Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jakąkolwiek dziedzinę nauki byśmy wzieli to ma ona swoje zdania alternatywne ;). Definicja gatunku użyta przez olobolo jest teoretycznie ścisła i miarodajna:


Najlepszą definicją gatunku jest definicja, która mówi o tym, ze jeśli 2 organizmy dają płodne potomstwo to jest to gat.


ale ;) idąc za Wikipedią:


Dotychczas nie opracowano całkowicie uniwersalnej definicji gatunku. Pierwsza z wymienionych definicji, choć powszechnie stosowana, nie jest ścisła – zawiera liczne wyjątki i rodzi trudności odzwierciedlające skalę złożoności zagadnienia.



... przykładowo pies, który dla części naukowców jest odrębnym gatunkiem, daje płodne potomstwo z wilkiem podobnie jest chyba w przypadku żbika i kota domowego. Odrębnymi gatunkami dla większości o ile nie dla wszystkich są żbiki i koty domowe a mają płodne potomstwo. Nie neguję oczywiście tym samym, że najbardziej ścisłym byłoby właśnie takie określenie gatunku i później układanie ewentualnie podgatunków i za taki podgatunek wilka cześć naukowców uważa psa domowego. Myślę, ze znalazłoby się tego sporo więcej ale bastardyzacja tak ew przypadku ryb jak i innych zwierząt nie wzbudza entuzjazmu więc jest dość słabo zbadana.


Wracając na podwórko malawisty. Należało by zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Większość ryb nie jest opisana naukowo ( stąd tak wiele nazw hipotetycznych gdzie po nazwie rodzajowej pojawia się sp. i cudzysłów ) a ich przynależność opiera się na zachowaniach, czy wręcz wyglądzie a wiec tak na prawdę na domysłach. Ogromna różnorodność tych ryb nie pozwala na jednoznaczne przebadanie całej populacji i ścisłe naukowe jej usystematyzowanie. Kilka lat temu odtrąbiono, ze japończycy biorą się za systematyzowanie pielęgnic z wielkich jezior afrykańskich metoda genetyczną i jak na razie jest cisza. Nie wykluczam, że na tej podstawie ryby z Malawi to jeden wielki rodzaj no moze 2 czy 3 rodzaje ;). Nie ma to więc jakiegokolwiek znaczenia praktycznego. Nie ma szans aby naukowcy badający jezioro zgodzili się z takim werdyktem. Tym bardziej handlowcy. Co najwyżej zostało by Pseudotropheus pseudotropheus saulosi , Pseudotropheus melanochromis dialeptos ;), do niedawna istniał wszak Pseudotropheus tropheops tropheops :). Ze wzgledu na bogactwo tych ryb wrzucenie ich w jeden wielki rodzaj po prostu mija się z celem. 900 Pseudotropheusów i weź to dookreśl :D. Nie jest jednak tak, że Edek czy Patrick tak se siedzą i wymyślają nazwy. Rodzaj aby był zatwierdzony wymaga dużego nakładu pracy i to naukowcy a nie pojedyncze osoby zgodnie z prawami panującymi przy systematyzacji gatunków uznają bądź nie dany rodzaj za dostatecznie wyodrębniony. Dlatego tez jako akwarysta a nie naukowiec zostawiam tą działkę mądrzejszym od siebie, choćbym czasem tak na oko się z nimi nie zgadzał ;):D:cool:.


Nie zgodzę się ze metody stosowane przez badaczy Malawi są prymitywne, nieskuteczne i po prostu błędne. Metody sa zbliżone do tych stosowanych przez innych naukowców. Jest to zestandaryzowane. Nie są na pewno bardziej prymitywne, nieskuteczne i błędne jak w przypadku innych rejonów świata czy innych zwierząt. Polacy ze swoją różnorodnością gatunkową wśród ryb na pewno mają mniej szans na pomyłki wszak cały zakres gatunkowy naszych ryb mieści sie w jednym rodzaju albo kawałku większego rodzaju u ryb z Malawi ;).


Olobolo i to nie my nadajemy nazwy ;). Nadają je badacze a naukowcy to weryfikują, często z dużym opóźnieniem. Dlatego tez przyjrzyj się jak są nadawane. Właśnie tak jak proponujesz w cudzysłowiu ale jednak w większości po łacinie. Ryb opisanych naukowo w sposób wymagany przez miedzynarodowe standardy jest o wiele mniej. Dlatego mamy i owszem Pseudotropheus saulosi ale i Pseudotropheus sp. "polit" czy Labidochromis sp. "mbamba". Tych drugich jest o wiele więcej.


