Skocz do zawartości

Pseudotropheus Demasoni- opis i spostrzeżenia okiem hodowcy


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dawno już czegoś nie opisywaliśmy. Pora więc podzielić się swoimi spostrzeżeniami jednej z najpiękniejszych ryb jaka pływa w Malawi.

Chciałbym abyśmy poświęcili trochę uwagi Pseudotropheus Demasoni.


Byłem szczęśliwym posiadaczem tego pięknie wybarwionego pyszczka jakim jest " Demonek"

Dostałem te rybki od mojego kolegi Aarset za co dziękuje. A jak już wywołałem Aarseta do tablicy to mam nadzieje że właśnie opisze swoje wieloletnie doświadczenia związane z demasonarium, chyba jedynym jakie znam i jakie miałem okazje oglądać.

Jadąc z tymi rybkami do domu byłem uśmiechnięty od ucha do ucha. Dobrze że je miałem bo bym się śmiał na około:-).

Rybka pływała sobie w 200cm z M Luwino Reef, M gold Kawanga, P acei i M msobo magunga.

Oczywiście w momencie wpuszczenia przeszedłem na dietę roślinną, w pełni tego słowa znaczeniu. Raz w tygodniu podawałem artemie a w następnym tygodniu kryla mrożonego. Po za tym Nf plant i spirulina czy to OSI czy JBL-a i raz w tygodniu NF color.

Rybka osiąga rozmiar do 8-9cm, chodź widziałem już takie samczyki 10cm.

Jest to bardzo agresywna ryba wewnątrzgatunkowa. Samczyk alfa nie przebiera w środkach aby królować w swojej "rodzinie" Szybko się zaadoptowały w swoim nowym domu i szybko zaczęło się ustalenie hierarchii. Uważam że tą rybkę powinno się trzymać w większych ilościach czyli minimum 10szt. Akwarium jakie powinno być to minimum 120cm.

W przeciągu dwóch miesięcy odłowiłem 4 szt. To jest właśnie agresja wewnątrzgatunkowa. Przez pól roku powoli sztuka za sztuką wypadały mi z akwarium te rybki, po drodze miałem też małą awarię z wodą. Gdzie najwięcej ucierpiały właśnie Demasoni. Coś było w wodzie z kranu, i tu kolejne ostrzeżenie. Z 18szt zostały mi dwie.

Nie pisze tego aby się użalać tylko ku przestrodze dla młodych adeptów malawistyki.

Proszę nie myślcie o tym pysiu zakładając pierwsze akwarium. Jest to ryba nieprzewidywalna, agresywna i potrzebująca dużej fachowości. Nie chce aby Demonek zniechęcił Was do tego pięknego biotopu jakim jest Malawi

To tak pokrótce na wstępie.

Zapraszam do opisywania swoich spostrzeżeń.

Ps

Wielu osobom podoba się to co robimy a po ilości otwieranych postów z opisami innych pyszczaków widać że jest to pożyteczne dla innych.

Dziękuje z góry i zapraszam do wspólnej zabawy.

