-
Postów
5 907 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez pozner
-
Napisałem na początku 1+4, więc reszty nie ma. Chewere trzymałem właśnie z nochalem, był jeszcze lombardzki i pływający w toni acei...aaa, no i drugi samiec chewere i jakoś nie zauważyłem nadmiernej agresji ze strony chewere w czasie tarła. Moje propozycje brały pod uwagę akwarium jednogatunkowe.
-
Ja zaproponuję Ci Labeotropheus trewavasae np. 1+4, piękne niebieskie samce (zależy od odmiany) i urodziwe pomarańczowe samice. Wiem, że wkładam kij w mrowisko, ale robię to z pełną premedytacją. Nie jest to z mojej strony żart, dlatego spróbuję swoją propozycję uzasadnić w sposób merytoryczny. Chowałem te ryby przez kilka lat (akwa. 180cm. dł.) i nigdy nie zauważyłem żeby samiec, po obraniu sobie rewiru, wyściubił swój zakrzywiony nochal poza połowę akwarium czyli 90cm. Drugi argument jest taki, że możesz od razu kupić docelową obsadę, gdyż już u młodziaków widoczny jest dymorfizm płciowy. Niedobrze mi się już robi, gdy czytam setną prośbę o pomoc w doborze obsady i setną propozycję z saulosi i rdzawym w roli głównej. Zaproponowałem nochala, gdyż je chowałem. Może ktoś się odważy i zaproponuje inną obsadę niż te dyżurne. Ja jeszcze mogę zaproponować inną rybę, którą chowałem, a mianowicie dawniej Pseudotropheus, teraz Metriaclima elongatus chewere. Jedyne w/g mnie zdanie na nie, może w tym wypadku dotyczyć urody samic , a właściwie jej braku, ale to już jest kwestia gustu. Tobie mogą się one podobać.
-
Do czego są zdolni azjaci: how to play magic fish - YouTube Dramatic sensational goldfish fish magic show on the Chinese new year 2011 - YouTube Magic fish! - YouTube Tą "tresurę" tłumaczę tym, że ryby nafaszerowane są żelazem, a pod spodem umieszczone są magnesy, które je zniewalają. Właściwie nie poruszają płetwami...chyba że to są jakieś mecharyby. Jeśli są to żywe ryby, to jest to koszmarne, a już ta expresowa herbatka z filmu nr.1 to już nie wiem, czy śmiać się czy płakać.
-
Wiedziałem, że gdzieś dzwoni, ale nie wiedziałem gdzie Czyli u Ciebie temperatura też ma wpływ na zachowania godowe ryb
-
Przypominam sobie, że kiedyś funkcjonowała teoria, ze ryby (o ile pamiętam dotyczyło to właśnie pielęgnic) powinny pływać w dolnej granicy temperatur, a tylko na czas tarła ta temperatura powinna być podwyższana i tylko wtedy możliwe było tarło. Nie wiem czy dobrze pamiętam, może coś mi się pomieszało...to tyle lat
-
Nie rozumiem tego przykładu. Jedyna zmiana jaka by dotknęła tego przestępcę to niestrawność Nigdzie nie twierdziłem, że już w pierwszym pokoleniu, które dotykają zmiany diety (np.ryba Wf...przestępca z marchewką), zachodzi modyfikacja genetyczna, ale już w pokoleniu Fxx takie zmiany mogą wystąpić. Cyt.#37 "Efekty mogą być widoczne dopiero właśnie w pokoleniu Fxxx." Gdyby nasz genom nie ulegał modyfikacjom, pewnie nadal bylibyśmy na etapie schodzenia z drzewa i jestem przekonany, że duży wpływ na te zmiany miała dieta. Np. średnia wzrostu człowieka (europejczyka) w przeciągu ostatnich stu lat bardzo istotnie się zmieniła i są to zmiany na poziomie genetycznym, a dieta odegrała w tych zmianach istotną rolę. Wiele czynników może mieć wpływ na te zmiany, co stwierdziłem na koniec postu nr.53 i dieta jest jednym z takich czynników. Mam nadzieję, że wyjaśniłem wszystko, bo nie chce mi się dalej ciągnąć wątku diety.