To, że mamy w Malawi niezły burdel to fakt ;), związane jest bardziej z dynamiką odkrywania gatunków niż widzimisię Koningsa . Edek tylko nieliczną cześć zmian wprowadza sam a większość przejmuje bądź nie od innych np ostatnią rewizję rodzaju Melanochromis uznał na podstawie pracy Patricka Tawil. Francuza który napisał na ten temat prace naukową. uwierz mi, że tylko pospiech i bogactwo ryb sprawia, że wydaje się to upraszczane itp.


Nazewnictwo jest jednak bardzo potrzebne i choć może wyda ci się to niewiarygodne, może z czasem podobnie cześć z nas poczujesz, że zbyt uogólniono te nazewnictwo :D. Osobiście jestem troszkę zdegustowany np tym, że wszystkie drapiezniki wystepujące w wiekszości na obszarze całego jeziora zostały podzielone tylko rodzajowo i gatunkowo. Bardzo brakuje mi jeszcze podziału na warianty geograficzne. Dlaczego ? Ot choćby dlatego, że kupując np. Dimidiochromis strigatus możesz poczuć zawód bo to kupując ten gatunek nie wiesz czy jest on z okolic Mbamba czy chizumulu a to może okazać się bardzo brzemienne w skutki. Ryba z okolic chizumulu może być o niebo ładniejsza niż ta z okolic Mbamba Biedne predatory a wraz z nimi miłośnicy tych ryb są dyskryminowani. Tylko przy odłowie mogą czasem coś zobaczyć.

-- dołączony post:



W sumie zaciekawiła mnie ta tematyka i muszę przestudiować historię samego jeziora. Jest ona bujna z tego co pamiętam. Chciałbym wiedziec jak ewoluowały poszczególne grupy pyszczakow z Malawi.


To nie jesteś jedyny, informacje na ten temat są raczej skromne.;)


http://www.cichlids.republika.pl/ewolucja.swf



Nawet Edek w habitacie pisze, że bardzo by chciał to wiedzieć ;). Jednym z potencjalnych protoplastów Mbuna, mogłaby być Astatotilapia calliptera, choć Edek nie jest tego pewien i raczej przychyla się do tego, że jest ona najbliższa wspólnemu przodkowi wszystkich Mbuna . W praktyce wiem tylko tyle, że krzyżując się z Pseudotropheus saulosi daje płodne samice ;). U nabe wystąpił mezalians jak oddawał ryby to było mi szkoda tego ubić, wpuściłem 2 bastardy do akwarium w klubie a ze tam nie ma szans na to aby cokolwiek stamtąd wyszło na zewnątrz, bastard dorósł i sie wytarł z samcem Astatotilapia sp. "calliptera chizumulu". Jak do tej pory nie widziałem, żeby młode przeżyły. Nie wiadomo też jak jest z samcami i czy są one płodne.

  • Dziękuję 2
Opublikowano

Harisimi zgadzam się z Tobą we wszystkim, co napisałeś za wyjątkiem metodyki stosowanej przez systematyków :) To są ludzie starej daty i o filogenetyce molekularnej nie za bardzo wiedzą. Nauka ta zmodyfikowała nie jedno drzewo filogenetyczne :) Obaliła wiele błędnych tez. Np. wg filogenetyki molekularnej ptaki są częścią gadów, co jest na prawdę logiczne.

Wiesz dlaczego uważam metody "somatyczne" za błędne? Bo to oko ludzkie ocenia :) A filogenetyka molekularna bada różnice w DNA, RNA, białkach. Uwierz mi, że od 15 lat filogenetyka molekularna wypiera klasyczne metody klasyfikacji. Są oczywiście starzy ludzie kuroczowo trzymający się "lupy" :)


Anegdota: :)


Mieliśmy na studiach także ciekawą Panią dr od owej zoologi bezgkręgowców... Kazała nam na ćw liczyć włoski na łbie pchły kociej i psiej..... Po liczbie tych włosków można ponoć określić gat....


A znacie takie coś jak Acari? Są to roztocza.... Wyobraźcie sobie jak się badacze na nie rzucili, bo można publikacje napisać bo są tak do siebie podobne, że większość tylko po cyklach rozwojowych da sie poznać :) a różnorodność Acari jest niby ogromna, ale ile z tego to gatunki, tego nikt nie wie.