46782953.jpg

  • Dziękuję 9
Opublikowano

Pseudotropheus demasoni to bardzo ciekawe stworzonko. Bez wątpienia to piękny pyszczak a "demasonarium" to jakby nie patrzyć już dość często używany termin. Nie jest to jednak ryba łatwa w pielęgnacji o ile chce sie posiadać duże stadko tych rybek. W naturze to samotnik i dlatego najbardziej racjonalnym byłoby pielęgnowanie tych ryb pojedynczo jako dodatek do innych ryb i czasowo wpuszczać im z innego zbiornika partnerkę ;) no drugą opcją jest zakup pomieszczenia i zalanie go wodą :mrgreen:. Dlatego łamiemy u nich naturalne zachowania i czynimy z nich rybę stadną. Przyznam bez bicia, że nigdy osobiście tych ryb nie posiadałem, gdyż uważam że sens ich pielęgnacji jest w zbiorniku jednogatunkowym a ja nie lubię jednogatunkowców ;). Odradzałem też tą rybę wielu osobom ale skoro się uparły to one rządziły w baniaku i decydowały o obsadzie. Trzykrotnie zgodnie z moją radą zapuściły do baniaka stadko raz 10 szt dwa razy po 15. Pierwszy z baniaków - 450 kaw której pływały kulfony, interruptusy, red - redy oraz demonki wyglądało to fajnie jakieś 7-8 miesięcy. Później zaczęły się ostre walki i przez około 4 następne miesiące kolega wybierał od czasu do czasu trupki zagonionych ryb. Zatrzymało się na 3 sztukach i miał tak przynajmniej rok później wpuścił z 20 ryb zrobił dworzec i przestałem być zainteresowany jego akwarium. Raczej były tam 2 samce i ryby nigdy się nie wytarły wiec myślę ze i ten 3 to samiec. Drugie akwarium to jednogatunkowiec 240 litrowy wpuszczono tam 15 małych demonków. Rybki docierały się dość mocno w chwili osiągnięcia dojrzałości płciowej ale skalny zbiornik wydaje się fajnym rozwiązaniem bo ryb zginęło 3 przez ponad dwa lata akwarium cieszyło ludzkie i moje oko. Ostatnio widziałem je jednak ponad rok temu. jak odwiedzę kolegę to zdam relację ;). Ostatni przykład to 15 demasoni w akwarium 720 litrowym ... zostało 7 po około 1,5 roku. Akwarium widziałem jednak ponad 2 lat temu i raczej się tam już nie pojawię.


Przykładem czegoś dramatycznego jest opowieść starego malawisty w starych czasach o ile pamiętam był to SIEMION. Miał demasonarium stanowczo za małe 100x40x40 a w nim 12 demonków. Została jedna samica.


Demasoni jest więc pewną loterią a zwiększając szanse w loterii bierzemy więcej ryb ;)

  • Dziękuję 3
Opublikowano

Demon to jedna z najbardziej nieprzewidywalnych ryb dla mnie, jest to po prostu demon z malawi. Jeden z najmniejszych, ale agresją podbija wszystko. Już maluchy się ustawiają miedzy sobą ostro.

Ja do 120x40 wpuściłem 14szt, zostało 7szt. i dołożyłem kolejne 8szt. i od pół roku - o dziwo, ani jedna nie odpadła.

Ale się nie zdziwię, jak pewnego dnia zaczną się wybijać, jeden z tajemniczych i najładniejszych ryb malawijskich.

Opublikowano

Posiadałem ten gatunek , tak jak pisał meszek ryba naprawdę ładna. Moje stado trzymałem z P. Socolofi , P Cyaneorhabdos w zbiorniku 200 cm nie zaobserwowałem agresji skierowanej do innych mieszkańców akwarium. Podczas tarła dość agresywna. Ryba stosunkowo mała trudna w hodowli. Pamiętam doskonale że miałem problemy z rozpoznaniem płci ( może to jest przyczyną tak wielu niepowodzeń z tym gatunkiem )?

