Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Czy ktoś z doświadczonych kolegów zechciałby podzielić się wiedzą na temat gatunku barwnego określanego jako OB (OB - morph) wśród pielęgnc z Malawi? Wsród jakich gatunków pielęgnic występuje, jakie przybiera formy barwne. Jakie są zasady dobory tych ryb do hodowli. W dostępnej mi literaturze jak i na niniejszym Forum brak jest wyczerpujących informacji na ten temat.

Edytowane przez sj1950
błąd
Opublikowano

Może mi się uda troszeczkę wyjaśnić temat

OB -Orange blotch czyli głównym kolorem jest pomarańcz lub beż

Mcat -marmoladecat samce dzikie lub F1 . Tutaj samce wyróżniają się wstawkami koloru niebieskiego ,który raczej nie występuje u samic. Samce też mogą być w odmianie OB szczególnie jeśli jest to już kolejne pokolenie. Jednak wszystko sprowadza się do genetyki, chromosomów i do chowów wsobnych gdzie kolorystyka może zostać pomieszana poprzez rekombinację DNA. Moim zdaniem dla samców MC przyjęto nazwę dla łatwiejszego rozróżnienia płci osobom kupującym, przynajmniej ja tak to rozumiem. Kupujący bierze: samiec MC samica OB i wiadomo, że chodzi o plamiaki.

Samce pokroju MC w jeziorze mają utrudnione życie ze względu,że wyróżniają się z tłumu i są bardziej atakowane przez drapieżniki i trudniej jest je dostać na rynku. Ryby odmiany OB w obecnym okresie są mocno hybrydyzowane, krzyżowane gdzieś w hodowlach tajskich itp miejscach

W naturze występują odmiany OB Metriaclima ,Labeotropheus , Aulonocara ( ale która jest naturalna ,a która sztucznym tworem nie jestem w stanie tego stwierdzić , bo jest tego sporo)

Moim zdaniem ryby OB należy dobierać jak każde inne pod względem diety, do wielkości posiadanego zbiornika, agresywności. Na pewno nie łączyć jednocześnie dwóch gatunków OB typu Labetropheus Fuelleborni z Trewavase i adekwatnych gatunków wśród Metriaclima czy Aulonocara ze względu na krzyżowanie się osobników rożnych gatunków.

Tyle z moich przemyśleń i gdzieś wyczytanych wiadomości.

 

Opublikowano

Oglądałem ryby Metriaclime estherae, z których kilka jest pomarańczowa w liczne brązowe łaty a kilka z nich pomarańczowa z jedną, dwoma małymi łatkami. Zdaniem hodowcy oba typy tych ryby, różniących się zasadniczo wyglądaem reprezentują typ OB. Czy rzeczywiście? Czy byłoby prawidłowym ich krzyżowanie mając na uwadze różnice w formie łat?
Widziałem Metriaclime Mbenji, która ma drobne łatki niebieskie i Metriaclima estherae z łatami brązowymi. Wiem, na jakiej zasadzie odróżnia się w tych grupach płeć ryb ale czy z powyższego mam rozumieć, że moga być Mbenji z brązowymi łatami i estherae z niebieskimi?

Opublikowano

Pewnie wszystko to forma genetyki, bo samce powiedzmy MC i samice OB nie koniecznie będą miały potomstwo w plamy i tutaj jeśli wystąpią plamy nie koniecznie będą miały ten sam kolor, ilość i kształt. 

Opublikowano

Myślę, że to jest kwestia czysto losowa, a o kolorze i ilości plam decyduje pigment rodziców, czyli genetyka;)Również to, czy obydwoje rodzice byli O.B, czy tylko jedno. Skąd się wzięły ryby O.B, to już oddzielny temat, ale teraz mieszają się na potęgę z "normalnymi" odmianami. Jakiś czas temu zamieściłem filmik z jeziora na którym samiec "normalnej" Metriaclimy zachęca do tarła samicę O.B.

 

Akcja rozgrywa się w tle, ok. połowy filmu. Ciekawe jaki młode by z tego wyszły? Obstawiam, że wszystkie, w mniejszym lub większym stopniu byłyby O.B. Tu genetyk musiałby zabrać głos. Drugie pytanie, czy to będą kundle?