Są Naukowcy i naukowcy. Trzeba mieć oczy szeroko otwarte i wg. mnie nie można ślepo ufać w uznanym badaczom Malawi. Oni po prostu mogą się mylić... jak my wszyscy.

Ja natomiast ufam algorytmom, dlatego filogenetyka molekularna jest dla mnie prawie idealna metodą badania pokrewieństwa.


Odnośnie def. gatunku. Jak bym miał być z Wami zupełnie szczery, to dla mnie każda def. gat. jest prawdziwa tylko w określonych warunkach i dla określonego rodzaju organizmów. Generalnie to podana przeze mnie def. gat jest taką, z którą jeszcze mogę się zgodzić:)

Jestem zwolennikiem teorii Samolugnego Genu. Wg tej teorii gatunek to twór wybitnie ludzki. A jedyną i podstawową jednostką dziedziczenia są cząsteczki DNA kodujące jakiś łańcuch RNA. Zgodnie z tą teorią takie byty jak organizm, gatunek czy populacja to tymczasowe byty nazwane przez człowieka bo je widać, a jedynym bytem trwałym jest fragment DNA w uproszczeniu zwany genem. ale to już dyskusja na wiele godzin i nie na to forum :)


P.S. dlaczego czasami nie mogę dziękować ??? są jakieś limity?

Opublikowano

Tak są limity ale już nie pamiętam jakie ;) ... tutaj powinieneś to znaleźć:


http://forum.klub-malawi.pl/reputacja-droga-slawy-itp-t20620p4.html?&highlight=reputacja


Co do filogenetyki molekularnej to mogę ci jedynie zaufać na słowo ;). Jednak tak poważnie pisząc, dla mnie metoda oparta na czymkolwiek będzie świetna, jeśli pójdą za tym prace dające praktyczna i czytelną systematykę ryb z jeziora Malawi, uznaną przez wszystkich i przez wszystkich stosowaną. Męka jest niesamowita gdy przychodzi mi odkodowywać ryby z cennika TM a to ma wymiar praktyczny. Patrzyłem na cennik przez rok i szukałem ryby która godnie zastąpi w moim baniaku będącego obecnie nie do kupienia Lethrinops lethrinus. Patrzyłem i widziałem Otopharynx granderus ale mimo, że 2-krotnie szukałem co to za stwór, to jakoś nie znalazłem, że to mój dawno wymarzony Placidochromis sp. "blue otter" ;). Tak wiec, precz z lupami i niech żyje filogenetyka molekularna, byle by się streszczała i jeszcze za mojego życia pozwoliła mi się przekonać, że można mieć cennik tożsamy z nazewnictwem w najlepszych bazach ryb :D.

Opublikowano

Niestety.... Filogenetyka na początek wiecej zamiesza. Skoro Ci Japończycy chcieli się wziąć za Malawi i do tej pory nie zrobili tego, zatem cos musiało im stanąć na przeszkodzie.


Filogenetyka mie usystematyzuje odmian bo one często nie maja pokrycia genetycznego na szersza skale niż np jeden gen,P. Weźmy choćby kolor. Czasami za niego odpowiada tylko jeden gen. Jedna mutacja tego genu i masz zamiast Kadango inna odmianę.


Wydaje mi się, ze aby zrobić porządek z nazwami handlowymi i odmianami to należałoby zwołac konferencje Malawistow. Taki sobor koło Malawi:) na którym raz na zawsze zapadałyby decyzje


Albo lepiej: powołać zespół standaryzacyjny. To na prawdę działa w wielu dziedzinach (np. W informatyce jest masa grup standaryzacyjnych i to działa, np w3c, JADEC)


A nie ze jeden ustala tak a inny siak, a społeczność się dzieli.


Wydaje mi się tez, ze nazwy naukowe moga byc rdzeniem, a handlowe dodatkiem. Właśnie tym w cudzysłowiu.


Ludzie namieszali. To teraz muszą odkręcić.


Moze jak baza danych KM wystartuje to cos się rozjaśni.