-
RNA też zawiera pełną informację genetyczną i nie rozpisując się, odgrywa bardzo ważną rolę w funkcjonowaniu organizmu. Każda deformacja RNA ma wpływ na to funkcjonowanie. Cytat z tekstu o wilkach: "Co ciekawe, dzięki genetyce potwierdzili to, co dawno wiedzieli Indianie, na terytoriach których prowadzono badania. Indianie Heiltsuk odróżniają oba typy wilków." Nie odróżniają ich, jak rozumiem, oczami duszy, więc to co jedzą wilki ma wpływ na ich wygląd. Nie czuję się mocny w tym temacie, przytoczyłem te przykłady, żeby pokazać, że pokarm jaki podajemy naszym rybom, może mieć wpływ na ich genom, na zmiany w nim, a przecież przykłady te dotyczą pokarmów, produktów naturalnych.
-
Wybierając Otopharynxa black orange dorsal musisz wziąć pod uwagę fakt, że możesz, ale nie musisz, mieć karłowate samice (5-6cm.). Niestety nie jest to rzadkością. W dziale "Chów pyszczaków" założyłem na ten temat wątek. W związku z tym, pewnego dnia, "pokojowy" drapieżnik proponowany przez eljota może mieć smakowity deserek
-
Coś na temat wpływu pokarmu na geny Znalazłem artykuł na ten temat, oto fragment: "Tym samym, eksperymenty ujawniają, że roślinne DNA jest w stanie przetrwać proces trawienia i przeniknąć do krwiobiegu, a także, że niewielkie cząsteczki materiału genetycznego zjedzonych roślin oddziałują z DNA człowieka, wpływając na funkcjonowanie jego genów. Przeprowadzone eksperymenty na myszach, wykazały, że niewielkie fragmenty roślinnego RNA są w stanie wpłynąć na poziom cholesterolu we krwi człowieka. Chodzi o 17-24 „literowe” odcinki zwane miRNA, które można znaleźć w każdej komórce ciała, a których zadaniem jest regulacja aktywacji genów. Dotychczas uważano, że są to elementy genetyczne należące do człowieka. Zhangowi wyznakował ludzkie cząstki miRNA i porozdzielał je. Okazało się, że w ludzkich komórkach pośród własnych fragmentów RNA znajdowały się cząsteczki pochodzenia roślinnego. MikroRNA (znane też jako miRNA) to miniaturowe cząsteczki RNA o długości 21-23 nukleotydów. Odpowiadają one za ekspresję – a więc odczytywanie i przepisywanie innych genów na finalne produkty – czyli białka lub różne formy RNA. Wiążą się one z tak zwanym informacyjnym RNA (mRNA; ang. messenger RNA), które przenosi informacje z genów do aparatu translacyjnego. Gdy miRNA zwiąże się z mRNA skutecznie blokuje ono jego produkcję. Dwa typy „obcego” miRNA znajdowały się w ludzkim organizmie szczególnie wysokim stężeniu. Oznaczono je jako MIR168a i MIR156a i wykryto , że pochodzą z roślin z rodziny kapustowatych, czyli m.in. brukselki, brokułów i kalafiora oraz ryżu, który stanowi podstawę kuchni azjatyckiej. Zadziwiający jest fakt, że kwas nukleinowy nie uległ degradacji podczas gotowania roślin. Jeszcze bardziej szokuje wiadomość, że roślinne RNA jest w organizmie człowieka nadal aktywne i wpływa na działanie jego genów." I jeszcze link do kolejnego artykułu: http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,400838,roznice-genetyczne-u-wilkow-wiaza-sie-z-ich-dieta.html Czy pokarm, czy chów wsobny, temperatura, woda, wszystko może mieć jakiś wpływ na to , że Fxxx mogą, ale nie muszą, różnić się od wzorca. Jest zbyt wiele składowych.