W sprzedaży zresztą są oferowane pyszczaki, gdzie samiec jest tradycyjny, a samica O.B.

2 godziny temu, Mortis napisał:

W naturze występują odmiany OB Metriaclima ,Labeotropheus , Aulonocara

Są też Tropheopsy O.B.

Opublikowano (edytowane)

Forma OB może być moim zdaniem uatrakcyjnieniem obsady w zbiorniku. Jednak mam zasadnicze pytanie. Czy mając na uwadze zasady prawidłowej akwarystyki hodować te kundle (czy też wręcz hybrydy) czy raczej ich unikać. Jakie stosować przy tym zasady z pominięciem podstawowej, niełączenia razem różnych gatunków  ryb w typie OB?

Edytowane przez sj1950
Opublikowano

Ktoś ma doświadczenie w rozmnażaniu łaciatych pyszczaków ? U ssaków jednobarwność jest dominująca w stosunku do łaciatości. Czyli jednobarwni rodzice mogą mieć łaciate potomostwo, ale łaciate nie mają jednobarwnych. U ryb chba też.

9247074.jpg?828

Opublikowano

Ja mam u siebie Metriaclima Fainzilberi Lundo Island samiec i samica są łaciate,  nie wszystkie młode miały plamy. Z jednej samicy było więcej ryb plamiastych, z drugiej więcej ryb bez plam. 

Opublikowano
14 minut temu, suricade napisał:

Czyli jednobarwni rodzice mogą mieć łaciate potomostwo

Czyli biała samica i czarny samiec (i odwrotnie) może mieć łaciate potomstwo (tylko w części)? U pyszczaków chyba tak prosto nie jest. Tu dymorfizm jest jednoznaczny, samce mają określone umaszczenie i poza szczegółami nie różnią się od siebie i samice też mają określone umaszczenie. Może odmiany O.B to jakieś anomalie genetyczne, które z czasem, bardzo długim czasem, rozprzestrzeniły się. Jak wiadomo pyszczaki tylko pobieżnie zwracają uwagę na wygląd samicy. Może samice, albo samce z takimi anomaliami wycierały się z normalnymi rybami i już poleciało. To są oczywiście luźne dywagacje, bo tylko takie mogą być. Nie wiem, czy są jakieś opracowania na ten temat.

Opublikowano
39 minut temu, suricade napisał:

Ktoś ma doświadczenie w rozmnażaniu łaciatych pyszczaków ? U ssaków jednobarwność jest dominująca w stosunku do łaciatości. Czyli jednobarwni rodzice mogą mieć łaciate potomostwo, ale łaciate nie mają jednobarwnych. U ryb chba też.

9247074.jpg?828

Gdy naście lat temu dowiedziałem się o dr. Pawlaku i jego hodowli wybrałem się do niego ze znajomym po rybki. Na samym wejściu do jednego z pomieszczeń na UMK zauważyłem piękny harem metriaclima mbenji ob i od razu zakochałem się w tej odmianie. Dr. Pawlak powiedział że są to ryby z  odłowu i bardzo rzadko trafia się samiec ob. Oczywiście zakupiłem 10szt młodych z tym że 9 ob i jeden samiec standard jak zalecił dr. Pawlak... Jak łatwo się domyślić wszystkie ob okazały się samicami a standard samcem. Przez 3 lata hodowli tych ryb nie udało mi się uzyskać upragnionego samca ob ? Wszystkie uzyskane młode samce były stand a samice ob, z tym że część samic posiadała pojedyncze plamy na ciele gdy większość miała plamy na ok 70% ciała...

Jakiś czas później zakładałem drugie akwarium z pyszczakami i ponownie wybrałem się na zakupy do dr. Pawlaka gdzie zakupiłem stadko labeotropheus fuelleborni katale ob. Oczywiście wziąłem jednego samca standard gdyby okazało się że znowu wszystkie ob okażą się samicami. Lecz ku mojej radości jeden ob okazał się samcem ? Uzyskane młode po rodzicach ob znowu samce były standard a samice ob lecz w każdym miocie trafiały się 1-2 samce ob...