Opublikowano

Kiedyś rozmawiałem z właścicielem jednej z hodowli. Przekonywał mnie, ze Konings coś tam sobie wymyśla ale widzę, że i u niego w ofercie coraz więcej przemianowane jest zgodnie z Koningsem ). Istnieje bowiem grupa naukowców w których głos wsłuchuje się Konings ale tych naukowców słuchają także inni. Na początku jak zobaczyłem, ze afra stała sie zebroidesem a bardzo popularne Melanochromis stało się pseudotropheus to miałem co najmniej mieszane uczucia . Jednak gdy się wczytałem to faktycznie Tawil za pewne ma racje a smukłe Melanochromis takie jak np johannii czy cyaneorhabdos trafiły do tej grupy tak troszkę na oko. Melanochromis joanjohnsonae faktycznie też bardziej przypomina Labidochromis . Zupełnie nie pasuje mi za to mój Mylochromis spilostichus bo to ryba bardzo przypominająca któregoś z małych drapieżników takich jak Stigmatochromis czy Sciaenochromis no ale to wszystko na moje oko i to bez lupy :). Dlatego jeszcze kilka lat temu miałem duże nadzieje związane z japończykami i nie wykluczam, że badania trwają i skończa się jakimś naukowym tomiskiem, który spowoduje rewolucję w nazewnictwie. Czy jednak będzie zgoda w środowisku to nie wiem, pożyjemy zobaczymy.

Opublikowano

Wiesz co... Poszukam w bazach danych czy juz nie jest cos zsekwencjonowane.

-- dołączony post:

Omg !!! Trzymajcie mnie bo dzisiaj nie zasnę. !!!!


http://www.ncbi.nlm.nih.gov/Traces/sra/?study=ERP002088


W skrócie!!! Sekwencjonuja i to na duża skale. Nie moge teraz wszystkiego wkleić ale jest cała masa Gatonkow w tym Copadichromis borleyi. Mało tego te dane sa publicznie dostępne i moge je jutro sciągnąć i złożyć sobie Genom borlejka :) bezcenne :) będę go mial przed tym jak bedzie w akwarium. Sekwencje uzyskuje sie we fragmentach bo nie ma technologi sekwencjonowanie całego DNA w jednym kawałku. Sa to fragmenty po 100-250 par zasad i należy jeż złożyć przy pomocy mega wydajnych komputerów. Przypadkowo mam taki :)


I powiem Wam ze nie byle centrum sie za ten projekt wzięło.... Tozto Welcome Trust.... Aż jestem w szoku.


Panowie.... Najprawdopodobniej najlepsze centrum genetyczne na świecie wzięło soę za sekwencjonowanie ryb z Malawi ! Jest to powód do dumy.


Z tego co widzę to genomy nie sa duze. Dane wielkości 5GB to nic w porównaniu do tego co mam na codzień (ponad 100GB)


Chyba mam robotę na wakacje :)


Także Panowie, z tego co widzę to dzieje się ostro. Obecinie sekwencjonije sie wszystko bo cena na prawdę jest przyzwoita. U mnie w labie sekwencjonowali ostatnio DNA krów ze srednidniowiecza.......


Szykujcie się na rewolucję w systematyce :)

  • Dziękuję 1
Opublikowano

Spokojnie , spokojnie mają co robić bo to 800-900 gatunków ;) ale cieszy, że to jednak trwa i że wziął się za to nie byle kto ;).

Opublikowano

A tutaj ciekawy art:

http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3357950/#!po=41.0714


Rys 3 jest ciekawy.

Widac ze w Mbuna jest np Lethrinops:) a Copadichromis jest rozbity. Oni badali fragment mitochondrialnego DNA. jak przeczytam to się podzielę co tam wywnioskowali.


Takich art jest pewnie dziesiątki. Obiecuje ze je przeczytam i zdam relację. Teraz muszę ochłonąć. Rano ściągnę dane C. borleyi i postaram się na szybko je złożyć . Pewnie zakończy się to fiaskiem. Ale mam jeden pomysł jak sobie pomóc:) muszę znaleźć sekwencje referencyjna jakiejś blisko spokrewnionej ryby, której sekwencja jest poznana.

Dopiero Złożone genomy można poddać analizie filogenetycznej, ale do daaaaaleka droga:). Jednakże złożenie genomu to nie lada trudna sprawa, szczególnie jak jest dużo sekwencji powtórzonych. Ryby na szczescie nie maja ich jakoś szcżegolnie dużo. Tzn jeśli zapewne 40% można uznać że nie jest to dużo. Prawdziwe wyzwanie to genomy roślin. Tam sekwencje powtórzone stanowią czasami niemal cały (oczywiscie upraszczając) genom.


No nic, zobaczymy co w tych artykułach siedzi.

