?: Czy bez zastanowienia podgryza co smaczniejsze kąski z bakteriami, grzybami i innymi ustrojstwami, które jako pierwsze rzuciły się na trupka :?: Oczywiście, pyszczaki to nie typowi padlinożercy, ale na pewno sporo z nich miało okazję skubnąć "gnijące już zwłoki".


To jasne, ze zezre, tak jak pies zje czekolade, papuga pizze a zolw grecki kawal miecha. Nie znaczy to natomiast, ze mamy im to podrzucac do pyskow.

Nie kazda mrozonka ze sklepu to zamrozony kawal padliny. Pewnie sa producenici lepsi i gorsi - tak samo pokarmow suchych. Poruszamy jedynie problem bagatelizowania mrozonek, odsuwania ich na margines. Czemu karmic Dainichi i OSI a nie Tropicalem?

Toczymy boje i spory n/t diet, zastanawiamy sie czy karmic jednym pokarmem czy kilkoma w ciagu dnia, czy swiecic 8h czy 9h i 6minut.. Dlaczego? Bo wiekszosc z nas to pasjonaci(demonizujacy pewne kwestie, jak kazdy pasjonat). Dla analogi czy zwykly smiertelnik wyczuje roznice miedzy zestawem Sony z zintegrowanym wzmacniaczem od zestwu chocby Marka Levinsona na Cec'u i AF? Nie, bo to i to gra glosno i czysto.

To samo tyczy sie innych pasji roznej masci. To, ze KM nie jest liberalny w pogladach wiemy od zawsze i tego sie trzymajmy. To wlasnie cechuje profesjonalistow-pasjonatow-hobbystow, pelne oddanie i poswiecona uwaga. Rozmyslamy zatem, jakich pokarmow uzywac, jaki sprzet wybierac, czy jakie akwaria zalewac - zeby zbiorniki wygladaly pieknie a nasi poddani zdrowo.

Wracajac do tematu mrozonek, uwazam, ze zrobienie mixa z krewetek zajmuje niewiele czasu. Po co ryzykowac? Nasze ryby przez miesiace moga jesc dana artemie a czasem przez podanie jednej kostki wypada nam cala obsada...

Opublikowano
To jasne, ze zezre, tak jak pies zje czekolade, papuga pizze a zolw grecki kawal miecha.

Tylko, że pyszczak tą gnijącą padlinę zeżre w swoim środowisku naturalnym i nikt mu tego pod nos nie wepchnie, co najwyżej sam znajdzie. W pewnym sensie jest to jego naturalny pokarm, w przeciwieństwie do czekolady dla psa, pizzy dla papugi, czy mięcha dla żółwia greckiego.


Jak sam piszesz, pasjonat to ktoś, kto chce, żeby wszystko było idealnie. To wytłumacz mi dlaczego chcesz pozbawiać swoich ryb naturalnego pokarmu, który nota bene jest niezbędny dla prawidłowego rozwoju pyszczaków (i nie piszę tu o wspomnianej wcześniej padlinie ;) ). Porównaj sobie rozwój ryby karmionej tylko i wyłącznie pokarmami syntetycznymi i rozwój ryby, w której diecie dużą część stanowić będą pokarmy mrożone.


Pewnie sa producenici lepsi i gorsi - tak samo pokarmow suchych.

Rozumiem, tak samo można by powiedzieć, że skoro Tropical BioVit (ten śmieszny pokarm obecny na rynku jeszcze zanim się urodziłem) to syf jakich mało (subiektywna opinia), to znaczy, że wszystkie pokarmy płatkowane należy odsunąć na margines. To, że ktoś zrazi się do mrożonek jednego producenta, nie znaczy, że wszystkie są toksyczne. Równieżwewnątrz jednej firmy zdarzają się partie lepsze i gorsze.


Czemu karmic Dainichi i OSI a nie Tropicalem?

Bo granulek Dainichi nie trzeba namaczać :P . Poza tym widzę reakcję moich ryb, które całkowicie ignorują granulki OSI.


Toczymy boje i spory n/t diet, zastanawiamy sie czy karmic jednym pokarmem czy kilkoma w ciagu dnia, czy swiecic 8h czy 9h i 6minut.. Dlaczego? Bo wiekszosc z nas to pasjonaci(demonizujacy pewne kwestie, jak kazdy pasjonat).