-
Pseudotrophus acei/ Pseudotropheua ngara- opis i spostrzeżenia hodowcy
pozner odpowiedział(a) na Slawek-meszek temat w Chów pyszczaków
Nie wiem, czemu nie zajrzałem jeszcze do tego wątku, przecież miałem acejki kilka lat. No ale mniejsza o większość Swoje acejki trzymałem razem z P. (teraz M.) elongatus chewere, L. trewavasae i lombardzkimi i karmiłem je wyłącznie granulatem: spiruliną i zmiksowanym, roślinno-mięsnym (Aquatic Nature Spirulina, Excel color i Energy food) i płatkami, żadnych mrożonek. Samiec alfa wyrósł mi do 17-18cm. samice były mniejsze. Acei nie są terytorialne jak reszta mbuny, ale mój samiec trzymał się jednej części akwarium i ją "patrolował". Inne samce mogły sobie pływać po całym akwarium z wyjątkiem tej części i były tolerowane jeśli nie próbowały przejąć władzy. Miałem drugiego samca podobnej wielkości i wszystko było dobrze przez długi czas, dopóki nie spróbowała przejąć władzy. Samce potykały się ze trzy dni. W wyniku tych potyczek beta stracił życie, był tak pokiereszowany, że przykro było patrzeć. Nie zauważyłem kulinarnego zainteresowania acei tarłem, czy to ich pobratymców, czy innych pyszczaków, więc trudno powiedzieć, czy jest to reguła. Rozróżnienie płci u dorosłych ryb nie jest raczej trudne. Samiec ma wydłużone i zaostrzone płetwy grzbietową i odbytową, ma masywniejsze czoło (narośl tłuszczowa). Cechy te są często spotykane u pielęgnic. Co do atrap jajowych, to bywa różnie, ale najczęściej samiec ma ich więcej, samice mają najwyżej jedną lub dwie. Załączam zdjęcia swoich acei, jest samiec alfa i beta, ale nie ten, który rzucił wyzwanie. Myślę, że dobrze widać różnicę miedzy samcem i samicą. -
Ha,ha,ha...dobre. Kolega fish magic chyba nie zrozumiał żartu.
-
I tu może właśnie jest pies pogrzebany. Nadal intryguje mnie ten fenomen, Koledzy twierdzą, że ryby z odłowu są brzydsze, gorzej wybarwione, harisimi nie wpuściłby ich do salonowego akwarium, ale już F1, czyli ich potomstwo takie nie jest. Tego właśnie nie ogarniam, ryby po rodzicach Wf urodzone i wychowane w jeziorze też stają się rybami Wf, brzydszymi, gorzej wybarwionymi, ale te same ryby, urodzone i wychowane w niewoli, jako F1, zyskują na wyglądzie i urodzie. Może powodem jest to, że od urodzenia, najpierw w hodowli, później u nas w akwarium, faszerowane są sztucznymi pokarmami, których składu tak naprawdę nie znamy. Skład umieszczony na opakowaniu to tylko pewna część tego z czego składa się ten pokarm. Całkowita receptura pewnie objęta jest ścisłą tajemnicą. Jakie substancje wybarwiające, stymulujące wzrost, wzmacniające, może hormony i jeszcze nie wiadomo co znajduje się w tych pokarmach i jaki wpływ ma na geny, jakie spustoszenie w nich czyni. Efekty mogą być widoczne dopiero właśnie w pokoleniu Fxxx. Szczegółowych badań składu nikomu nie opłaca się wykonać, gdyż dotyczy to ryb dekoracyjnych, nie spożywczych. Każdemu akwaryście przecież zależy na tym, żeby jego ryby były kolorowe, zdrowe i okazałe. Pokarm ma w tym pomóc, więc firmy robią wszystko, żeby ten pokarm spełniał oczekiwania akwarysty i żeby właśnie pokarm tej firmy wybrał. Pytanie, jakim kosztem? Skoro skład produktów żywnościowych przeznaczonych dla nas potrafi się różnić od tego umieszczonego na etykiecie i to często znacznie, to czemu to samo ma nie dotyczyć naszych ryb, gdzie normy, o ile takie są, są dużo luźniejsze. Przytoczę jeszcze przykład mojego Stefana (Protomelas steveni) Zakupiłem go w Malawianie jako słowackie F1, miał 4-5cm. Szybko się wybarwił, a po 2 miesiącach był prawie dwa razy większy i miałem pierwsze młode. Pewien wpływ, ale tylko pewien, mogła mieć intensywność karmienia (dwa razy dziennie) ale bez przesady. Od początku mnie to niepokoiło, gdyż czytałem, że ryby te wybarwiają się dość późno, nawet po 1,5-2 latach. Może przyczyn należy szukać właśnie w składzie pokarmu?