post-12774-14695715763777_thumb.jpg

  • 3 miesiące temu...
Opublikowano

Witam wszystkich jestem szczęśliwym posiadaczem Demonków od prawie pół roku. I chciałbym się podzielić z wami obserwacjami tego gatunku. Wielu z was pisze że dla początkującego "malawisty" ten gatunek za dobry nie jest bo swoją agresją zniechęca do siebie.A wiec po przeczytaniu tych opinii wyszedłem z założenia że Bóg wybacza zawsze,człowiek czasami ale natura nigdy,wrzuciłem do 100l baniaka 12 sztuk i niech nastąpi naturalna selekcja,jakież było moje zdziwienie że dość że się nie "wybiły" to jeszcze zaczęły się mnożyć "jak króliki". Po pół roku mam ich około 30 i niedawno przerzuciłem całe stado do 200l.Reasumując, z moich obserwacji wynika że trzeba zapewnić im sporo "kryjówek" gdzie mogą się schować przed samcem alfa,najlepiej usypać w akwarium stertę kamieni,zaczynając od największych a kończąc na drobnych,co powoduje że zarówno duże jak i małe osobniki znajda dla siebie jakąś szczelinę.Dobrze mieć tak jak ja akwarium jednogatunkowe.Oczywiście im większy zbiornik tym lepiej,niestety ja dopiero niedawno mogłem sobie pozwolić na podwojenie objętości zbiornika.Dobry pokarm roślinny i jakiś wielkich problemów z tymi rybami nie ma, a trzeba przyznać ze to piękna ryba.

  • Dziękuję 1
Opublikowano

Widzisz to co napisałeś w istocie potwierdza idee stosowania tzw kontrolowanego przerybienia co tak na prawdę nazywa się dworcem kolejowym. To co w sklepach akwarystycznych jest chwalone a u nas ganione. W akwarium 100 litrowym nascie demasoni to już dworzec ...idąc tym tropem ją w swoim baniaku winienem mieć od 120 do 140 demasoni ... gwarantuję że też zgony byłyby rzadkie. Ryby w takiej zupie są zdezorientowane i nie są pyszczakami z prawdziwego zdarzenia. To troszkę tak jakby od kociaka pielęgnować tygrysa w przedszkolu, na wszelki wypadek kastrując go , wyrywając zęby i pazury. Za pewne byłby łagodny ;-) . Teraz jak domniemam w 200 masz kupę dorosłe i młode więc zupa zmieniła garnek, jeśli zostawisz te 12 dorosłych to zmalawizujesz te pyszczaki ... to już nie będzie zupa i drogi są dwie albo zacznie się walka albo osiagniesz stan równowagi. Demasoni to samotnik który jest przerybiany z rozmysłem . 12 w 100 litrach to już jednak antymalawistyka. Weź też pod uwagę że ryby masz bardzo krótko więc wszystko przed tobą. Poza tym czy masz tylko demasoni cz też inne pyszczaki ? Jeśli zupa była wielowarzywna;-) to podaj jej pełen skład. Na pewno wielu zapyta o to czego ja właściwie chcę ... demasoni są łagodne nie zabijają się więc gra muzyka. Recepta na sukces, maksymalizować obsadę. Jednak dla mnie już te 12 samotnikow w 200 litrach to bolesny kompromis a jeśli szkło ma 100 cm to nadal przesada a już 30 ryb w 200 to klęska. Nie jestem krwiożerczy ale wolę oglądać tygrysa w pogoni za zwierzyną niż stojącego słupka z kokardką na głowie :-) .

Opublikowano

Oczywiście nie neguje tego że zastosowałem przerybianie,jak wiadomo są zwolennicy i przeciwnicy tej metody.Przerybianie zastosowałem dlatego że u tych rybek ciężko rozróżnić płeć.Ale żeby nie wyjść na całkowitego sadystę to zapewniłem im sporo kryjówek,aby mogły się gdzieś schować.A co do oglądania pyszczaków z prawdziwego zdarzenia to moim zdaniem pozostają nam filmy przyrodnicze,bo wrzucenie ryby do akwarium zawsze będzie miało wpływ na jej zachowanie. I czy jest to metoda polegająca na tym że do sporego baniaka wrzuca się mało ryb nie zapewniając im kryjówek i cierpliwie czekając aż wyodrębni się samiec alfa wraz z haremem samic najczęściej brutalnym kosztem słabszych osobników,czy też stosuje się metodę przerybiania powodują że straty w rybach są mniejsze niestety kosztem tego że mamy mniej radochy z obserwacji naturalnych zachowań tych ryb,to już kwestia dyskusyjna.Natomiast nie podlega dyskusji to że każda ryba najszczęśliwsza jest w swoim naturalnym środowisko bez ingerencji człowieka.A zapominałem powiedzieć że akwarium mam jednogatunkowe.

