Skocz do zawartości

3 tygodnie po starcie


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Kilka dni po starcie na korzeniu pojawił się gruby galaretowaty nalot i utrzymuje się do dziś, coś jak pleśń.
Yaro chyba się wyjaśniło :).

led4grow jesteś pewien że ten korzeń nie zakwasza ci wody? to wyjaśniałoby spadek Ph.

Dlatego podaje się pH 8,5-8,6 (i inne parametry też w zakresach).
chyba trochę szerszy zakres 7,6 -8,5.
Opublikowano

No proszę, to tym bardziej nie dziwne, że woda jest stabilna :) Ale rozumiem, że chodzi o jakieś główne, większe rzeki, bo jednak coś wpływa: http://maps.com.pl/?location=-9.708931,33.950859,13


Korzeń, czyli w praktyce kwasy humusowe, działa niestety dopiero przy bardzo niskim buforze, czyli jak mamy KH powiedzmy 1-2 :( Inaczej zmiany pH są niewykrywalne dla nas :/

Natomiast pleśń na korzeniu już bardziej - wszak rozkładające się grzyby to właśnie materia organiczna o której pisałem. To by wyjaśniało dlaczego mimo bardzo młodych rybek i oszczędnego karmienia, w wodzie kumulują się syfy, które obniżają pH.


EDIT: eljot, Twój cytat okazuje się być nie cytatem autora tematu, który ma problem, a Kolegi który się wtrącił. Czyli fałszywy alarm, a szkoda :(


eljot, co do zakresu to ja się opierałem na tym: http://malawicichlids.com/mw01011.htm

Wygląda to sensownie i z tekstu wynika, że jest na podstawie rzetelnych badań. Zakres taki jak podajesz jest niestety mało prawdopodobny w jeziorze, jednak ruch wody powoduje dobre jej mieszanie, przez co nie powinno być takich różnic.

Opublikowano
Opady są tam stosunkowo niewielkie jak na tę szerokość geograficzną, a co za tym idzie dopływ wody z rzek nie ma wielkiego wpływu na warunki. Stąd pewnie właśnie takie zmiany. To nie warunki tropikalnej rzeki, gdzie woda zmienia się diametralnie pomiędzy porą deszczową, a suchą


Żebyś się nie zdziwił. Pora sucha, najodpowiedniejsza do nurkowania, obserwacji ryb, trwa w okresie naszej jesieni. Wtedy woda jest najbardziej klarowna. W porze deszczowej woda jest tak mętna, że gdyby ją wziąć za wykładnik, nikt by nie chował pyszczaków. Czy uważasz, że wtedy parametry nie zmieniają się? Weź też pod uwagę to, że pyszczaki żyją w strefie przybrzeżnej.

Opublikowano
Yaro chyba się wyjaśniło :).

led4grow jesteś pewien że ten korzeń nie zakwasza ci wody? to wyjaśniałoby spadek Ph.

chyba trochę szerszy zakres 7,6 -8,5.



Ja nie podawałem PH :D

Mój korzeń raczej nie zakwasza (red moor), BTW PH mam na poziomie 7,8

Opublikowano
czyli jak mamy KH powiedzmy 1-2 Inaczej zmiany pH są niewykrywalne dla nas :/
No ale jednak coś mu obniża to Ph co przy tym buforze w świeżym akwa nie powinno mieć miejsca. Chemia jest nauką ścisłą ale w akwa zachodzi wiele "chemiczno-biologicznych" procesów o których nawet nie wiemy, książkowo powinno być tak a nie jest :). Np. w moim baniaku paruje ok 10-15 l wody tygodniowo na jakieś 300 netto, zawsze dolewam kranówki, teoretycznie po kilku latach GH powinno być sporo większe niż w kranie a nie jest ;).

-- dołączony post:

Ja nie podawałem PH
A bo włazisz koledze w temat i się pogubiłem ;).
Opublikowano
Opublikowano
No ale jednak coś mu obniża to Ph co przy tym buforze w świeżym akwa nie powinno mieć miejsca. Chemia jest nauką ścisłą ale w akwa zachodzi wiele "chemiczno-biologicznych" procesów o których nawet nie wiemy, książkowo powinno być tak a nie jest .

No to już o tym pisałem - rozkład materii organicznej zakwasza wodę. Jako, że osobiście zajmuję się zupełnie innymi biotopami i czytam po innych forach to widzę doskonale, że Wy tutaj na forum Malawi macie bardzo, ale to bardzo obniżone pH względem tego, jakie powinno wynikać z KH. Przeciętni akwaryści mają nie raz problemy żeby zejść z pH poniżej 8, gdy mają KH na poziomie 8-9, a Wy tutaj niejednokrotnie macie pH 7,6-7,8 przy dwucyfrowych KH. Bardzo możliwe, że to efekt tego, że Wasze zbiorniki są znacznie bardziej obciążone przez brudzące pyszczaki, przez co tej materii organicznej kumuluje się znacznie więcej. A ona się rozkłada i powoduje znaczne zakwaszenie. W dodatku stosowanie pochłaniaczy/atramentu na fosforany i pochłaniaczy/żywic wymieniających azotany, powoduje złudne przekonanie, że podmiana nie jest potrzebna, bo patrząc na NO3 i PO4 niby jest okej, ale nie wiemy nic o całej reszcie syfu, który w akwarium siedzi. I to właśnie zakwasza tę wodę.