-
Ciekawy artykuł, wyjaśnia, czemu tak łatwo dochodzi do krzyżówek i czym w jeziorze po kilku pokoleniach stają się tak nie chciane przez nas bastardy. Drugi wniosek, który mi się nasuwa, jest taki, że tak małe zróżnicowanie genetyczne może skutkować tym, że chów wsobny może mieć niewielki wpływ na ryby i daną populację, gdyż zwiększa tolerancję na bliskość genetyczną wynikającą z bliskości pokrewieństwa. Oczywiście są to wnioski laika i pewnie nie jest to takie proste. cyt. piotriola "Wracając do Twojego przykładu, napisałem tak o S. njassae ponieważ kiedyś napotkałem na informacje że ten gatunek jest prawie identyczny z S. ocellifer tylko że ten pochodzi z innego miejsca. Dlatego mam wątpliwości jeżeli chodzi o tą rybę i przykład ten raczej mnie nie przekona." Masz rację, można mieć wątpliwości, ale napisałeś "jest prawie identyczny" i przeglądając zdjęcia obydwu Synodontisów takie różnice zauważyłem. Gdybym zamierzał zakupić takowego, temat na pewno bym bardziej zgłębił. Konkludując, nie mam takich jak Ty wątpliwości co do czystości ryb Wf nam oferowanych. Oczywiście mam na myśli sprawdzone i renomowane hodowle.
-
Protomelas Sp.Steveni taiwan-opis i spostrzeżena hodowcy
pozner odpowiedział(a) na piotriola temat w Chów pyszczaków
Z tego wychodzi, że u mnie pływa taiwanee reef. -
Ocieranie się , strzelanie z płetw.
pozner odpowiedział(a) na DonPempollo temat w Choroby, leczenie, profilaktyka.
Powtórzę swoją propozycję zastosowania preparatu Preis Coly, występującego też pod nazwą Preis Carely. Dedykowany jest paletkom i pyszczakom i jest lekarstwem na pasożyty. To preparat czysto roślinny, nie powoduje żadnych skutków ubocznych, nie wymaga żadnych dodatkowych zabiegów, więc niczym nie ryzykujesz stosując go. Jeśli nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi. Mi pomógł, co prawda przy innych objawach (pobieranie pokarmu i wypluwanie go, trzymanie się na uboczu, długie, nitkowate odchody) wskazujących na pasożyty. Skład: czosnek niedźwiedzi, czosnek pospolity, ślaz dziki, kwas cytrynowy, wrotycz pospolity. -
Protomelas Sp.Steveni taiwan-opis i spostrzeżena hodowcy
pozner odpowiedział(a) na piotriola temat w Chów pyszczaków
U mnie Stefan nie ma do dyspozycji dużego kamienia, ale znalazł sobie mniejszy i na/przy nim przeprowadza tarło. Zastanawia mnie jego inne zachowanie, odkąd u mnie pływa lubi obsypywać swój ulubiony kamień i jego okolice piaskiem. Nie jest to kopanie jak u mbuniaków, ale podbieranie małych ilości piasku i sypanie ich na i obok kamienia. Czy wasze samce też tak robią? Załączam zdjęcie kopczyka jaki usypał przy swoim kamieniu. -
Miałem się już nie odzywać w tym temacie, ale kolega wezwał mnie do tablicy Takimi uwagami możesz narazić kol. pereza na palpitacje serca Użyłem tego przykładu, gdyż właśnie S. njassae nie został do tej pory, z tego co wiem, rozmnożony w niewoli. Tanganijski S. multipunctatus jest już od dawna rozmnażany, a i S. petricolę podobno komuś niedawno się udało. W związku z tym, jeśli malawijski Giętkoząb trafia do nas z jeziora, to nie widzę przeszkód, żeby nie trafiały też pyszczaki. Skoro się odezwałem, to pociągnę dalej. cyt. Andrzej Wroc "...czyli jak ludzie.Jedna wielka rodzina w swoim gatunku a ludzie kolorze skóry" Używając tej analogii porównałbym nasze pyszczaki do plemienia amazońskiego, odizolowanego od reszty populacji. Trudno zaprzeczyć, że