Opublikowano

Harisimi kolega grzegorz77 napisał, że trzyma Pseudotropheus Demasoni jednogatunkowo. Clou tej wypowiedzi to zaznaczenie, że obserwacje dotyczą półrocznego okresu. Pół roku to chwila w życiu akwarium. Jeszcze tak naprawdę nic się nie wydarzyło, ale nie wyciągałbym na tej podstawie daleko idących wniosków.


Osiągnięcie równowagi poprzez urządzenie akwarium w ten sposób aby było dużo kryjówek, aby była duża przeżywalność może chwilowo zdaje egzamin, ale czy to jest złoty środek? Niesądzę. Tak naprawdę to jest temat na ogólną dyskusję, a nie tylko w odniesieniu do tego konkretnego gatunku, choć może przykład Demasoni jest tu dość symptomatyczny.


Ale żeby nie wyjść na całkowitego sadystę to zapewniłem im sporo kryjówek,aby mogły się gdzieś schować.

Sporo kryjówek powoduje, że mają gdzie się schować nie tylko słabsze osobniki, ale też narybek. Coraz więcej ryb to mniej naturalne zachowania, ale też kłopoty z parametrami.

I czy jest to metoda polegająca na tym że do sporego baniaka wrzuca się mało ryb nie zapewniając im kryjówek i cierpliwie czekając aż wyodrębni się samiec alfa wraz z haremem samic najczęściej brutalnym kosztem słabszych osobników,

To nie jest metoda. Każdy kto trzyma mbuna ma mniej lub więcej kryjówek. Chodzi o to, żeby nie przesadzić i doprowadzić że nie można kontrolować ilości ryb w zbiorniku. "Kontrolowane przerybienie" to takie hasło wytrych dość często stosowane, ale w większości przypadków okazuje się ono zupełnie niekontrolowane. Uważasz, że przerybienie u siebie kontrolujesz. Po pół roku dwukrotnie zwiększyłeś objętość swojego zbiornika. Co za kolejne pół roku?

Opublikowano
Oczywiście nie neguje tego że zastosowałem przerybianie,jak wiadomo są zwolennicy i przeciwnicy tej metody.Przerybianie zastosowałem dlatego że u tych rybek ciężko rozróżnić płeć.Ale żeby nie wyjść na całkowitego sadystę to zapewniłem im sporo kryjówek,aby mogły się gdzieś schować.A co do oglądania pyszczaków z prawdziwego zdarzenia to moim zdaniem pozostają nam filmy przyrodnicze,bo wrzucenie ryby do akwarium zawsze będzie miało wpływ na jej zachowanie. I czy jest to metoda polegająca na tym że do sporego baniaka wrzuca się mało ryb nie zapewniając im kryjówek i cierpliwie czekając aż wyodrębni się samiec alfa wraz z haremem samic najczęściej brutalnym kosztem słabszych osobników,czy też stosuje się metodę przerybiania powodują że straty w rybach są mniejsze niestety kosztem tego że mamy mniej radochy z obserwacji naturalnych zachowań tych ryb,to już kwestia dyskusyjna.Natomiast nie podlega dyskusji to że każda ryba najszczęśliwsza jest w swoim naturalnym środowisko bez ingerencji człowieka.A zapominałem powiedzieć że akwarium mam jednogatunkowe.