Np. w moim baniaku paruje ok 10-15 l wody tygodniowo na jakieś 300 netto, zawsze dolewam kranówki, teoretycznie po kilku latach GH powinno być sporo większe niż w kranie a nie jest .

Tak tragicznie to nie działa, chyba żebyś nie podmieniał, tylko dolewał :D

Przykład: 300L, GH=10. Odparowuje 15L, więc GH= 10,53. Dolewka 15L kranówy GH=10 i GH w akwarium = 10,5. Podmianka 25% i GH=10,375. I wpierw to się tak będzie zatwardzać. Ale! Przypuśćmy sytuację, że doszło do GH=15 (jeśli to możliwe, czego zaraz się dowiemy). Odparowuje 15L, więc GH=15,79. Dolewka GH=10 i GH w akwarium= 15,5. I uwaga... podmianka 25% na kranówkę i GH ląduje na 14,125n :D Czyli przekroczyliśmy wartość graniczną, okazuje się że niemożliwe żeby przez Twoje dolewki GH wzrosło do 15n :) Granicznej nie chce mi się liczyć, pewnie gdzieś koło 13n (oczywiście na założonych powyżej danych, ale to działa tak samo na każdej wodzie).


Żebyś się nie zdziwił. Pora sucha, najodpowiedniejsza do nurkowania, obserwacji ryb, trwa w okresie naszej jesieni. Wtedy woda jest najbardziej klarowna. W porze deszczowej woda jest tak mętna, że gdyby ją wziąć za wykładnik, nikt by nie chował pyszczaków. Czy uważasz, że wtedy parametry nie zmieniają się? Weź też pod uwagę to, że pyszczaki żyją w strefie przybrzeżnej.


A mętność ma jakiś wpływ na parametry? Nie wydaje mi się.

Czy żyją w strefie przybrzeżnej - tego nie wiem - ale przez duże ruchy mas wody, cały czas ona wymienia się z główną tonią. Sam kiedyś żyłem w durnym przekonaniu, że skoro to jezioro to woda tam jest spokojna, a okazało się, że jest niezły młyn :D

Ponadto - ilości deszczu są zbyt małe żeby zmieniać w znaczący sposób parametry takich mas wody. To nie jest rzeka, gdzie woda płynie, więc dojdzie do wymiany. Ponadto woda w Malawi jest mocno zbuforowana, więc dodatek nawet dużych ilości deszczówki (czyli tak jakby destylki :) ) nie spowoduje skoków pH. Po prostu :)

W biotopach wód miękkich i o niskim pH, KH jest niemal zerowe - stąd pH jest takie zmienne.



Ta rzeka wypływa z jeziora.

To w końcu jest korzeń czy go nie ma?


I potem tak sama z siebie sobie płynie pod górę na ponad 1000 m.n.p.m.? :)


Korzenia nie ma.

Opublikowano

Nikt nie zapytał co kolega ma filtrach? Jak napowietrza wodę? Czy w ogóle ją napowietrza?

Nie zapominajmy, że ryby produkują CO2 a ono zdecydowanie zakwasza nawet przy wyższym KH ale to takie gdybanie bo raczej wątpliwe, że ryby tak pierdzą w wodę jak bimbrownia w roślinniaku ale... niewykluczone.

Może kolega intensywnie filtruje wodę przez spore ilości węgla aktywnego a on też potrafi zakwasić wodę ( nie bezpośrednio ale potrafi ).

Nie mniej dziwne bardzo, że w naszym biotopie przy KH>10 spada komuś pH. Może żona w opakowaniu po sodzie trzyma kwasek cytrynowy? ;) Różnie to bywa.

Moja propozycja to ostre napowietrzanie i uchylenie pokrywy jeżeli kolega taką ma.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

