Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Witam,

zgłębiając różne wątki dotyczące chowu pyszczaków natknąłem się gdzieś na temat dotyczący tzw. konfliktu bakteryjengo czyli "stanu, w którym nieodpowiednie proporcje bakterii w akwarium prowadzą do zaburzenia równowagi biologicznej i powodują choroby u ryb..." Mówiąc w dużym skrócie poprzez wszelakie działania jakie podejmujemy w naszych akwariach możemy doprowadzić do sytuacji, w której u naszych ryb dochodzi do rozregulowania się flory jelitowej co może powodować sporo problemów zdrowotnych. Jak przeczytałem takie zaburzenie może być spowodowane m.in. łączeniem pyszczaków pochodzących z różnych hodowli. Zaleceniem jest tutaj komponowanie obsady tylko od jednego hodowcy, tak aby ograniczyć wystąpienie wspomnianego konfliktu bakteryjnego. No ale idąc tym tokiem rozumowania to ryby zakupione z jednego źródła musiałyby być kupione od razu wszystkie (cała obsada). Bo kupując powiedzmy jeden gatunek, a po miesiącu drugi, pomimo iż zakupione z jednego źródła ale w pewnych odstępie czasu już prowadzi do sytuacji, że łączymy ryby niejako z różnych hodowli.... Przecież warunki w naszych akwariach w tym wytworzona w nich flora bakteryjna na pewno różni się między sobą....

Stoję obecnie przed pewnym dylematem. Mam swoim akwarium I. spregerae kupione od hodowcy nazwijmy to roboczo "A". Docelowo planuję stworzyć obsadę złożoną jeszcze z Ch. saulosi i tutaj pojawia się pewien problem. Hodowca, od którego brałem rdzawe nie ma obecnie na stanie saulosi. Być może będą w drugiej połowie kwietnia ale nie jest to pewne. Przestrzegał mnie , czy raczej zwracał uwagę, że powinienem brać ryby z jednego źródła aby zminimalizować ryzyko problemów zdrowotnych ryb. Mam możliwość zakupu pyszczaków od hodowcy "B", jednak kwestia opisana przeze mnie powyżej trochę mnie zaniepokoiła. Nie chciałbym narobić sobie problemów. Dlatego co Wy sądzicie o komponowaniu obsady złożonej z ryb zakupionych od różnych hodowców. Czy może niepotrzebnie rozdmuchuję temat i śmiało mogę kupować.

Dodam tylko, że z racji posiadanych warunków nie będę w stanie zrobić u ryb kwarantanny. Po aklimatyzacji ryby zostaną wpuszczone do docelowego akwarium.

  • Lubię to 1
Opublikowano (edytowane)

Do wszystkiego.mozna dorobić teorię. Pyski (mbuna) bo te trochę znam, naprawdę wybaczają dużo. Jeżeli nie zawalisz po całości i puścisz ryby w przyzwoitej kondycji, do przyzwoicie przygotowanego zbiornika, nie popełnisz  jakichś wielkich błędów żywieniowych, zwłaszcza na początku, to takie dywagacje możesz włożyć między bajki. Mam ryby z różnych źródeł, różnie karmione i na przestrzeni kilku lat nigdy nie miałem problemów z dokładaniem nowych osobników. Problemy przy dorybianiu, są raczej kwestią charakteru, kompozycji obsady i łączenia ryb zadomowionych i nowych wg mnie.  Leżą raczej w kwestii mentalności, psychiki i takich tam.  Zadomowione osobniki niechętnie dzielą się przestrzenią z nowymi i może być skucha. Ale to się tyczy ryb dorosłych, a za takie uważam pyski 2 lata +. Jeżeli jesteś pewny, że podstawowe  parametry zbiornika są ok, to wg mnie nie masz się czego bać, a że istnieje jakieś tam ryzyko? No istnieje, jak to w tym biotopie. Tu nawet długo funkcjonujący układ w każdej chwili może runąć, bo przestawiłem kamień np. Więc jest ryzyko jest zabawa.

Edytowane przez pulpet
  • Lubię to 6
Opublikowano

Moje doświadczenia, biorąc pod uwagę, że mam również akwaria z biotopami CA i SA są takie, że pyszczaki są bardziej wrażliwe na zmiany środowiskowe w porównaniu do innych biotopów. Wielu myśli, że pyszczaki lubią naszą kranówkę i nie ma co się przejmować wodą, ale to nie znaczy że mają wysoką tolerancję jeśli chodzi o parametry wody.