Teraz gdy po kilku latach hodowli dyskowców powróciłem do jednak ukochanego biotopu Malawi zakupiłem stadko metriaclima callainos ob. Standardowo były samice ob i samiec błękitny; uzyskane młode z jednego miotu liczacego 25szt było 13 samców standard, 10 samic ob i 2 samce ob. Następnie po parze ob w miocie liczącym 15 szt uzyskałem 4 samce standard, 2 samce ob i 9 samic ob z tym, że część samic posiadała tak jak kiedyś przy mbenji tylko pojedyncze plamki... 

Jestem ciekaw dlaczego przez kilka lat hodowli tych 3 gatunków ob nigdy nie trafiła się żadna samica standard...? ? Bardzo mało jest informacji na temat odmian ob i również jestem ciekaw jak to z nimi jest...

  • Dziękuję 1

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

Ogłoszenia



  • Posty

    • Zdecydowanie brakuje tematów na dotyczących drapieżników, a jednak co raz więcej osób dysponuje pozornie większym baniakiem na poziomie np. standardowych 720l (200x60x60). Piszę ,,pozornie" bo to temat drapieżników, a ten litraż to fajna opcja przy mbunie albo przy rozsądnie dobranej obsadzie non mbuny, ewentualnie mixu non mbuny z małymi drapieżnikami. Piszę tutaj lekko ku przestrodze bo tych większych gatunków nie ma nawet co pchać do takiego zbiornika, no chyba, że jest to tylko akwarium przejsciowe. Wrzuciłem tylko 2 filmiki z Bucco ale samiec serio potrafi mocno stłamsić swoich ,,współlokatorów". Ogólnie od kiedy dołożyłem kryjówek jest wyraźnie lepiej, ale pierwsze tarło gdzie buzowały hormony, a 3 samice czekały w kolejce to reszta załogi mogła tylko cierpliwie czekać zajmując jedyne bezpieczne pozycję po drugiej stronie baniaka. Przez 1,5 roku funkcjonowania tego akwarium, z tego co kojarzę nie robiłem żadnej ingerencji w wystrój (ułożenie i liczbę kamieni/modułów), jednak samiec Buccochromisa zmusił mnie do szukania dobrego rozwiania, przez co w ciągu 2-3 tygodni trzy razy robiłem przemeblowanie w baniaku. 80cm głębi daje już pewne możliwości, dzięki czemu ryby mają zarówno dużo miejsca do pływania, jak i pole do ukrycia, czy przemieszania za/między modułami. Na początku ku mojemu lekkiemu zdziwieniu mało z tego korzystały i lewa strona zbiornika i tak należała do samca Bucco. Z czasem nauczyły się, że można umiejętnie się skryć przed wzrokiem dominującego Bucka. W moim zbiorniku pozostałe gatunki (nawet gdy nie było samca Bucco) nie robiły aż takiego spustoszenia w okresie tarła. Mój Fossorochromis ma minimalne potrzeby jeśli chodzi o terytorium obierane w trakcie tarła, choć oczywiście chęć wytarcia samicy powoduje u niego dużą pewność siebie i zdarza mu się pogonić nawet Buccochromisa, do którego normalne boi się nawet podpłynąć. Mimo wszystko nie wyciągałbym z tego jednoznacznych wniosków i nie oznacza to, że te same gatunki (mam na myśli pozostałe gatunki, poza Bucco) w innej konfiguracji np. w mniejszym zbiorniku też pogodziłyby się dostępną przestrzenią. Dopóki w akwarium rządził Champso to on dyktował warunki i szczególnie w trakcie tarła przejmował też pół akwarium (choć ta dominacja trwała, raz, że krócej, a dwa pozostałe ryby mimo mniejszej ilości kryjówek nie były, aż tak zepchnięte do boku). Odgryzał się mu jedynie samiec Nimbo. Bardzo ciekawi mnie jak wyglądałaby sytuacja w akwarium gdyby, wszystkie gatunki występowały w konfiguracji z samicami, a najwiekszy Bucco występował w konfiguracji bez samic. Myślę, że nadal miałby najmocniejszą pozycję w zbiorniku, ale nie byłoby już okresów, w których któraś z ryb dość mocno dominuje pozostałe gatunki (szczególnie w okresie tarła).