dochodzi tam do mieszania się genów wśród osobników w mniejszym lub większym stopniu spokrewnionych ze sobą. Jak bliskie jest to pokrewieństwo i czy ta bliskość jest w jakiś sposób kontrolowana, tego nie wiem, ale fakt jest faktem. Jestem szczęśliwym posiadaczem Protomelasów steveni i w związku z tym śledzę i czasami zabieram głos w wątku dotyczącym tej ryby. Występuje kilka odmian geograficznych tej ryby, różniących się od siebie. Jak duży wpływ na te różnice miał chów wsobny, bo jakiś musiał mieć, gdyż jest to ograniczona populacja (amazońskie plemię). Czy ktoś zbadał jaki wpływ na ryby ma chów wsobny? U człowieka (i nie tylko) zbyt bliskie pokrewieństwo ma ogromny wpływ, ale czy u ryb też tak ogromny? cyt. yaro "Nie będę pisał czym jest chów wsobny, ale jeżeli w jeziorze które nie da się przyrównać do żadnego akwarium, jeśli do jakiejś dziwnej krzyżówki dojdzie nawet w jednym przypadku na milion to nie powieli się ona ponownie - ze względu na to że słaba ryba albo nie przeżyje albo nie będzie miała szans znalezienia partnera do reprodukcji. Wśród ryb jak i wśród innych zwierząt jest tak, że do reprodukcji podchodzą tylko najsilniejsze, najzdrowsze, nienagannie wyglądające ryby." W akwarium ta selekcja jest jeszcze bardziej szczegółowa. Słaba ryba jeśli nie dopcha się do jedzonka, nie pożyje długo, gdyż małe ma szanse na znalezienie odpowiedniej ilości pożywienia w akwarium. Samiec beta nie odpłynie w siną dal, jak w jeziorze, tylko po kilkudziesięciu centymetrach trafi na szybę i w tym momencie ma przesrane Właśnie w akwarium przeżywają najsilniejsze, najlepsze egzemplarze i one podchodzą do reprodukcji. Ale dość tych akademickich rozważań. Jestem również szczęśliwym posiadaczem Phenochilusów mdoka, ryb kupionych w sklepie jako ryby Fx. Proponuję swego rodzaju pojedynek czyli porównanie moich mdok z mdokami F1, które bez wątpienia pływają u któregoś z forumowiczów. Konia z rzędem temu, kto wskaże różnice. Chociaż moje mdoki są młode i ktoś mógłby powiedzieć, że nie wiadomo co jeszcze z nich wyrośnie, więc zapraszam kogoś, kto ma dorosłe mdoki Fx. Może nie tylko mdoki, może inne pyszczaki warto porównać? Uff, ale się rozpisałem...
-
Nie odbieram Ci prawa do własnych opinii, a tylko się z nimi nie zgadzam, a to zasadnicza różnica. Tyle ode mnie w tym temacie.
-
Zabrałem głos po przeczytaniu postu nr.13 w którym kolega twierdzi, że F1 są ładniejsze od ryb z odłowu i tylko tego dotyczyły moje wywody. To oczywiste, że kupując Wf czy F1 ma się większą pewność czystości genetycznej, ale dla mnie osobiście różnica między F1, a Fx nie ma istotnego znaczenia w sytuacji gdy nie zamierzam zająć się hodowlą. Gdybym miał takie zamiary, na pewno miałoby to znaczenie. Zresztą może się zajmę i uda mi pohodować moje Wf-ki Copadichromisy i odbić sobie ich cenę. Dlatego zdecydowałem się min. na ich zakup. -- dołączony post: Znowu zacytuję siebie. Użyłem pewnego skrótu myślowego. Pisząc o jeziorowych rybach F1 miałem na myśli to, że te same ryby, z tych samych rodziców, urodzone w niewoli są rybami F1, a urodzone w jeziorze rybami z jeziora, czyli Wf, a przecież są to te same ryby. Z tego względu zachwyt kolegi nad F1 w poście nr.13 jest w/g mnie nieuzasadniony. "F1 jest tylko dla nas informacją, że ryby są potomstwem rodziców odłowionych z jeziora i nic więcej." A tu napisałem do czego służy sygnaturka.