Opublikowano
1 godzinę temu, Jacek_LDZ napisał(a):

jednak kwestia opisana przeze mnie powyżej trochę mnie zaniepokoiła. Nie chciałbym narobić sobie problemów. Dlatego co Wy sądzicie o komponowaniu obsady złożonej z ryb zakupionych od różnych hodowców. Czy może niepotrzebnie rozdmuchuję temat i śmiało mogę kupować.

Zawsze jakieś ryzyko jest zmieniając warunki  danej obsady.  Ale wyobraź sobie , że chcesz ryby  różnych gatunków i okazuje się , że sprzedający ma tylko jeden gatunek a Ty chcesz trzy.  Rezygnujesz ? Nie .  Nawet w obrębie tego samego  gatunku lepiej jest kupować ryby z różnych źródeł ze względu  na ich genetykę , na uniknięcie chowu wsobnego.  Naprawdę nie masz powodów do zmartwień. Warto jednak dowiedzieć się od sprzedającego czym karmi swoje ryby i kontynuować stosowanie tych pokarmów, stopniowo zmieniając na ten którym chcesz Ty karmić.   Chodzi mi o to aby gwałtownie nie zmieniać podawanego pokarmu.

  • Lubię to 6
  • Dziękuję 1
Opublikowano
15 godzin temu, Jacek_LDZ napisał(a):

Przestrzegał mnie , czy raczej zwracał uwagę, że powinienem brać ryby z jednego źródła aby zminimalizować ryzyko problemów zdrowotnych ryb.

Czyli hodowca ''A'' ściemnia że trzeba kupować tylko od niego bo od innych jak kupisz to ryby będą miały problemy zdrowotne.

A który to hodowca tak Cię ściemnia?

Mam ryby z różnych hodowli i zawsze tak miałem od 20-stu paru lat i nigdy nic takiego nie zauważyłem żeby był jakiś konflikt bakteryjny.

Owszem, można kupić ryby chore od których zarażą się te co już masz i w tedy wszystkie mogą zdechnąć, ale to się rzadko zdarza, mi się nigdy to nie zdarzyło, jedynie to zdarzało się czasem w latach 90 kupić w zoologicznym chore mieczyki, gupiki, ale nigdy nie zdarzyło się to z kupnem pyszczaków z prywatnych hodowli.

  • Lubię to 2
Opublikowano

Tak, a jak kupisz od niego, a ryby i tak zachorują to powie, że... musiałeś mieć złe parametry wody, albo źle wpuściłeś/transportowałeś, albo wpuściłeś przy nie odpowiedniej fazie księżyca.

  • Lubię to 1
Opublikowano

Jak przedmówcy, zawsze jest jakieś ryzyko. Ja miałem jakoś czas spokój ale szukałem innych ryb i kupiłem... Pół żywe, myślałem że to wina podróży. No i tak jakieś paskudztwo krąży już u mnie ponad pół roku. 

Ale wcześniej też ryby trafiały z różnych źródeł i nie miałem problemu. Po prostu z "super hodowli" jakieś świństwo wpadło do akwarium. A może to zbieg okoliczności? Może to inna przyczyna. 

Wielokrotnie kupowałem mało ambitnie ryby w byle zoologicznym i wiele z tych ryb żyje u mnie ponad 3 lata. To najbardziej odporne i towarzyskie ryby. Nic nigdy się nie działo w akwarium. 

Mam taką teorię. Oczywiście to może być całkowicie błędne rozumowanie. Ale niektóre ryby są mniej odporne na stres i choroby a inne bardziej albo w ogóle ich nic nie tknie. I czasami w byle jakim zoologicznym osiedlowym są zdrowe ryby i wszystko będzie ok. A czasami w "super" hodowli coś się dzieje z rybami i kupujemy babola. Później chorują prawie wszystkie. 

A czasami niektóre ryby podczas podróży mogły się tak zestresować, że dzięki nim pojawi się jakaś choroba w akwarium. Teoretycznie hodowca nie dał plamy ani kupujący. Po prostu ryba była za słaba i narobił się bałagan. 

Reasumując, kup takie ryby jakie chcesz, jakie Ci się marzą i miej głęboko w poważaniu to, aby kupować wszystko od jednego hodowcy. Oczywiście bądź ostrożny, mimo wszystko. 