    • Nie wiem. Też wiele razy zastanawiałem się, jak to funkcjonuje u @BombeL. Dlatego go wywołałem do tablicy.  Chyba nie bardzo załapałeś mój prześmiewczy ton😉  
    • @pozner Nie herezję, tylko znam problem, bo miałem te ryby....przez 3lata  Krzysztof pomyśl przez chwilę. Buccochromis 35cm - łowca, czyli szybki. Jakk on na funkcjonować w 720l długoterminowo z innymi rybami  60cm szer to nawet nie 2 długości jego ciała. To jest naprawdę szybka ryba i masa też robi swoje. Taka ryba rozpędzona, nie ma jak się zatrzymać w małym akwarium.
    • A to ciekawe. @BombeL ma, czy też miał, swoje predatory w standardowej 700-tce czyli 200cm. dł. i jakoś nie słyszałem o problemach. A miał (ma) i Bucka i Aristo i Nimbo. Łukasz, to jak to jest z tymi predatorami, bo koledzy jakieś herezje tu rozpowszechniają, że dla nich to musi być minimum 250cm?😆 A może lałeś im melisę, albo dawałeś psychotropy, żeby zachowywały spokój emocjonalny?😆 A tak w ogóle to bardzo fajna relacja.  
    • @S_owa piękny wpis dodałeś, wręcz kronikarski, bardzo dużo wiedzy praktycznej oraz piękne zdjęcia i filmiki. Bardzo kibicuję dalszej pielęgnacji tych pięknych ryb. Ja po prawie 3 letniej przygodzie z moimi drapolami się poddałem. Ale moje akwarium było zupełnie inne - mniej kryjówek, więcej przestrzeni do pływania, przez to prześladowane ryby podczas tarła nie miały się gdzie schować. U Ciebie sytuacja jest trochę inna. Większy litraż i więcej kryjówek. Ale też poniosłeś już straty i to swojej ulubionej ryby. Ja w swoim akwarium z drapolami sugerowałem się baniakiem Stacha, wtajemniczeni wiedzą o kogo chodzi. Często zamieszczał piękne fotki drapoli na naszym forum. Nie pisał nic o możliwości braku harmonii w akwarium. Dopiero później w pw gdy pytałem o pokarmy - powiedział jasno, że moje akwarium jest zbyt małe do Predatorów przypomnę mój baniak 230x70x65h. Jego akwarium było podobne litrażem, tylko 20cm dłuższe. Nie wiedziałem wtedy o czym on piszę i zbagatelizowałem te wiadomość, myśląc, że u mnie będzie ok. Nie było ok i teraz po zmianie obsady na non- mbune w końcu mam spokój w akwarium. Co do buccochromisa, to marzy mi się jeszcze ten gatunek, ale w niniejszej odmianie, który praktycznie jest nie do dostania.
    • Rzadko zdarzają się tu tak dobre aktualizacje 💪  Super ciekawy opis zawierający przy okazji sporo przydatnych informacji (i przestróg) dla osób chcących hodować drapole. Ryby świetne, filmy z tarła bucco rewelka. 👏👏👏
    • Od ostatniego wpisu minęło już 12 miesięcy więc uznałem, że warto zaktualizować wątek. Ciężko 12 miesięcy skrócić jednym wpisem, ale postaram się to streścić, tym bardziej, że dłuższych opisów przestawiających zbiorniki z drapieżnikami jak niewiele. Od wpuszczenia obsady minęły już blisko 2 lata, więc dzieciaki już trochę urosły. W obsadzie nie ma wielkiej rewolucji. Aczkolwiek ten rok przyniósł kilka małych roszad. Aktualnie wygląda to następująco: 1) Champsochromis Caereuleus 0+2 2) Fossorochromis Rostratus 1+2 3) Nimbochromis Livingstoni 1+0 4) Buccochromis Rhoadesii 1+3 5) Dimidiochromis Compressiceps 1+0 6) Aristochromis Chrystyi 1+2 Do obsady w tym czasie dołączył samiec