Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie wszystko jest takie złe jak choćby purolite. Pomijam fakt absorpcji No3, ale to w jaki sposób krystalizuje wodę to szok. Inne różne wynalazki zgadzam się to fakt jak na forach US.

Opublikowano

Wow, ktoś w końcu poruszył ten temat. Od dawna nosiłem się z zamiarem dotknięcia tej problematyki, ale się bałem. Nadal się boję...boję się reakcji.

Zacznę od wyznania. Odkąd jestem akwarystą ( 30 kilka lat) może ze trzy razy mierzyłem parametry wody. O bloacie dowiedziałem się tutaj, na Forum. Nie dlatego, że nie wiedziałem jak nazwać objawy chorobowe, moje ryby nigdy takich objawów nie miały. Nie oznacza to, że ryby mi nie chorowały, ale były to przypadki związane albo z aklimatyzacją, albo jakimiś pasożytami, lub innymi przypadkami, nie związanymi z warunkami środowiskowymi. Moja ingerencja w to, co dzieje się w akwarium ogranicza się do regularnych podmian wody, odpowiedniej i regularnie konserwowanej filtracji, odpowiedniego karmienia. Uważam, że trzymając się podstawowych zasad, nie musimy nic robić. Nie ma możliwości, żeby coś złego się działo.

Jestem totalnym ignorantem w tych wszystkich kwestiach chemicznych. NO3, NO2, PO4...itd, to dla mnie czarna magia. Piszę szczerze, gdybym musiał latać z menzurkami, czy probówkami, wszelkiej maści testami, to chyba odpuściłbym sobie akwarystykę ;)

W związku z tym, to co teraz napiszę, to "teoria" ignoranta oparta na podstawowej, ogólnej wiedzy, nie poparta żadnymi badaniami. Takie tam luźne przemyślenia.

Uważam, że nadmierna ingerencja w ten mini ekosystem szkodzi rybom, gdyż osłabia ich system odpornościowy. Utrzymywanie permanentnych, stałych parametrów wody osłabia ten system. Ryby chowane od narybku powinny radzić sobie same z ewentualnymi zmianami parametrów wody. W naturze, w jeziorze, muszą to robić, więc nie widzę powodu, żeby tego nie robiły w akwarium. Właśnie, co w jeziorze? Wszyscy wiedzą, że pyszczaki żyją w strefie przybrzeżnej. Wszyscy zachwycamy się zdjęciami, filmami z jeziora, ale nie uświadamiamy sobie, że filmy te kręcone są w porze suchej (najpewniej między wrześniem, a listopadem). W porze deszczowej woda jest tak mętna, że mało co widać. W tym okresie z lądu spływa do jeziora mnóstwo różności, i tych dobrych, i tych złych, zmieniających parametry wody. Pyszczaki, żyjące w strefie przybrzeżnej, ta zmiana parametrów wody dotyka w pierwszej kolejności. Nikt tych parametrów nie wyrównuje, pysie muszą sobie same z tym poradzić. Oczywiście parametry wracają do normy, biologia w jeziorze swoje w końcu robi, ale chybnięcia w tych parametrach są dla mnie oczywiste i mogą być znaczące. Nie wiem czy dobrze wyjaśniłem swoją "teorię" ;), dlatego podeprę się przykładem. Nie lubię takich porównań, gdyż nie są adekwatne, ale chyba dobrze zobrazuje ten przykład mój wywód.

Mamy bliźniaki. Jeden chowa się na ulicy, typowy zimny chów, drugi wychowuje się w namiocie tlenowym, w pełnej kontroli parametrów. Który odporniejszy jest na zmiany środowiskowe?

Powtórzę, są to bredzenia ignoranta, ale...małe ale, poparte doświadczeniem. Nie namawiam do wywalenia wszystkich testów, ale do zachowania pewnego dystansu, równowagi, gdyż widzę, tak jak danielj, że te hobby zmienia się powoli w laboratorium. Niestety, wydaje mi się, że te zabiegi paradoksalnie przynoszą odwrotny skutek do zamierzonego, osłabiają ryby...i, poza tym, mogą zniechęcać potencjalnych amatorów malawistyki.

cyt.danielj

"Tak na moje słabe oczy ryby oglądane w galerii były o wiele ładniej wybarwione kilka, kilkanaście lat temu, mimo, że nikt się chemią nie wspomagał."

Może właśnie dlatego.