-
Widzę, że nadal nie rozumiesz mojej wypowiedzi, ale trudno cyt. suricade "Ryby z odłowu jak i F1 mogą być tak samo blisko spokrewnione = posiadać mała pulę genetyczną, jak każde kolejne pokolenie urodzone w akwarium. Więc prawdopodobieństwo wystąpienia "wad genetycznych" jest podobne . Problem tkwi raczej nie w kolejności pokoleń, tylko w braku przemyślanej hodowli i kontroli pokrewieństwa pomiędzy rozmnażanymi osobnikami. Ciekawe czy ktoś prowadził badania zmienności i podobieństw w genotypie pyszczaków z różnych hodowli ?" Zgadzam się w pełni. Ryby WF mogą być też ze sobą blisko spokrewnione (brat-siostra) i pochodzić z chowu wsobnego, w zależności od populacji w jakiej żyły i nikt nam nie zagwarantuje, że tak nie jest.
-
Właśnie to napisałem. Napisałem o potomstwie F1 w jeziorze, żeby zobrazować bezsens takich dywagacji. Hipotetycznie, czym się różnią od siebie młode tej samej pary urodzone w jeziorze od tych urodzonych w akwarium, czy jakiejś hodowli?
-
To żeś kolego przeholował i to grubo. F1 jest tylko dla nas informacją, że ryby są potomstwem rodziców odłowionych z jeziora i nic więcej. Przecież w jeziorze pływa mnóstwo ryb F1, Każde tarło w jeziorze kończy się narodzinami ryb F1, tylko że rodzą się one i pływają w jeziorze. Oczywiście możesz napisać, że nasze F1 są ładniejsze, zdrowsze, gdyż pływają w lepszych warunkach, są karmione lepszym pokarmem, ale czy tak faktycznie jest...? Jeśli tak jest, to nasze ryby są nieco mniej sztuczne niż te tworki (np. FF) i wpuszczone do jeziora, swojego matecznika nie popływałyby zbyt długo, właśnie dlatego, że pływały w cieplarnianych warunkach (brak odporności na to co jest w wodzie i pokarmie). Może przesadziłem z tym "nieco", ale celowo. Dlatego uważam, że nie ma znaczenia czy to jest F1 czy FX. Ps. Do kol. Olo, kupujemy ryby WF na zachodzie , czyli po tych samych cenach co Ty.
-
Ja bym nie wątpił tak do końca w czystość pochodzenia W-F-ek. Przykładem może być malawijski Synodontis, który, jak wiadomo, nie został rozmnożony w niewoli, więc musi trafiać do nas z jeziora. Skoro tak, to dotyczy to też pyszczaków, oczywiście tych żadszych. Można mieć wątpliwości co do tych popularniejszych rodzajów, gdyż sprowadzanie ryb Wf spośród nich może być nieopłacalne. Chociaż nieopłacalne z naszego punktu widzenia, gdzie rynek dla takich ryb jest bardzo mały. Dla przeciętnego akwarysty te ryby są za drogie. Na zachodzie, przy ich zarobkach, ryby takie są bardziej dostępne i rynek (opłacalność) jest dużo większa.
-
Ciekawa stronka http://www.malawicarsten.dk/
-
Nie chodzi o wielkość akwarium, tylko o ilość ryb pływających w tej wielkości. Proporcje w tym wypadku są bardzo istotne. Kolega miał wybór między 55 a 66cm. wysokości, co przy mbunie nie ma istotnego znaczenia. Oczywiście przy wyższym akwarium dekoracyjność zyskała, gdyż ryby, które się nie mieszczą na dole, mają gdzie pływać Parametry wody, apetyt i zdrowy wygląd ryb to nie wszystko. Kolega sam przyznał, że wszystko było podporządkowane dekoracyjności i imitacji morszczyzny, dlatego obsada jest dość przypadkowa, a o kontrolowanym przerybieniu trudno tu mówić. Zastanawia mnie tylko, choć to pewnie będzie potraktowane jako OT, czemu trafiło na pyszczaki jako substytut morszczyzny? Przecież jest cała masa ryb słodkowodnych, jeśli nie bardziej to równie kolorowych i bardziej pasujących do akwarium o takich proporcjach. Kolega przecież nie ukrywa, że nie kierował się fascynacją pyszczakami. Jeśli już jednak są pyszczaki to nie tyle w takim akwarium.