Buccochromisa, gdyż posiadane 3 osobniki, tak jak przewidywałem w uprzednich wpisach ostatecznie okazały się samicami. Dorzuciłem także 1 samca i 2 samice Arsito, które uzupełniły obsadę. Niestety w ciągu tych 12 miesięcy Nimbo stracił samicę, a największą startą i różnicą jest brak samca Champsochromisa. Niestety jeden z moich ulubieńców i bardziej istotnych zawodników w tym zespole odpłynął do krainy wiecznych łowów. Zaczęło się od tego, że na moich oczach spłoszył się (podczas wizyty rodziny, kręcenia się przy szybie, nagłych ruchach itp.) i taki mega spanikowany uderzył o tło strukturalne (prawy bok akwarium), później jeszcze wylądował w rogu, a następnie w ,,jaskini" pod filtrem kasetowym (gdzie też mam dodatkowo kamień, który był kryjowką dla mniejszych inkubujących samic). Na jego pysku pojawiła się lekka rana, w która wdała się jakąś infekcja/bakteria. Rana nie chciała się goić, próbowałem go leczyć poza akwarium, codziennie robiłem kurację i podmienialem mu wodę (niestety nie mam drugiego większego baniaka na leczenie i kwarantanny), a akwarium zajmuje jednak sporo miejsca jak na mieszkanie w bloku. Ostatecznie wydawało się, że jest lepiej, rana zaczęła się zmniejszać ale przez leczenie champso raz, że stracił pozycję to ,,po powrocie" zaczęła go bardzo męczyć samica (mściwa kobieta, dojechała go za te wszystkie zmuszanie do igraszek i ciągle wysyłanie na ,,macierzyński"). No i zmęczony życiem i ganiany przez samice, Champso zawinął się z tego świata. Wielka szkoda. Przez cały ten czas dobrze funkcjonował w układzie 1+1, a przez chwilę 1+2 (trochę przypadkowo udało mi się trafić jeszcze jedną samice). Ogólnie zostając przy tym gatunku to Champso od początku rządził w zbiorniku, choć nie robił krzywdy innym gatunkom. Nie wiem jakby potoczyła się jego dominacja bo można powiedzieć, że minął się z dokupiony samcem Bucco, o którym wspominałem na wstępie. Kończąc jego wątek będę chciał w przyszłości dokupić samca Champso, bo trzymanie samych samic nie ma większego sensu. Aktualnie w akwarium wyraźnie dominuje Buccochromis Rhoadesii. Samiec Champso był już spory, ale jednak jego torpedowaty kształt w zestawieniu z Bucco to jak porównanie wysportowanego koszykarza (champso) i ubitego boksera wagi ciężkiej (Bucco). Bucek ma aktualnie około 30cm, może nawet nieznane przekracza 30, to prawdziwy kawał ryby. Na codzien wygląda pięknie ale w okresie tarła jego barwy, lśniące płetwy i mieniące się łuski wyglądają na tyle kozacko, że w mojej subiektywnej liście pielęgnic z jeziora Malawi (w kategoriach wizualnych) wskoczył na 1 miejsce. Poza tym tarło 30cm ryby samo w sobie jest zjawiskiem, z którym nie miałem wcześniej w swoich zbiornikach do czynienia. Jednak oprócz tego, że w okresie tarła jest jeszcze ładniejszy to niestety ale w tym czasie totalnie dominuje akwarium. To taki czas kiedy 1400l staje się nagle za małe ... Bucek zajmuje wtedy 70% akwarium, tzn tarło odbywa na pustej przestrzeni tuż przy lewym boku zbiornika, oczywiście jest to poprzedzone intensywnym kopaniem itp. Mimo, że akwarium jest dość spore i przywłaszczenie 1/3 zbiornika spokojnie by mu wystarczyło, to on zdecydowanie woli stłamsić resztę obsady po drugiej stronie baniaka, regularnie patrolując teren i przeganiając konkurencję tak aby absolutnie nikt się nie wychylił i nie przeszkadzał w ,,spotkaniu z