Ogłoszenia



  • Posty

    • Jakiś czas temu chciałem się zwrócić do Zbiorowej Mądrości tego Forum  z prośbą o pomoc w rozwiązaniu problemów zdrowotnych jednej z z moich ryb, a konkretnie, jak w tytule - Labiodochromis caeruleus. Jako że problem udało mi się rozwiązać z takim, czy innym skutkiem własnymi siłami, opisuję sprawę jako ciekawostkę.  Wspomniana wyżej rybka od pewnego czasu zaczęła wyglądać, jakby szykowała się do konkursu Miss Anorrheksia. Stawała się co raz bardziej blada i wychudzona. Do tego sprawiała wrażenie, jakby sobie wargi ostrzyknęła i pływała z cały czas wywalonym jęzorem, co nie było uprzejme w stosunku d o pozostałych użytkowników akwarium, o mojej osobie nie wspominając.  Poza tym zachowywała się w miarę normalnie, za wspólne posiłki się zjawiała, tyle że nic nie jadła. Może była nieco bardziej lękliwa.  Nie wiedziałem, co z tym zrobić, ale zanim się zabrałem za opisanie problemu na Forum, udało mi się ją odłowić i przystąpiłem do operacji. Chwyciłem pincetką to coś, co wystawało rybie z pyska, pociągnąłem  i wyszło - diabli wiedzą co. Rzecz miała 18 mm długości, podczas gdy ryba 5 cm, więc wyjaśnił się brak apetytu, pewnie sięgało to do żołądka. Nie przypominało to niczego, zdecydowanie nie wyglądało na jakiś element anatomii. Było w miarę elastyczne, po umyciu półprzeźroczyste, najbardziej przypominało mi jakiś zaschnięty klej do plastiku. Nie zeschło się do następnego dnia. Pacjentka po zabiegu nie sprawiała wrażenia kogoś, komu wyrwano właśnie połowę wnętrzności.  I tu popełniłem błąd. Trzeba było rybę odizolować na dzień, dwa celem obserwacji, ja zaś uradowany z pomyślnego przebiegu  mojej interwencji wpuściłem ją do akwarium. Będąc z powrotem w domu zachowywała się całkiem normalnie, zaczęła nawet pobierać jedzenie.  Ustąpił też obrzęk warg.  I to by było tyle. Następnego dnia nie potrafiłem już ze stu procentową pewnością powiedzieć która to jest ta ocalona od pewnej śmierci głodowej. Nie było żadnej anorektyczki, żadna też nie miała wyskubanego ogona (który to ubytek widać na pierwszym zdjęciu). Aranżacja w moim zbiorniku pozwala długo i skutecznie się bunkrować, nigdy też nie widuję całej obsady jednocześnie. Można też dyskretnie zdechnąć i się rozłożyć i nikt tego nie zauważy. Niemniej, o ile się nie mylę, było 6 labidochromisów i tyle jest teraz. Wśród nich jest jeden odstający nieco wielkością i wybarwieniem, zakładam że to jest beneficjent mojej terapii. Dzisiaj, dwa miesiące po opisanych zdarzeniach ryba ta wygląda tak: Tak więc zakładam, że udało mi rybę wyleczyć i jak na nią patrzę to widzę jakiś przebłysk wdzięczności w jej oczach (a może mi się tak tylko wydaje). Ciekaw jestem, czy ktoś spotkał się z czymś podobnym, albo czy macie pomysł, co to mogło być?
    • Jakże mogłoby być inaczej 😉 Jedyny słuszny kierunek 👍
    • Mam nadzieję że większy zbiornik?No i że będzie tam malawi? 😉
    • Muszę zakończyć ten wątek, bo akwarium i jego mieszkańcy zostali sprzedani ☺️ Trochę mi żal, a trochę czuję satysfakcję, bo mogę wystartować z nowym zbiornikiem 😎    
    • A miałeś w środku jakieś media, chociaż gąbkę? Jeśli nie to chyba normalne, bo pompa zasysa z dołu komory.
    • Mam kolejne pytanie. Podłączyłem sumpa testowo na tydzień czasu i woda w ostatniej komorze tam gdzie jest pompa jest najbardziej brudna(zamulona) Na powierzchni wody w tej ostatniej komorze cały czas pływają jakieś paprochy. Czy to normalne i po podlączeniu sumpa do akwarium docelowego nie będzie tego problemu?
    • U mnie układ Maison Reef & Kulfon & Saulosi sprawdza się idealnie. Szeryf w swoim rewirze toleruje jedynie o dziwo pięknie wybarwiającego się samca Saulosi. Ogólnie mam wrażenie, że Saulosi są tłem dla reszty obsady, bo pływają gdzie chcą bez reakcji reszty obsady.
    • U mnie yellow już 5 lat żyje z "roślinożerną" mbuną karmione głównie spiruliną super forte 36% i żyją, mnożą się a samiec yellow wielki jak byk. Preferencje pokarmowe yellow można między bajki włożyć, jakby od karmy roślinnej miał jakiś brak to by nie urósł taki wielki. Wcześniej też miałem yellowy, już od lat 90-tych trzymane z mbuną i zawsze karmione przewagą karm roślinnych i zawsze było ok, dopiero tutaj zauważyłem jakąś manię na punkcie preferencji zywieniowych i nawet przez jakiś czas stosowałem się do tego ale zauważyłem że to jakaś bzdura która niema żadnego znaczenia. Znaczenie mogą mieć skrajności typu mbuna z rybożerną drapieżną non-mbuna, natomiast cała mbuna może być trzymana ze sobą razem i karmiona tym samym.
  • Tematy

  • Grafiki

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.