Zacznę od nr 1 czyli Metriaclima Msobo Magunga. Trafiłem kiepsko, bo na 9 samców i tylko 1 samicę. Przez około rok od zakupu ryb był względny spokój, drobne potyczki i bijatyki - jak to u dzieci czy młodzieży. Z czasem, gdy ryby urosły i nabrały masy, powybarwiały się, zaczęły się walki o rewiry. Po jakimś czasie te walki i gonitwy między nimi były już na porządku dziennym. Gdy grupa zauważyła, że jedna z ryb jest pobita albo osłabiona, to całą grupą (jakby byli w zmowie) wykańczali ją zaganiając lub pobijając na śmierć. Ku mojemu zdziwieniu jedyna samica jaką miałem trzymała się bardzo długo, bo do momentu 4+1, chyba przez mnogość samców nie była aż tak bardzo przez nich nękana, ponieważ oni bardziej byli zajęci walczeniem ze sobą niż zalotami. Gdy zostały mi 4 samce, to 2 oddałem sąsiadowi i z tego co widziałem, to jeszcze niedawno oba u niego pływały (aż dziwne bo jego akwa to typowa 240). U mnie ostatecznie został 1 i jest sam chyba już ponad rok. Reasumując, według mnie msobo to bardzo agresywna i napastliwa wewnątrzgatunkowo ryba, silna i muskularna, która nie odpuszcza i walczy aż do momentu gdy wygra albo padnie. U mnie nie było tak, że samiec alfa, który był alfą na początku pozostał niepokonany aż do końca. Alfa po pewnym czasie oddawał panowanie innemu, a ten znowu innemu i ostatecznie 3 według mnie najsilniejsze samce zginęły. W stosunku do osobników innych gatunków moim zdaniem msobo jest łagodny - jasne, że gania je po akwarium, ale żadnej krzywdy z tego nie ma. Na koniec dwa słowa o wyglądzie tej ryby, według mnie jest to nr 1 wśród całej mbumy. Sylwetka i kolorystyka zarówno samicy (soczysty, czysty i intensywny pomarańcz), jak i samca (czarno-granatowo-niebieska) to porostu jedno wielkie wow.