samicą". Pierwsze tarła po wprowadzeniu Bucka to było lekkie przegięcie z jego strony, bo inne gatunki również się rozmnażają ale absolutnie nie wpływa to negatywnie na resztę obsady. Chłopak był mocno wyposzczony i bardzo chciał pokazać kto rządzi w baniaku. Z uwagi na powyższe zrobiłem lekkie przemeblowanie w akwarium, dodałem kilka większych modułów/kamieni aby zwiększyć ilość kryjówek - aby wszystkie ryby nie były na widoku dominanta. Początkowo wielkich zmian nie było, ale w ostatnim czasie jest wyraźnie lepiej i tarła Buccochromisa nie odbijają się aż takich echem w zbiorniku, a reszta mieszkańców traci trochę przestrzeni ale nie musi już tylko siedzieć w kąciku czekając, aż Buccochromis zrobi swoje. W tym miejscu mogę tylko przekazać czytającym ten wątek osobom, które rozważają ten gatunek w swoim zbiorniku, że w akwariach mniejszych niż 2,5 m, bynajmniej ja (ze swoim obecnym doświadczeniem) absolutnie nie dorzuciłbym tego gatunku do obsady, gdyz jest to za duża ryba, z wysokim ego, potrzebująca sporo przestrzeni w okresach tarła. Myślę nawet, że 3 m zbiornik byłby tu zdecydowanie lepszy (ale pojawiające się w literaturze i niektórych źródłach 2 metry to zdecydowanie za mało... Oczywiście rozmawiamy o dorosłym samcu, w układzie z samicami) - bo zawsze się może trafić ktoś kto powie, że ,,on ma w 720l i jest ok". Tylko różnica przy samym samcu (bez samic) albo młodziaku 17 cm jest kolosalna. Przechodząc do innych gatunków, które u mnie pływają to moje DOTYCHCZASOWE doświadczenia wskazują, że obecny zbiornik jest dla nich wystarczajacy i w przypadku tarła nie potrzebują połowy akwarium i robią spustoszenia wśród innych gatunków. Mimo wszystko, biorąc pod uwagę, że wątków o drapieżnikach jest bardzo mało to ryby te potrzebują połaci przestrzeni i w np. 2 metrowych zbiornikach można pokusić się jedynie o te mniejsze gatunki. Do fajnej obsady polecam raczej konkretny litraż i minimum 2,5 najlepiej 3 m (oczywiście opakowane solidną głębią i wysokością).  Nie przeciągając, w najbliższych miesiącach na pewno w zbiorniku będą jakieś kosmetyczne zmiany w obsadzie, albo jej uzupełnienie. Na tą chwilę w zbiorniku pływa 14 ryb, wcześniej był moment gdzie było 10-11. Stosunkowo nie duża ilość ryb pozwala na obserwowanie bardziej naturalnych zachowań tych ryb (oczywiście przy większym baniaku te możliwości byłyby jeszcze większe) ale np. przerabiałem już jak Nimbo leżakuje przy kamieniu (może robiłby to częściej ale nie ma na co polować) oraz przede wszystkim samice, ktore wypuszczają młode z pyska, po czym starają się ich pilnować, odganiają inne ryby, a w sytuacji potencjalnego zagrożenia biorą je ponownie do pyska. I drapieżników, przy ich dużych i pojemnych pyskach oraz sporej gromadce młodych wygląda to bardzo efektownie. Widziałem takie zachowanie zarowno u Nibochromisów, Fossorochoromisów jak i Champsochromisów, z tym, że dwóch ostatnich przypkach była to dość nieidealna próba walki o dzieciaki i dość szybko większość małych stała się podwieczorkiem. Za to samica Nimbo potrafiła znaleźć sobie dobre miejsce i mimo, że była wyraźnie najmniejsza z całej obsady bardzo dzielnie broniła mlodych. Oczywiście jest to syzyfowa praca i za każdym razem prędzej czy później kończy się wywieszeniem białej flagi.  