Grzegorz ja wcale nie nazywam cię sadystą i nie miałem takiego zamiaru. Bardziej bezwzględny w zachowaniu jest już człowiek , który realizuje idee malawistyczne w sposób skrajny ;-) . Ja jedynie stwierdziłem, że robiąc dworzec kolejowy zaprzeczasz ideii malawizmu . To nie ma wiele wspólnego z objawami patologii zwanej sadyzmem, bardziej można to porównać z brakiem głębi takiego rozwiązania. Znowu coś do siebie porównując oczywiście symbolicznie uznałbym, że malawista to miłośnik progresywnego rocka, człowiek łączący pyszczaki z tęczankami i mieczykami to miłośnik disco polo a taki z twoim podejściem to miłośnik popu :-D. Mylisz się jeśli uważasz, że nie można dostać więcej natury i trzeba się ograniczyć do telewizji. Komponując obsadę w sposób przemyślany można obejrzeć kopiec Protomelas jak z jeziora, tarło terytorialnych saulosi we własnopysko wykonanym rewirze, walki o rewir afr czy zbieranie młodych przez nimbochromis. Na dworcu możesz co najwyżej obejrzeć szybko odbite tarło czasem jakieś walki. Pyszczak jest w takim szkle czymś innym może skalarem w dekoracyjnym baniaku. Oczywiście ty jesteś ty więc wybierzesz co ci się podoba. Jednak twoje hasło demasoni dla wszystkich sprawdzi się tylko w określonych warunkach będących zaprzeczeniem dążeń członków tego klubu. Swoją drogą to jestem zwolennikiem dużej ilości kryjowek a zgony są u mnie incydentalne ;-).

Opublikowano

Oczywiście zgadzam się z tym że mogę popełniać błędy przy hodowli tej ryby.Jak wspomniał greghor pół roku to dopiero początek.To co napisałem na temat moich Demasoni wynika z obserwacji moich rybek co nie oznacza że ten kierunek jest właściwy, po prostu nie widziałem takiej agresji u nich jak opisują inni klubowicze,którzy piszą że wrzucili do baniaka 10 szt. a zostało im 3 itp.U mnie brak strat wynika zapewne z przerybienia.Co do problemu narybku to rzeczywiście z czasem może być to problem:( ,wyłapanie tej młodzieży to będzie kompletny rozpierdziel wystroju akwarium:(.Na swoja obronę mogę napisać że przerybiane w moim przypadku nie było celowym zagraniem,po prostu zastosowałem się do rad bardziej doświadczonych akwarystów którzy w przypadku braku wyraźnego dymorfizmu płciowego wrzucają do akwarium większe stadko i czekają aż natura sama zacznie działać.Nie spodziewałem się że w tak krótkim czasie obsada się podwoi

  • Dziękuję 1

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.