  • Dziękuję 6
Opublikowano

W skrócie... Ten art. zlinkowany przeze mnie jest niby ciekawy, ale czasopismo nie ma nawet impact factora, czyli miary wpływu na dziedzinę nauki (w uproszczeniu). Nie ufałbym takiemu art za bardzo.

Znalazłem inne.

W skrócie: rzeczywiście jest niezły genetyczny "bajzel" w jeziorze Malawi :)

Dla mnie najciekawszy jest fakt, że analiza tzw. pętli D w mitochondrialnym DNA daje inne wyniki niż analiza jądrowego DNA (pochodzącego z jądra komórkowego, a nie z jąder :)


Najlepiej będzie napisać taki prosty art/relacje z tego co w trawie piszczy, czyli co w świecie naukowym o pyszczakach z Malawi się pisze. Na razie nie wiem kiedy.... Jest sporo tych art i są bardzo intrygujące.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.


  • Posty

    • Aristochromis christyi – to jedyny przedstawiciel rodzaju Aristochromis o charakterystycznym kształcie pyska, który przypomina dziób drapieżnego ptaka lub jak pisze Ad Konings „arystokratyczny nos”. To właśnie temu wyjątkowemu kształtowi pyska zawdzięcza on swój przydomek – Jastrząb z Malawi. Fot. Łeb dorosłego samca Aristochromis christyi z profilu. Gatunek ten występuję w całym jeziorze głównie w strefie przejściowej. Osiąga dość znaczne rozmiary, samiec dorasta do ok. 30 cm., samica jest nieco mniejsza i osiąga 25 cm. Jest typowym rybożercą, a jego menu składa się głównie z przedstawicieli ryb z grupy "Mbuna". Osobliwa budował pyska przystosowała Aritochromis  do chwytania znacznych rozmiarów ryb stanowiących nawet 1/3 długości jego ciała. Fot. Ukazuje rozmiar „paszczy” dorosłego osobnika Dymorfizm płciowy u tego gatunku jest bardzo wyraźny ale dopiero u dorosłych ryb młode wyglądają identycznie – srebrzyste ciało z charakterystyczną wyraźną skośną czarną pręgą. Dorosłe osobniki jak już wspomniałem różnią się znacznie, jeżeli chodzi o kolorystykę samice pozostają podobne do młodych, może trochę ciemnieją ale wydaje mi się, że jest to bardziej cecha konkretnego osobnika i diety. Samce natomiast z wiekiem nabierają coraz więcej niebieskiego odcienia, który zaczyna od głowy „rozlewać” się na resztę ciała choć pełne wybarwienie osiągają dopiero w okresie zalotów i tarła. Dodatkowo u samców wydłużaniu i zaostrzeniu ulegają płetwy – grzbietowa posiadająca mnóstwo pomarańczowych plam, której górną krawędź okala biło-pomarańczowy pas i odbytowa, która dodatkowo zabarwia się na kolor pomarańczowy z wyraźnymi białymi atrapami jajowymi. Fot. Młode osobniki, które już przy rozmiarze ok. 9 cm. wykazywały rywalizację wewnątrzgatunkową. Fot. Dorosły samiec.   Fot. Dorosła samica.   Opisywany gatunek nie należy do szybkich pływaków, preferuje polowanie z zasadzki w dość osobliwy sposób. W trakcie polowania ustawia się głową w dół i bokiem do potencjalnej ofiary, potrząsa przy tym ciałem co ma imitować ranną lub chorą rybę. W momencie kiedy nieuważna ofiara zbliży się zbyt blisko do „Jastrzębia” następuje błyskawiczny atak, a duże i silne szczęki nie dają jej żadnych szans. Fot. Dorosły samiec „wiszący” w toni i przygotowujący się do ataku.   Pierwszy raz młode Aristochromis zobaczyłem „na żywo” w 2005 r. na giełdzie akwarystycznej w Łodzi przy. ul. Św. Teresy. Zaraz po powrocie do domu zacząłem czytać na temat tego gatunku ale szybko okazało się, że z uwagi na rozmiar osiągany przez rybę nie będę w stanie zapewnić jej odpowiedniej przestrzeni. Jednak już wtedy wiedziałem, że kiedyś będę cieszył się widokiem Jastrzębia z Malawi siedząc we własnym fotelu. Jako, że w akwarystyce cierpliwość to ponoć podstawa, stadko sześciu młodych około 6 centymetrowych Aristochromis christyi trafiło do mnie w kwietniu 2017 r. Młodzież trzymała się razem do osiągnięcia ok. 9-10 