  • Dziękuję 1
Opublikowano

Ja natomiast uważam, że temat lekko wyolbrzymiony. Owszem mamy jednego czy dwóch nadwornych chemików ale nie zaobserwowałem wszech obecnej chemii chyba, że piszesz o żywicach to wtedy masz trochę racji. Również jak Stan uważam, że niektóre wynalazki służą nam dobrze więc chyba warto nieco ruszyć z techniką akwarystyczną do przodu. Nie jestem zwolennikiem chemii ale nie jestem też uparty jak osioł, który nie da sobie niczego nowego przegadać. Postęp jak w każdej dziedzinie był, jest i będzie. To samo możemy pisać o ludziach. Dawniej nie było leków i ludzie jakoś tam sobie żyli. Żyli, umierali na grypę bo nie umieli się leczyć. Dziś w każdym domu jest apteczka i mniej lub więcej leków. Czy to źle? Uważam, że jeżeli stosujemy coś z głową to nie szkodzimy ani rybom ani nikomu innemu.

Co do ostatniego zdania o zdjęciach i kolorystyce ryb to uważam, że to efekt wieloletniego "upatrzenia". Oglądam galerię niemal co godzinę i nie widzę ryb ładniejszych lub brzydszych. Widzę jedynie różnice w jakości co przekłada się na posiadany sprzęt i umiejętności fotografa. Masz pewnie równie ładne ryby jak Stan ale weź im zrób taką fotkę jak robi On.

  • Dziękuję 1
Opublikowano

Ja jak zwykle podążam środkową drogą ☺. Zdarzają się sytuacje gdy zabiegi uzdatniające wodę są niezbędne oraz takie gdzie bez leczenia się nie uda. W latach dziewięćdziesiątych redukowałem KH przy pomocy wymienników bo taka miałem potrzebę. Zakwasić wodę z 13 kh jest przecież bardzo trudno. Filtr RO to w tamtych czasach rarytas. Nie zmienia to faktu, że robienie z akwarystyki laboratorium małego chemika jest przerostem formy nad treścią. Istnieją sytuacje gdy ingerencja w parametry wody czy wręcz tworzenie wody jest niezbędne choćby tarło ryb kąsaczowatych a bliżej nas pielęgnacja ryb z odłowu. Mierzenie parametrów wody zwłaszcza przez niedoświadczonego akwarystę pozwala czasem uratować obsadę, uczy go własnego zbiornika. Przyznam, że pomiarów dokonuje relatywnie często ale tylko gdy coś mnie zaniepokojony lub kontrolne dla spokoju ducha. Szczerze powiem, że nie chciałbym stracić takiej możliwości. Nie mam wątpliwości, że Pozner czy inny doświadczony akwarysta szybciej stwierdzi nieprawidłowość po zachowaniu ryb niż dzięki testom. Jednak już dokładniej przyczyny problemu tak łatwo nie zdiagnozuje. Awaria sprzętu jest nieraz dość dobrze zakamuflowana. Nie raz wodociągi narozrabiają. Kiedyś przykładowo 20% podmiana wody zabiła mi w kubłach biologię choć taka podmianę stosowałem od lat. Dzięki testom w 5 minut wiedziałem co się stało za 15 minut lałem juz nitrivec i ryby uratowałem. Oczywiście zaniepokiło mnie zachowanie ryb. Kolega ma w kranie 25 a nawet 35 mg/l NO3 ... bez wsparcia wymiennikiem nie mógłby być akwarystą. Potępiam jednak wszelkie zabawy dla zabawy. We wszystkim trzeba mieć umiar a konkretne zachowania akwarysty trzeba osądzać w kontekście jego sytuacji. Nowy adept malawistyki musi badać wodę regularnie bo sygnały ryb mogą być przez niego zlekceważone . Akwarysta mający tragiczną wodę musi ją uzdatniać. Zaawansowany malawista pielęgnują odłów powinien dodatkowo zadbać o wodę aby odpowiedzialnie zaopiekować się tymi delikatniejszymi rybami. Jestem zwolennikiem umiaru tak w konserwatyźmie jak i pędzie do rozwoju ☺.

  • Dziękuję 2
Opublikowano

Jak się ma teoria poznera o tym, że jeziorowe pyszczaki są twarde bo muszą zmierzyć się z okresowymi zmianami parametrów ze stwierdzeniem harisimiego (i nie tylko), że ryby z odłowu są delikatniejsze?