  • Posty

    • Aristochromis christyi – to jedyny przedstawiciel rodzaju Aristochromis o charakterystycznym kształcie pyska, który przypomina dziób drapieżnego ptaka lub jak pisze Ad Konings „arystokratyczny nos”. To właśnie temu wyjątkowemu kształtowi pyska zawdzięcza on swój przydomek – Jastrząb z Malawi. Fot. Łeb dorosłego samca Aristochromis christyi z profilu. Gatunek ten występuję w całym jeziorze głównie w strefie przejściowej. Osiąga dość znaczne rozmiary, samiec dorasta do ok. 30 cm., samica jest nieco mniejsza i osiąga 25 cm. Jest typowym rybożercą, a jego menu składa się głównie z przedstawicieli ryb z grupy "Mbuna". Osobliwa budował pyska przystosowała Aritochromis  do chwytania znacznych rozmiarów ryb stanowiących nawet 1/3 długości jego ciała. Fot. Ukazuje rozmiar „paszczy” dorosłego osobnika Dymorfizm płciowy u tego gatunku jest bardzo wyraźny ale dopiero u dorosłych ryb młode wyglądają identycznie – srebrzyste ciało z charakterystyczną wyraźną skośną czarną pręgą. Dorosłe osobniki jak już wspomniałem różnią się znacznie, jeżeli chodzi o kolorystykę samice pozostają podobne do młodych, może trochę ciemnieją ale wydaje mi się, że jest to bardziej cecha konkretnego osobnika i diety. Samce natomiast z wiekiem nabierają coraz więcej niebieskiego odcienia, który zaczyna od głowy „rozlewać” się na resztę ciała choć pełne wybarwienie osiągają dopiero w okresie zalotów i tarła. Dodatkowo u samców wydłużaniu i zaostrzeniu ulegają płetwy – grzbietowa posiadająca mnóstwo pomarańczowych plam, której górną krawędź okala biło-pomarańczowy pas i odbytowa, która dodatkowo zabarwia się na kolor pomarańczowy z wyraźnymi białymi atrapami jajowymi. Fot. Młode osobniki, które już przy rozmiarze ok. 9 cm. wykazywały rywalizację wewnątrzgatunkową. Fot. Dorosły samiec.   Fot. Dorosła samica.   Opisywany gatunek nie należy do szybkich pływaków, preferuje polowanie z zasadzki w dość osobliwy sposób. W trakcie polowania ustawia się głową w dół i bokiem do potencjalnej ofiary, potrząsa przy tym ciałem co ma imitować ranną lub chorą rybę. W momencie kiedy nieuważna ofiara zbliży się zbyt blisko do „Jastrzębia” następuje błyskawiczny atak, a duże i silne szczęki nie dają jej żadnych szans. Fot. Dorosły samiec „wiszący” w toni i przygotowujący się do ataku.   Pierwszy raz młode Aristochromis zobaczyłem „na żywo” w 2005 r. na giełdzie akwarystycznej w Łodzi przy. ul. Św. Teresy. Zaraz po powrocie do domu zacząłem czytać na temat tego gatunku ale szybko okazało się, że z uwagi na rozmiar osiągany przez rybę nie będę w stanie zapewnić jej odpowiedniej przestrzeni. Jednak już wtedy wiedziałem, że kiedyś będę cieszył się widokiem Jastrzębia z Malawi siedząc we własnym fotelu. Jako, że w akwarystyce cierpliwość to ponoć podstawa, stadko sześciu młodych około 6 centymetrowych Aristochromis christyi trafiło do mnie w kwietniu 2017 r. Młodzież trzymała się razem do osiągnięcia ok. 9-10 cm. Ryby karmione były sztucznymi pokarmami premium i raz w tygodniu mrożonymi krewetkami, zresztą tak jest do obecnej chwili. Gatunek ten rośnie zdecydowanie wolniej niż inne popularne wśród akwarystów drapieżne pielęgnice z jeziora Malawi. W tym okresie zaczęła uwidaczniać się umiarkowana agresja wewnątrz gatunkowa i odtąd ryby wolały przebywać pojedynczo w różnych miejscach zbiornika. Zarówno u młodych jak i dorosłych ryb nie zaobserwowałem znaczącej agresji w stosunku do innych gatunków, nawet podczas tarła samiec był dużo spokojniejszy niż przedstawiciele rodzaju Nimbochromis czy Dimidiochromis.   