 

 

  • Lubię to 1
Opublikowano
W dniu 30.03.2023 o 21:19, Jacek_LDZ napisał(a):

konfliktu bakteryjengo czyli "stanu, w którym nieodpowiednie proporcje bakterii w akwarium prowadzą do zaburzenia równowagi biologicznej i powodują choroby u ryb...

Nie słyszałem nigdy o konflikcie bakteryjnym. Ujawniono u tych ryb bakterie Aeromonas,np: przy zmianach parametrów wody, zmianach temperatury ujawniają się i powodują choroby przewodu pokarmowego. W normalnych warunkach istnieją nie są szkodliwe , przy nagłych zmianach mogą powodować choroby.  Opis ten można skojarzyć z bloat, nawet transport ryb czy stres może powodować choroby.
Zakup nowych ryb zawsze wiąże się ze zmianami, podobnie jest z dokładaniem obsady. Ryby które ustaliły hierarchie przeganiają nowe ryby, jest to nic innego jak stres.
Zakup młodej obsady z jednego źródła pozwoli wyeliminować jeden z czynników szkodliwych, ryby są przyzwyczajone do siebie. Jeżeli pływały w jednym zbiorniku.
Kolejnym czynnikiem powodującym choroby może być zmiana pokarmu, używając takiego samego jak hodowca (nawet jeżeli jest gorszy) eliminujesz kolejny czynnik powodujący choroby. Kupując ryby z dwóch źródeł, na pewno zmienisz dietę jednej z grup.
Myślę że osoba z która rozmawiałeś wie o czym mówi.

  • Lubię to 1
Opublikowano

Dzięki wszystkim za wyczerpujące odpowiedzi. Potrzebowałem Waszego spojrzenia na temat, abym mógł sobie to wszystko przemyśleć.

@Tomasz78 Myślę, że nie ma to w tym momencie aż takiego znaczenia, który hodowca wywołał u mnie pewne wątpliwości. Po zastanowieniu uważam, że tak jak pisał @piotriola hodowca, z którym rozmawiałem poniekąd wiedział o czym mówi, bo kupując ryby z jednego źródła eliminujemy pewne czynniki (zmiana akwarium, dołączenie do innych ryb, zmiana pokarmu, itp.), które mogą powodować, że w wyniku ich nałożenia się w czasie ryby mogą to w pewien sposób odchorować. Być może teoria "konfliktu bakteryjnego" jest tu zbyt wyolbrzymiona ale myślę, część prawdy w tym jest. Nie wiem czy hodowca miał na myśli dobro ryb czy po prostu chciał abym to od niego kupił całą obsadę. Ale...

No właśnie. Po przeczytaniu Waszych komentarzy podszedłem do tematu trochę zdroworozsądkowo. Tak jak piszecie każde przenosiny ryb, zmiana warunków, wody, pokarmu niesie pewne ryzyko. Nie zapewnię rybom sterylnych warunków. Zawsze coś mogę przywlec od hodowcy i to niezależnie czy kupuję od tego samego czy dwóch różnych. Mogę się jedynie postarać aby wszelkie niedogodności związane z wpuszczaniem zakupionych ryb do mojego akwarium zminimalizować a potem zapewnić im jak najlepsze warunki do tego aby były zdrowe. 

Tak więc wczoraj zrobiłem sobie wycieczkę ok 250 km na południe polski i wróciłem ze stadkiem Ch. saulosi, które dołączyły do pływających już I. sprengere :) Aklimatyzacja i wpuszczenie ryb przebiegły pomyślnie. Teraz pozostaje pomału przyzwyczajać ryby do nowych pokarmów, chociaż z tego co dowiedziałem się od hodowcy, karmił zakupione ryby podobnymi pokarmami, które mam. Myślę wiec, że będzie ok :)

Jeszcze raz dzięki za trzeźwe spojrzenia na temat i udzielone rady.

  • Lubię to 3

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.