Ja Tobie powiem, że wręcz przeciwnie, nie toczę żadnego boju, tylko dlatego, że jestem pasjonatem. Możesz powiedzieć, że nie jestem. Mi chodzi tylko i wyłącznie o dobro ryb. Jestem ogromnym zwolennikiem karmienia mrożonkami (rozsądnego) i będę to reklamował przy każdej okazji. Nie robię czegoś tylko po to, żeby uzyskać w czyiś oczach uznanie.


To, ze KM nie jest liberalny w pogladach wiemy od zawsze i tego sie trzymajmy. To wlasnie cechuje profesjonalistow-pasjonatow-hobbystow, pelne oddanie i poswiecona uwaga. Rozmyslamy zatem, jakich pokarmow uzywac, jaki sprzet wybierac, czy jakie akwaria zalewac - zeby zbiorniki wygladaly pieknie a nasi poddani zdrowo.

Po pierwsze KM nie ma oficjalnego stanowiska w żadnej kwestii i to nie on jest nie liberalny, tylko tworzący go obecnie ludzie ;) . To, że kiedyś było więcej liberałów nie znaczyło, że oni nie byli pasjonatami, a KM był zły ;) . Poza tym, czy uważasz, że skoro jestem bardziej liberalny od Ciebie, uważam, że czy świecę świetlówkami 6, 8, czy 12 godzin, to rybom nie robi to żadnej różnicy, wybierając akwarium kierowałem się tylko i wyłącznie tym, żeby zmieściło się w pokoju i karmie ryby mrożonkami, nie jestem pasjonatem i nie mam na uwadze dobra ryb :?:


Wracajac do tematu mrozonek, uwazam, ze zrobienie mixa z krewetek zajmuje niewiele czasu. Po co ryzykowac? Nasze ryby przez miesiace moga jesc dana artemie a czasem przez podanie jednej kostki wypada nam cala obsada...
Ok, podobnie raz wodociągi mogą dodać do wody jakiegoś syfu, więc po co ryzykować i robić regularne podmiany :?: Producentom sztucznych pokarmów może nie udać się jedna seria i co wtedy :?: Niosąc krewetki z supermarketu w ciepły jesienny dzień zapewne też większość z nas doniesie zupę krewetkową - ilu ją wyrzuci i ilu ma lodówkę turystyczną, żeby jakoś te mrożonki dostarczyć :?: Poza tym myślisz, że jak te mrożone krewetki i mrożony groszek będziesz miksował, to one się nie rozmrożą :?: Pewnie, że się rozmrożą, a Ty je ponownie zamrozisz... a powinieneś wyrzucić, bo po co ryzykować :?: ;)
Opublikowano

Wszystko fajnie tylko pomijasz kilka istotnych kwestii:

1. Zdechła ryba w malawi to nie to samo co mrożonka która może podlegać cyklom rozmrożenia i zamrażania kilku krotnie. Nie mówie tu o bakteriach tylko o produktach ich metabolizmu które w przypadku zdechłej ryby rozcieńczą sie wodą z jeziora, wypłuczą częściowo a w przypadku mrożonki nie.

2.Mrożonkami karmisz załóżmy raz na tydzień, kupiłeś dajmy na to 6 kostek (albo i więcej) z jednej partii. Partia była lewa, masz 6, 10, 12 szans na podanie mrożonki z kiepskiej partii.

3. Jak kupuje krewetki i groszek to kupuej krewetki i groszek którego producent i dystrybutor podlega kontroli kilku organów a produkt musi spełniać pewne normy i kryteria. Mrożonka nie musi spełniać żadnych norm i nie podlega niczyjej kontroli. Tak samo jak zywy pokarm z którego jest robiona. Jeżeli kupuje nawet najbardziej badziewny suchy pokarm dla ryb to musi on spełniać kilka podstawowych norm (odnośnie zawartości np. toksyn) bo takie są przepisy odnośnie obrotu paszami. Mrożonka pod nie nie podchodzi.