Fot. Dorosły samiec podczas karmienia mrożonymi krewetkami „z ręki”. W grupie zdecydowanie szybciej rosły samce, których jak się okazało były dwie sztuki i przy rozmiarze 13 cm. byłem ich już pewny, a przy około 15 cm. dokonałem redukcji stada zostawiając w zbiorniku parę, która w zdrowiu pływa w nim po dziś dzień. Fot. Para dorosłych Aristochromis christyi. Para dość regularnie podchodziła do tarła jednak pierwsze trzy razy samica nie donosiła ikry i wypluwała ją po kilku dniach ale z czasem udało się jej dochować młode. W czasie tarła samiec oczyszcza dno z grubszych frakcji i kopie krater średnicy ok. 30 cm., do którego wabi samicę i tam dochodzi do tarła. Tak jak wcześnie już wspominałem samiec podczas tarła nie był zbyt zaborczy ani dla samicy ani dla innych gatunków i to pomimo faktu, że mój zbiornik jest zbyt mały dla Aristochromis w obsadzie wielogatunkowej ale o tym później. Fot. Samiec podczas przygotowywania tarliska. Moje wnioski na temat Aristochromis christyi oparte zostały na prawie pięcioletnim już okresie obserwacji tego gatunku w moim standardowym 720 l. W tym miejscu muszę wyraźnie zaznaczyć, że jest to zbiornik zdecydowanie za mały by trzymać Aristochromis w obsadzie wielogatunkowej tym bardziej, że jedynymi (z uwagi na rozmiary i dietę) słusznymi towarzyszami dla niego są inni silni przedstawiciele drapieżników z jeziora Malawi, np. z rodzaju: Buccochromis, Champsochromis, Dimiodiochromis, Nimbochromis czy Tyrannochromis. Nie byłbym jednak sobą gdybym nie pochwalił się sukcesem w zbudowaniu relatywnie zgodnej obsady wielogatunkowej złożonej obok Aristochromis z kilku gatunków z ww. rodzajów drapieżników. Moim zdaniem podstawą budowania zgodnej obsady jest zakup młodych ryb w jednym momencie co pozwoli im przyzwyczaić się do siebie, „nauczyć” się dzielić zbiornik i ustalać hierarchię w miarę wzrostu. Niewątpliwe jednak wiele też zależy od czynnika, na który żaden malawista nie ma wpływu czyli „charakteru” poszczególnych osobników w obrębie danego gatunku. Co do zasady nie zalecam jednak budowania wielogatunkowej obsady wokół Aristochromis christyi w zbiorniku 720 l. Uważam, że za minimum należy tu przyjąć zbiornik o wymiarach 250 x 70 x 70 cm. Natomiast zbiornik 200 x 60 x 60 cm. z całą pewnością można uznać za wystarczające zaplecze dla stworzenia jednogatunkowej obsady z Aristochromis christyi, oczywiście w układzie z jednym samcem. Fot. Dorosły w pełni wybarwiony samiec. Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że jest to jeden z moich ulubionych gatunków spośród drapieżników z jeziora Malawi i zawsze będę go brał jako pewniaka budując w przyszłości obsady moich zbiorników. Mam nadzieję, że również Wam udzieli się mój podziw i sympatia dla Jastrzębia z Malawi i ryba ta „padnie” wyborem każdego malawisty, który dysponuje odpowiednio dużym akwarium.   Literatura: Konings A., 2003. „Back to Nature”.  Przewodnik po świecie pielęgnic z Malawi.  Konings A., 2016. „Malawi cichlids in their natura habitat” 5rd Edition. Cichlid Press, El Paso, USA. Łątka L., Sierakowski W., 2018. “Pielęgnice jeziora Tanganika i Malawi”. Wydanie pierwsze. Angraf, Piła.  
    • A nie zabaczyłeś, że jesteś na forum ryb z j. Malawi nie z Tanganiki? Polecam forum tanganiki, tam na pewno otrzymasz rzetelną informację.
    • Witam wpadłem na pomysł żeby przerobić moje 100l pod gatunki z Tanganiki. Kupiłem skały ‘elephant skin’ i ułożyłem małą konstrukcje w jednym z rogów. Dolożylem trochę roślin dla lepszego efektu wizualnego Microsorium Pteropus i Anubias barteri.  Reszta to drobny jasny piach i kupiłem około 25 wielkich muszli po ślimakach escargot- Helix pomatia(jeszcze nie dojechały). Plan jest taki żeby obsadzic parą Julidochromis transcriptus i kupić około 6 Neolamprologus multifasciatus, Jakieś sugestie, przeciwskazania co do obsady? Samo akwarium jakieś uwagi ? Filter oase 200 thermo, lampa chichiros b series. TDS wody kranowej 388pp.    (zdjęcia zrobione kilka minut po zalaniu) Pozdrawiam.      