  • Posty

    • Aristochromis christyi – to jedyny przedstawiciel rodzaju Aristochromis o charakterystycznym kształcie pyska, który przypomina dziób drapieżnego ptaka lub jak pisze Ad Konings „arystokratyczny nos”. To właśnie temu wyjątkowemu kształtowi pyska zawdzięcza on swój przydomek – Jastrząb z Malawi. Fot. Łeb dorosłego samca Aristochromis christyi z profilu. Gatunek ten występuję w całym jeziorze głównie w strefie przejściowej. Osiąga dość znaczne rozmiary, samiec dorasta do ok. 30 cm., samica jest nieco mniejsza i osiąga 25 cm. Jest typowym rybożercą, a jego menu składa się głównie z przedstawicieli ryb z grupy "Mbuna". Osobliwa budował pyska przystosowała Aritochromis  do chwytania znacznych rozmiarów ryb stanowiących nawet 1/3 długości jego ciała. Fot. Ukazuje rozmiar „paszczy” dorosłego osobnika Dymorfizm płciowy u tego gatunku jest bardzo wyraźny ale dopiero u dorosłych ryb młode wyglądają identycznie – srebrzyste ciało z charakterystyczną wyraźną skośną czarną pręgą. Dorosłe osobniki jak już wspomniałem różnią się znacznie, jeżeli chodzi o kolorystykę samice pozostają podobne do młodych, może trochę ciemnieją ale wydaje mi się, że jest to bardziej cecha konkretnego osobnika i diety. Samce natomiast z wiekiem nabierają coraz więcej niebieskiego odcienia, który zaczyna od głowy „rozlewać” się na resztę ciała choć pełne wybarwienie osiągają dopiero w okresie zalotów i tarła. Dodatkowo u samców wydłużaniu i zaostrzeniu ulegają płetwy – grzbietowa posiadająca mnóstwo pomarańczowych plam, której górną krawędź okala biło-pomarańczowy pas i odbytowa, która dodatkowo zabarwia się na kolor pomarańczowy z wyraźnymi białymi atrapami jajowymi. Fot. Młode osobniki, które już przy rozmiarze ok. 9 cm. wykazywały rywalizację wewnątrzgatunkową. Fot. Dorosły samiec.   Fot. Dorosła samica.   Opisywany gatunek nie należy do szybkich pływaków, preferuje polowanie z zasadzki w dość osobliwy sposób. W trakcie polowania ustawia się głową w dół i bokiem do potencjalnej ofiary, potrząsa przy tym ciałem co ma imitować ranną lub chorą rybę. W momencie kiedy nieuważna ofiara zbliży się zbyt blisko do „Jastrzębia” następuje błyskawiczny atak, a duże i silne szczęki nie dają jej żadnych szans. Fot. Dorosły samiec „wiszący” w toni i przygotowujący się do ataku.   Pierwszy raz młode Aristochromis zobaczyłem „na żywo” w 2005 r. na giełdzie akwarystycznej w Łodzi przy. ul. Św. Teresy. Zaraz po powrocie do domu zacząłem czytać na temat tego gatunku ale szybko okazało się, że z uwagi na rozmiar osiągany przez rybę nie będę w stanie zapewnić jej odpowiedniej przestrzeni. Jednak już wtedy wiedziałem, że kiedyś będę cieszył się widokiem Jastrzębia z Malawi siedząc we własnym fotelu. Jako, że w akwarystyce cierpliwość to ponoć podstawa, stadko sześciu młodych około 6 centymetrowych Aristochromis christyi trafiło do mnie w kwietniu 2017 r. Młodzież trzymała się razem do osiągnięcia ok. 9-10 cm. Ryby karmione były sztucznymi pokarmami premium i raz w tygodniu mrożonymi krewetkami, zresztą tak jest do obecnej chwili. Gatunek ten rośnie zdecydowanie wolniej niż inne popularne wśród akwarystów drapieżne pielęgnice z jeziora Malawi. W tym okresie zaczęła uwidaczniać się umiarkowana agresja wewnątrz gatunkowa i odtąd ryby wolały przebywać pojedynczo w różnych miejscach zbiornika. Zarówno u młodych jak i dorosłych ryb nie zaobserwowałem znaczącej agresji w stosunku do innych gatunków, nawet podczas tarła samiec był dużo spokojniejszy niż przedstawiciele rodzaju Nimbochromis czy Dimidiochromis.   