Nie mówie że mrożonki są złe, niedobre. mówie że są ryzykowne, nie mam do nich zaufania z powodów które opisałem powyżej i z powodu własnych doświadczeń z producentami i dystrybutorami (np. mrożonka-chłodzonka którą wrzucam do akwarium a potem widze w wodzie żywe rozwielitki). Jeżeli ktoś jest w stanie zaakceptować takie ryzyko to ok, ja w żadnym wypadku.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.


  • Posty

    • Poglądowo do wypowiedzi @lukBB bo też mam w ramce z tym, że ja mam przez długość akwarium.
    • Witaj, ja panel ledowy mam osadzony na ramce z kątownika aluminiowego bodajże 1,5x1,5. Całość mam położone bezpośrednio na wzmocnieniu podłużnym. 
    • Witaj, możesz pomyśleć o sklejeniu czegoś ze szkła, ja tak zrobiłem lampa leży na dwóch wspornikach w kształcie litery T , które stoją na wzmocnieniu poprzecznym na środku akwa. Na tym zdjęciu mniej więcej to widać.
    • Cześć. Planuję zrobić lampę DIY do akwarium Malawi 100x50x50 i szukam inspiracji dotyczących samego montażu lampy nad akwarium. Interesują mnie rozwiązania DIY, a nie gotowe lampy typu Chihiros czy Skylight. Jak rozwiązaliście: mocowanie szerokiego profilu/radiatora aluminiowego, nóżki opierane o szybę, kątowniki lub płaskowniki aluminiowe, belki oparte bezpośrednio na akwarium, inne estetyczne sposoby montażu nad otwartym zbiornikiem? Jeśli macie zdjęcia swoich lamp i mocowań, będę wdzięczny za fotki oraz informację z czego wykonaliście uchwyty. Zależy mi na estetycznym wykonaniu, bo akwarium stoi w salonie.
    • Aristochromis christyi – to jedyny przedstawiciel rodzaju Aristochromis o charakterystycznym kształcie pyska, który przypomina dziób drapieżnego ptaka lub jak pisze Ad Konings „arystokratyczny nos”. To właśnie temu wyjątkowemu kształtowi pyska zawdzięcza on swój przydomek – Jastrząb z Malawi. Fot. Łeb dorosłego samca Aristochromis christyi z profilu. Gatunek ten występuję w całym jeziorze głównie w strefie przejściowej. Osiąga dość znaczne rozmiary, samiec dorasta do ok. 30 cm., samica jest nieco mniejsza i osiąga 25 cm. Jest typowym rybożercą, a jego menu składa się głównie z przedstawicieli ryb z grupy "Mbuna". Osobliwa budował pyska przystosowała Aritochromis  do chwytania znacznych rozmiarów ryb stanowiących nawet 1/3 długości jego ciała. Fot. Ukazuje rozmiar „paszczy” dorosłego osobnika Dymorfizm płciowy u tego gatunku jest bardzo wyraźny ale dopiero u dorosłych ryb młode wyglądają identycznie – srebrzyste ciało z charakterystyczną wyraźną skośną czarną pręgą. Dorosłe osobniki jak już wspomniałem różnią się znacznie, jeżeli chodzi o kolorystykę samice pozostają podobne do młodych, może trochę ciemnieją ale wydaje mi się, że jest to bardziej cecha konkretnego osobnika i diety. Samce natomiast z wiekiem nabierają coraz więcej niebieskiego odcienia, który zaczyna od głowy „rozlewać” się na resztę ciała choć pełne wybarwienie osiągają dopiero w okresie zalotów i tarła. Dodatkowo u samców wydłużaniu i zaostrzeniu ulegają płetwy – grzbietowa posiadająca mnóstwo pomarańczowych plam, której górną krawędź okala biło-pomarańczowy pas i odbytowa, która dodatkowo zabarwia się na kolor pomarańczowy z wyraźnymi białymi atrapami jajowymi. Fot. Młode osobniki, które już przy rozmiarze ok. 9 cm. wykazywały rywalizację wewnątrzgatunkową. Fot. Dorosły samiec.   Fot. Dorosła samica.   