    • A czemu nie ?  Ja bardzo dużo piszę codziennie zawodowo i nie mam już siły i przede wszystkim czasu na pisanie dla przyjemności 🤷‍♂️ Dlatego dla mnie osobiście spotkanie/spotkania to najważniejsze daty w kalendarzu... Szkoda, że jest nas na spotkaniach mniej, dlatego zachęcam każdego do przyjazdu tym bardziej, że jest dobre połączenie PKP z Prudnikiem. Zawsze będę mógł opowiedzieć o swoich doświadczeniach z drapolami choć nie wiem czy faktycznie kogoś to interesuje. Poszukam tez i wrzucę na KM krótki artykuł, który poczyniłem kilka lat temu w tym zakresie na przykładzie Aristochromis christyi, ukazał się on co prawda jedynie w języku angielskim ale mam gdzieś pewnie "rękopis".
    • A czemu nie tu? Wiele razy rozmawialiśmy, nie tylko w Pokrzywnej, ale nie jest moją rolą pisanie tutaj na temat funkcjonowania Twojego akwarium z drapolami😉
    • Wszyscy mają racje aaaale nie do końca 😉 ale na szerszą rozmowę zapraszam na spotkanie do Pokrzywnej ☝️😁 PS. @pozner z tego co ja pamiętam to byłeś przy wielu moich rozmowach właśnie w Pokrzywnej ale widocznie tylko ja byłem trzeźwy 😁😉🤣
    • Nie miałem nigdy poważnych drapoli w akwarium, ale moje doświadczenia z non mbuna oraz z pielęgnicami z Ameryki centralnej mówią że dobrym środkiem do rozładowywania agresji jest mocne przerybienie. Często propozycje obsad na tym forum czy w książce Wojtka Sierakowskiego mogą mieć rację bytu tylko do pewnego momentu. 13 ryb w 1400l to niezbyt wiele w moim odczuciu. Jakie są wasze doświadczenia w tej kwestii z drapolami?
    • To prawda Regulowałem już kilka razy, ale w środku - pod szafką jakiś czas temu założyłem jeszcze drugi, mały zbiornik, 112lz pokrywą, przez to szafka jest dość często otwierana, a czasami nawet częściowo otwarta przez kilka h. Dodam, że ten sposób prowadzenia akwarium nie jest zbyt wygodny przy serwisie, więc nie polecam a szafkę bym musiał regulować w prawie każdy weekend 
    • Bardzo ładny baniak, konkret. Jedyne do czego się można przyczepić do regulacja drzwiczek pod nim 😅
    • @S_owa dzięki za super aktualizację  Wyjątkowo mnie cieszy, bo Twoja kronika zainspirowała mnie do wystartowania akwarium z drapieżnikami. Z takich predatorów kalibru XXL mam u siebie tylko samca Aristo. Zakładam, że moje akwarium finalnie może być dla niego za małe, ale postanowiłem sprawdzić co z tego wyjdzie przy założeniu, że będzie to tylko samiec bez partnerek do harcowania. Jak na razie spokojnie sobie rośnie i nie doskwiera innym lokatorom. Ku mojemu zaskoczeniu w składzie mieszkańców, najbardziej upierdliwy dla wszystkich jest samiec Stigmatochromis Tolae. Miałem 2 samce i 2 samice. Niestety przez niefortunny wypadek jedną samicę straciłem, druga nie wytrzymała presji dwóch samców 😕 Jednego samca sprzedałem bo mi było go już szkoda i ten ostatni, który pozostał potrafi być jak taka końska mucha na łące. Dokucza wszystkim. Ma swoją norę pod kaseciakiem i jego jedynym celem życiowym jest wyganianie wszystkich z tamtego rejonu. Potrafi dać popalić 1,5 razy większemu Nimbochromisowi Polistigma... Będę go musiał usunąć bo mnie już denerwuje.  Zazdroszczę widoku pielęgnującej maluchy samicy Nimbo. Nigdy nie spotkałem się z takim widokiem u moich pyszczaków.  Pozdrawiam 👋
  • Tematy

  • Grafiki

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.