Fot. Dorosły samiec podczas karmienia mrożonymi krewetkami „z ręki”. W grupie zdecydowanie szybciej rosły samce, których jak się okazało były dwie sztuki i przy rozmiarze 13 cm. byłem ich już pewny, a przy około 15 cm. dokonałem redukcji stada zostawiając w zbiorniku parę, która w zdrowiu pływa w nim po dziś dzień. Fot. Para dorosłych Aristochromis christyi. Para dość regularnie podchodziła do tarła jednak pierwsze trzy razy samica nie donosiła ikry i wypluwała ją po kilku dniach ale z czasem udało się jej dochować młode. W czasie tarła samiec oczyszcza dno z grubszych frakcji i kopie krater średnicy ok. 30 cm., do którego wabi samicę i tam dochodzi do tarła. Tak jak wcześnie już wspominałem samiec podczas tarła nie był zbyt zaborczy ani dla samicy ani dla innych gatunków i to pomimo faktu, że mój zbiornik jest zbyt mały dla Aristochromis w obsadzie wielogatunkowej ale o tym później. Fot. Samiec podczas przygotowywania tarliska. Moje wnioski na temat Aristochromis christyi oparte zostały na prawie pięcioletnim już okresie obserwacji tego gatunku w moim standardowym 720 l. W tym miejscu muszę wyraźnie zaznaczyć, że jest to zbiornik zdecydowanie za mały by trzymać Aristochromis w obsadzie wielogatunkowej tym bardziej, że jedynymi (z uwagi na rozmiary i dietę) słusznymi towarzyszami dla niego są inni silni przedstawiciele drapieżników z jeziora Malawi, np. z rodzaju: Buccochromis, Champsochromis, Dimiodiochromis, Nimbochromis czy Tyrannochromis. Nie byłbym jednak sobą gdybym nie pochwalił się sukcesem w zbudowaniu relatywnie zgodnej obsady wielogatunkowej złożonej obok Aristochromis z kilku gatunków z ww. rodzajów drapieżników. Moim zdaniem podstawą budowania zgodnej obsady jest zakup młodych ryb w jednym momencie co pozwoli im przyzwyczaić się do siebie, „nauczyć” się dzielić zbiornik i ustalać hierarchię w miarę wzrostu. Niewątpliwe jednak wiele też zależy od czynnika, na który żaden malawista nie ma wpływu czyli „charakteru” poszczególnych osobników w obrębie danego gatunku. Co do zasady nie zalecam jednak budowania wielogatunkowej obsady wokół Aristochromis christyi w zbiorniku 720 l. Uważam, że za minimum należy tu przyjąć zbiornik o wymiarach 250 x 70 x 70 cm. Natomiast zbiornik 200 x 60 x 60 cm. z całą pewnością można uznać za wystarczające zaplecze dla stworzenia jednogatunkowej obsady z Aristochromis christyi, oczywiście w układzie z jednym samcem. Fot. Dorosły w pełni wybarwiony samiec. Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że jest to jeden z moich ulubionych gatunków spośród drapieżników z jeziora Malawi i zawsze będę go brał jako pewniaka budując w przyszłości obsady moich zbiorników. Mam nadzieję, że również Wam udzieli się mój podziw i sympatia dla Jastrzębia z Malawi i ryba ta „padnie” wyborem każdego malawisty, który dysponuje odpowiednio dużym akwarium.   Literatura: Konings A., 2003. „Back to Nature”.  Przewodnik po świecie pielęgnic z Malawi.  Konings A., 2016. „Malawi cichlids in their natura habitat” 5rd Edition. Cichlid Press, El Paso, USA. Łątka L., Sierakowski W., 2018. “Pielęgnice jeziora Tanganika i Malawi”. Wydanie pierwsze. Angraf, Piła.  
    • A nie zabaczyłeś, że jesteś na forum ryb z j. Malawi nie z Tanganiki? Polecam forum tanganiki, tam na pewno otrzymasz rzetelną informację.
    • Witam wpadłem na pomysł żeby przerobić moje 100l pod gatunki z Tanganiki. Kupiłem skały ‘elephant skin’ i ułożyłem małą konstrukcje w jednym z rogów. Dolożylem trochę roślin dla lepszego efektu wizualnego Microsorium Pteropus i Anubias barteri.  Reszta to drobny jasny piach i kupiłem około 25 wielkich muszli po ślimakach escargot- Helix pomatia(jeszcze nie dojechały). Plan jest taki żeby obsadzic parą Julidochromis transcriptus i kupić około 6 Neolamprologus multifasciatus, Jakieś sugestie, przeciwskazania co do obsady? Samo akwarium jakieś uwagi ? Filter oase 200 thermo, lampa chichiros b series. TDS wody kranowej 388pp.    (zdjęcia zrobione kilka minut po zalaniu) Pozdrawiam.      