Opisywany gatunek nie należy do szybkich pływaków, preferuje polowanie z zasadzki w dość osobliwy sposób. W trakcie polowania ustawia się głową w dół i bokiem do potencjalnej ofiary, potrząsa przy tym ciałem co ma imitować ranną lub chorą rybę. W momencie kiedy nieuważna ofiara zbliży się zbyt blisko do „Jastrzębia” następuje błyskawiczny atak, a duże i silne szczęki nie dają jej żadnych szans. Fot. Dorosły samiec „wiszący” w toni i przygotowujący się do ataku.   Pierwszy raz młode Aristochromis zobaczyłem „na żywo” w 2005 r. na giełdzie akwarystycznej w Łodzi przy. ul. Św. Teresy. Zaraz po powrocie do domu zacząłem czytać na temat tego gatunku ale szybko okazało się, że z uwagi na rozmiar osiągany przez rybę nie będę w stanie zapewnić jej odpowiedniej przestrzeni. Jednak już wtedy wiedziałem, że kiedyś będę cieszył się widokiem Jastrzębia z Malawi siedząc we własnym fotelu. Jako, że w akwarystyce cierpliwość to ponoć podstawa, stadko sześciu młodych około 6 centymetrowych Aristochromis christyi trafiło do mnie w kwietniu 2017 r. Młodzież trzymała się razem do osiągnięcia ok. 9-10 cm. Ryby karmione były sztucznymi pokarmami premium i raz w tygodniu mrożonymi krewetkami, zresztą tak jest do obecnej chwili. Gatunek ten rośnie zdecydowanie wolniej niż inne popularne wśród akwarystów drapieżne pielęgnice z jeziora Malawi. W tym okresie zaczęła uwidaczniać się umiarkowana agresja wewnątrz gatunkowa i odtąd ryby wolały przebywać pojedynczo w różnych miejscach zbiornika. Zarówno u młodych jak i dorosłych ryb nie zaobserwowałem znaczącej agresji w stosunku do innych gatunków, nawet podczas tarła samiec był dużo spokojniejszy niż przedstawiciele rodzaju Nimbochromis czy Dimidiochromis.   Fot. Dorosły samiec podczas karmienia mrożonymi krewetkami „z ręki”. W grupie zdecydowanie szybciej rosły samce, których jak się okazało były dwie sztuki i przy rozmiarze 13 cm. byłem ich już pewny, a przy około 15 cm. dokonałem redukcji stada zostawiając w zbiorniku parę, która w zdrowiu pływa w nim po dziś dzień. Fot. Para dorosłych Aristochromis christyi. Para dość regularnie podchodziła do tarła jednak pierwsze trzy razy samica nie donosiła ikry i wypluwała ją po kilku dniach ale z czasem udało się jej dochować młode. W czasie tarła samiec oczyszcza dno z grubszych frakcji i kopie krater średnicy ok. 30 cm., do którego wabi samicę i tam dochodzi do tarła. Tak jak wcześnie już wspominałem samiec podczas tarła nie był zbyt zaborczy ani dla samicy ani dla innych gatunków i to pomimo faktu, że mój zbiornik jest zbyt mały dla Aristochromis w obsadzie wielogatunkowej ale o tym później. Fot. Samiec podczas przygotowywania tarliska. Moje wnioski na temat Aristochromis christyi oparte zostały na prawie pięcioletnim już okresie obserwacji tego gatunku w moim standardowym 720 l. W tym miejscu muszę wyraźnie zaznaczyć, że jest to zbiornik zdecydowanie za mały by trzymać Aristochromis w obsadzie wielogatunkowej tym bardziej, że jedynymi (z uwagi na rozmiary i dietę) słusznymi towarzyszami dla niego są inni silni przedstawiciele drapieżników z jeziora Malawi, np. z rodzaju: Buccochromis, Champsochromis, Dimiodiochromis, Nimbochromis czy Tyrannochromis. Nie byłbym jednak sobą gdybym nie pochwalił się sukcesem w zbudowaniu relatywnie zgodnej obsady wielogatunkowej złożonej obok Aristochromis z kilku gatunków z ww. rodzajów drapieżników. Moim zdaniem podstawą budowania zgodnej obsady jest zakup młodych ryb w jednym momencie co pozwoli im