Sytuację z samicą Nimbo udało mi się kilka razy nagrać, więc dorzucam filmik, który ma już dobre kilka miesięcy ale jest dość ciekawy. Ogólnie w akwarium jest dość luźno, jednak myślę, że przy tych gabarytach ryb i litrażu 1400l dołożenie 3-4 osobników to już taki max (bynajmniej przy moim podejściu gdzie wolę nieprzerybione zbiorniki). Jest parę koncepcji, zobaczymy co przyniesie przyszłość. Do opisu dorzucam kilka zdjęć (samca Aristo, samca Nimbo, samicy Champso) oraz filmy z tarła Buco i pilnowania młodych przez samicę Nimbo. VID_20260228_181415.mp4 VID_20260228_171500.mp4 VID_20250928_184436.mp4
    • Jakiś czas temu chciałem się zwrócić do Zbiorowej Mądrości tego Forum  z prośbą o pomoc w rozwiązaniu problemów zdrowotnych jednej z z moich ryb, a konkretnie, jak w tytule - Labiodochromis caeruleus. Jako że problem udało mi się rozwiązać z takim, czy innym skutkiem własnymi siłami, opisuję sprawę jako ciekawostkę.  Wspomniana wyżej rybka od pewnego czasu zaczęła wyglądać, jakby szykowała się do konkursu Miss Anorrheksia. Stawała się co raz bardziej blada i wychudzona. Do tego sprawiała wrażenie, jakby sobie wargi ostrzyknęła i pływała z cały czas wywalonym jęzorem, co nie było uprzejme w stosunku d o pozostałych użytkowników akwarium, o mojej osobie nie wspominając.  Poza tym zachowywała się w miarę normalnie, za wspólne posiłki się zjawiała, tyle że nic nie jadła. Może była nieco bardziej lękliwa.  Nie wiedziałem, co z tym zrobić, ale zanim się zabrałem za opisanie problemu na Forum, udało mi się ją odłowić i przystąpiłem do operacji. Chwyciłem pincetką to coś, co wystawało rybie z pyska, pociągnąłem  i wyszło - diabli wiedzą co. Rzecz miała 18 mm długości, podczas gdy ryba 5 cm, więc wyjaśnił się brak apetytu, pewnie sięgało to do żołądka. Nie przypominało to niczego, zdecydowanie nie wyglądało na jakiś element anatomii. Było w miarę elastyczne, po umyciu półprzeźroczyste, najbardziej przypominało mi jakiś zaschnięty klej do plastiku. Nie zeschło się do następnego dnia. Pacjentka po zabiegu nie sprawiała wrażenia kogoś, komu wyrwano właśnie połowę wnętrzności.  I tu popełniłem błąd. Trzeba było rybę odizolować na dzień, dwa celem obserwacji, ja zaś uradowany z pomyślnego przebiegu  mojej interwencji wpuściłem ją do akwarium. Będąc z powrotem w domu zachowywała się całkiem normalnie, zaczęła nawet pobierać jedzenie.  Ustąpił też obrzęk warg.  I to by było tyle. Następnego dnia nie potrafiłem już ze stu procentową pewnością powiedzieć która to jest ta ocalona od pewnej śmierci głodowej. Nie było żadnej anorektyczki, żadna też nie miała wyskubanego ogona (który to ubytek widać na pierwszym zdjęciu). Aranżacja w moim zbiorniku pozwala długo i skutecznie się bunkrować, nigdy też nie widuję całej obsady jednocześnie. Można też dyskretnie zdechnąć i się rozłożyć i nikt tego nie zauważy. Niemniej, o ile się nie mylę, było 6 labidochromisów i tyle jest teraz. Wśród nich jest jeden odstający nieco wielkością i wybarwieniem, zakładam że to jest beneficjent mojej terapii. Dzisiaj, dwa miesiące po opisanych zdarzeniach ryba ta wygląda tak: Tak więc zakładam, że udało mi rybę wyleczyć i jak na nią patrzę to widzę jakiś przebłysk wdzięczności w jej oczach (a może mi się tak tylko wydaje). Ciekaw jestem, czy ktoś spotkał się z czymś podobnym, albo czy macie pomysł, co to mogło być?
  • Tematy

  • Grafiki

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.