    • A czemu nie ?  Ja bardzo dużo piszę codziennie zawodowo i nie mam już siły i przede wszystkim czasu na pisanie dla przyjemności 🤷‍♂️ Dlatego dla mnie osobiście spotkanie/spotkania to najważniejsze daty w kalendarzu... Szkoda, że jest nas na spotkaniach mniej, dlatego zachęcam każdego do przyjazdu tym bardziej, że jest dobre połączenie PKP z Prudnikiem. Zawsze będę mógł opowiedzieć o swoich doświadczeniach z drapolami choć nie wiem czy faktycznie kogoś to interesuje. Poszukam tez i wrzucę na KM krótki artykuł, który poczyniłem kilka lat temu w tym zakresie na przykładzie Aristochromis christyi, ukazał się on co prawda jedynie w języku angielskim ale mam gdzieś pewnie "rękopis".
    • A czemu nie tu? Wiele razy rozmawialiśmy, nie tylko w Pokrzywnej, ale nie jest moją rolą pisanie tutaj na temat funkcjonowania Twojego akwarium z drapolami😉
    • Wszyscy mają racje aaaale nie do końca 😉 ale na szerszą rozmowę zapraszam na spotkanie do Pokrzywnej ☝️😁 PS. @pozner z tego co ja pamiętam to byłeś przy wielu moich rozmowach właśnie w Pokrzywnej ale widocznie tylko ja byłem trzeźwy 😁😉🤣
    • Nie miałem nigdy poważnych drapoli w akwarium, ale moje doświadczenia z non mbuna oraz z pielęgnicami z Ameryki centralnej mówią że dobrym środkiem do rozładowywania agresji jest mocne przerybienie. Często propozycje obsad na tym forum czy w książce Wojtka Sierakowskiego mogą mieć rację bytu tylko do pewnego momentu. 13 ryb w 1400l to niezbyt wiele w moim odczuciu. Jakie są wasze doświadczenia w tej kwestii z drapolami?
    • To prawda Regulowałem już kilka razy, ale w środku - pod szafką jakiś czas temu założyłem jeszcze drugi, mały zbiornik, 112lz pokrywą, przez to szafka jest dość często otwierana, a czasami nawet częściowo otwarta przez kilka h. Dodam, że ten sposób prowadzenia akwarium nie jest zbyt wygodny przy serwisie, więc nie polecam a szafkę bym musiał regulować w prawie każdy weekend 
    • Bardzo ładny baniak, konkret. Jedyne do czego się można przyczepić do regulacja drzwiczek pod nim 😅
    • @S_owa dzięki za super aktualizację  Wyjątkowo mnie cieszy, bo Twoja kronika zainspirowała mnie do wystartowania akwarium z drapieżnikami. Z takich predatorów kalibru XXL mam u siebie tylko samca Aristo. Zakładam, że moje akwarium finalnie może być dla niego za małe, ale postanowiłem sprawdzić co z tego wyjdzie przy założeniu, że będzie to tylko samiec bez partnerek do harcowania. Jak na razie spokojnie sobie rośnie i nie doskwiera innym lokatorom. Ku mojemu zaskoczeniu w składzie mieszkańców, najbardziej upierdliwy dla wszystkich jest samiec Stigmatochromis Tolae. Miałem 2 samce i 2 samice. Niestety przez niefortunny wypadek jedną samicę straciłem, druga nie wytrzymała presji dwóch samców 😕 Jednego samca sprzedałem bo mi było go już szkoda i ten ostatni, który pozostał potrafi być jak taka końska mucha na łące. Dokucza wszystkim. Ma swoją norę pod kaseciakiem i jego jedynym celem życiowym jest wyganianie wszystkich z tamtego rejonu. Potrafi dać popalić 1,5 razy większemu Nimbochromisowi Polistigma... Będę go musiał usunąć bo mnie już denerwuje.  Zazdroszczę widoku pielęgnującej maluchy samicy Nimbo. Nigdy nie spotkałem się z takim widokiem u moich pyszczaków.  Pozdrawiam 👋
  • Tematy

  • Grafiki

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.