przyzwyczaić się do siebie, „nauczyć” się dzielić zbiornik i ustalać hierarchię w miarę wzrostu. Niewątpliwe jednak wiele też zależy od czynnika, na który żaden malawista nie ma wpływu czyli „charakteru” poszczególnych osobników w obrębie danego gatunku. Co do zasady nie zalecam jednak budowania wielogatunkowej obsady wokół Aristochromis christyi w zbiorniku 720 l. Uważam, że za minimum należy tu przyjąć zbiornik o wymiarach 250 x 70 x 70 cm. Natomiast zbiornik 200 x 60 x 60 cm. z całą pewnością można uznać za wystarczające zaplecze dla stworzenia jednogatunkowej obsady z Aristochromis christyi, oczywiście w układzie z jednym samcem. Fot. Dorosły w pełni wybarwiony samiec. Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że jest to jeden z moich ulubionych gatunków spośród drapieżników z jeziora Malawi i zawsze będę go brał jako pewniaka budując w przyszłości obsady moich zbiorników. Mam nadzieję, że również Wam udzieli się mój podziw i sympatia dla Jastrzębia z Malawi i ryba ta „padnie” wyborem każdego malawisty, który dysponuje odpowiednio dużym akwarium.   Literatura: Konings A., 2003. „Back to Nature”.  Przewodnik po świecie pielęgnic z Malawi.  Konings A., 2016. „Malawi cichlids in their natura habitat” 5rd Edition. Cichlid Press, El Paso, USA. Łątka L., Sierakowski W., 2018. “Pielęgnice jeziora Tanganika i Malawi”. Wydanie pierwsze. Angraf, Piła.  
    • A nie zabaczyłeś, że jesteś na forum ryb z j. Malawi nie z Tanganiki? Polecam forum tanganiki, tam na pewno otrzymasz rzetelną informację.
    • Witam wpadłem na pomysł żeby przerobić moje 100l pod gatunki z Tanganiki. Kupiłem skały ‘elephant skin’ i ułożyłem małą konstrukcje w jednym z rogów. Dolożylem trochę roślin dla lepszego efektu wizualnego Microsorium Pteropus i Anubias barteri.  Reszta to drobny jasny piach i kupiłem około 25 wielkich muszli po ślimakach escargot- Helix pomatia(jeszcze nie dojechały). Plan jest taki żeby obsadzic parą Julidochromis transcriptus i kupić około 6 Neolamprologus multifasciatus, Jakieś sugestie, przeciwskazania co do obsady? Samo akwarium jakieś uwagi ? Filter oase 200 thermo, lampa chichiros b series. TDS wody kranowej 388pp.    (zdjęcia zrobione kilka minut po zalaniu) Pozdrawiam.      
    • A czemu nie ?  Ja bardzo dużo piszę codziennie zawodowo i nie mam już siły i przede wszystkim czasu na pisanie dla przyjemności 🤷‍♂️ Dlatego dla mnie osobiście spotkanie/spotkania to najważniejsze daty w kalendarzu... Szkoda, że jest nas na spotkaniach mniej, dlatego zachęcam każdego do przyjazdu tym bardziej, że jest dobre połączenie PKP z Prudnikiem. Zawsze będę mógł opowiedzieć o swoich doświadczeniach z drapolami choć nie wiem czy faktycznie kogoś to interesuje. Poszukam tez i wrzucę na KM krótki artykuł, który poczyniłem kilka lat temu w tym zakresie na przykładzie Aristochromis christyi, ukazał się on co prawda jedynie w języku angielskim ale mam gdzieś pewnie "rękopis".
    • A czemu nie tu? Wiele razy rozmawialiśmy, nie tylko w Pokrzywnej, ale nie jest moją rolą pisanie tutaj na temat funkcjonowania Twojego akwarium z drapolami😉
    • Wszyscy mają racje aaaale nie do końca 😉 ale na szerszą rozmowę zapraszam na spotkanie do Pokrzywnej ☝️😁 PS. @pozner z tego co ja pamiętam to byłeś przy wielu moich rozmowach właśnie w Pokrzywnej ale widocznie tylko ja byłem trzeźwy 😁😉🤣
  • Tematy

  • Grafiki

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.