Wysłane z telefonu

Opublikowano

Ryby z odłowu, które do nas dojadą to ryby po przejściach. To najsilniejsze ryby ale spośród tych z odłowu ☺. Parametry chemiczne wody czy działanie leków to ich pięta achillesowa. Ryby dojadą ale aby po pół roku nie zostały wspomnieniem należy na nie dmuchać i chuchać. Oczywiście znajdą się egzemplarze, które się dostosują i zadziwią odpornością ale takich superfiszów jest relatywnie mało. Niewielka więc pociechą jest to , że 1/5 przeżyła i jest silna jak tur ☺

-- dołączony post:

Przedstawiając to obrazowo. Rybę z odłowu można porównać do jakiegoś człowieka z dżungli. Jego odporność na ból, brak pożywienia, płynów czy snu mogą zadziwić cywilizowanego człowieka. Zapakowany do niewygodne kajuty na statku nawet nie poczuje, że było niewygodnie podczas gdy człowiek cywilizowany będzie przeżywał to jako koszmar. Po czym obaj zamieszkają w Nowym Yorku ... cywilizowany będzie zdrowy, zadbany i szczęśliwy a odporny heros z dżungli prawie się przekręci się po kilku Big Mackach i puszkach coca coli a lokalne powietrze prawie go zabije.

  • Dziękuję 1
Opublikowano
Czy to źle? Uważam, że jeżeli stosujemy coś z głową to nie szkodzimy ani rybom ani nikomu innemu.


Pełna zgoda. Tylko czy tak jest? Śledząc Forum odnoszę wrażenie, że chemia rządzi. Już na dzień dobry, zanim ryby pojawią się w akwarium, aplikowane są różne preparaty, uzdatniacze i nie mam tu na myśli bakterii nitrifikacyjnych. Później stała kontrola parametrów i następna chemia dla utrzymania ich na stałym poziomie. Rozumiem, że trzeba reagować, gdy coś niedobrego się dzieje. Tą apteczkę Sebastian wykorzystujesz, gdy coś niedobrego zaczyna się dziać, nie faszerujesz się lekami na zaś. Zdajesz sobie sprawę, że takie coś mogłoby osłabić twój system odpornościowy. Moim zdaniem, ta chemiczna profilaktyka poszła tak daleko, że zaczęła szkodzić. Ryby są słabsze, mniej odporne na nawet niewielkie zmiany.


cyt. spiochu

"Jak się ma teoria poznera o tym, że jeziorowe pyszczaki są twarde bo muszą zmierzyć się z okresowymi zmianami parametrów ze stwierdzeniem harisimiego (i nie tylko), że ryby z odłowu są delikatniejsze?"


Ja bym nie szukał ich problemów w chemii wody, a raczej w biologii. Ryby z jeziora, czy to z odłowu, czy z hodowli przyjeziornej, pozbawione są wrodzonej, czy nabytej odporności na drobnoustroje występujące w naszej wodzie. Byle mikrob, z którym system immunologiczny naszych pysi sobie radzi, dla tych z Afryki może być zabójczy. Dlatego tak ważna jest kwarantanna tych ryb, która, niestety, pozostaje tylko w teorii. Przypuszczam, że nasze, akwariowe pysie też by były zbyt delikatne po wypuszczeniu do jeziora.

  • Dziękuję 1
Opublikowano
Tylko czy tak jest? Śledząc Forum odnoszę wrażenie, że chemia rządzi. Już na dzień dobry, zanim ryby pojawią się w akwarium, aplikowane są różne preparaty, uzdatniacze i nie mam tu na myśli bakterii nitrifikacyjnych

Chyba trochę przesadzasz, są chemicy ale są IMHO w mniejszości choć są dość aktywni i może dlatego takie wrażenie. Uzdatniacze kranówy jako takie to nic nowego (choć pojawiają się nowe "doskonalsze"). Używałem ich już lata temu (antychlor :)) i używam nadal (miałem okres gdzie stwierdziłem że starczy sam węgiel i prawdopodobnie dlatego straciłem kilka ryb). "pochłaniacze" NO3 ułatwiają życie a dla niektórych są zbawienne (wysokie NO3 w kranie). Oczywiście są osoby zafascynowane nowinkami czy jest taka potrzeba czy nie ;) (kiedyś też byli tylko nowinek było znacznie mniej :)).

  • Dziękuję 3
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.