cm. Ryby karmione były sztucznymi pokarmami premium i raz w tygodniu mrożonymi krewetkami, zresztą tak jest do obecnej chwili. Gatunek ten rośnie zdecydowanie wolniej niż inne popularne wśród akwarystów drapieżne pielęgnice z jeziora Malawi. W tym okresie zaczęła uwidaczniać się umiarkowana agresja wewnątrz gatunkowa i odtąd ryby wolały przebywać pojedynczo w różnych miejscach zbiornika. Zarówno u młodych jak i dorosłych ryb nie zaobserwowałem znaczącej agresji w stosunku do innych gatunków, nawet podczas tarła samiec był dużo spokojniejszy niż przedstawiciele rodzaju Nimbochromis czy Dimidiochromis.   Fot. Dorosły samiec podczas karmienia mrożonymi krewetkami „z ręki”. W grupie zdecydowanie szybciej rosły samce, których jak się okazało były dwie sztuki i przy rozmiarze 13 cm. byłem ich już pewny, a przy około 15 cm. dokonałem redukcji stada zostawiając w zbiorniku parę, która w zdrowiu pływa w nim po dziś dzień. Fot. Para dorosłych Aristochromis christyi. Para dość regularnie podchodziła do tarła jednak pierwsze trzy razy samica nie donosiła ikry i wypluwała ją po kilku dniach ale z czasem udało się jej dochować młode. W czasie tarła samiec oczyszcza dno z grubszych frakcji i kopie krater średnicy ok. 30 cm., do którego wabi samicę i tam dochodzi do tarła. Tak jak wcześnie już wspominałem samiec podczas tarła nie był zbyt zaborczy ani dla samicy ani dla innych gatunków i to pomimo faktu, że mój zbiornik jest zbyt mały dla Aristochromis w obsadzie wielogatunkowej ale o tym później. Fot. Samiec podczas przygotowywania tarliska. Moje wnioski na temat Aristochromis christyi oparte zostały na prawie pięcioletnim już okresie obserwacji tego gatunku w moim standardowym 720 l. W tym miejscu muszę wyraźnie zaznaczyć, że jest to zbiornik zdecydowanie za mały by trzymać Aristochromis w obsadzie wielogatunkowej tym bardziej, że jedynymi (z uwagi na rozmiary i dietę) słusznymi towarzyszami dla niego są inni silni przedstawiciele drapieżników z jeziora Malawi, np. z rodzaju: Buccochromis, Champsochromis, Dimiodiochromis, Nimbochromis czy Tyrannochromis. Nie byłbym jednak sobą gdybym nie pochwalił się sukcesem w zbudowaniu relatywnie zgodnej obsady wielogatunkowej złożonej obok Aristochromis z kilku gatunków z ww. rodzajów drapieżników. Moim zdaniem podstawą budowania zgodnej obsady jest zakup młodych ryb w jednym momencie co pozwoli im przyzwyczaić się do siebie, „nauczyć” się dzielić zbiornik i ustalać hierarchię w miarę wzrostu. Niewątpliwe jednak wiele też zależy od czynnika, na który żaden malawista nie ma wpływu czyli „charakteru” poszczególnych osobników w obrębie danego gatunku. Co do zasady nie zalecam jednak budowania wielogatunkowej obsady wokół Aristochromis christyi w zbiorniku 720 l. Uważam, że za minimum należy tu przyjąć zbiornik o wymiarach 250 x 70 x 70 cm. Natomiast zbiornik 200 x 60 x 60 cm. z całą pewnością można uznać za wystarczające zaplecze dla stworzenia jednogatunkowej obsady z Aristochromis christyi, oczywiście w układzie z jednym samcem. Fot. Dorosły w pełni wybarwiony samiec. Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że jest to jeden z moich ulubionych gatunków spośród drapieżników z jeziora Malawi i zawsze będę go brał jako pewniaka budując w przyszłości obsady moich zbiorników. Mam nadzieję, że również Wam udzieli się mój podziw i sympatia dla Jastrzębia z Malawi i ryba ta „padnie” wyborem każdego malawisty, który dysponuje odpowiednio dużym akwarium.   Literatura: Konings A., 2003. „Back to Nature”.  Przewodnik po świecie pielęgnic z Malawi.  Konings A., 2016. „Malawi cichlids in their natura habitat” 5rd Edition. Cichlid Press, El Paso, USA. Łątka L., Sierakowski W., 2018. “Pielęgnice jeziora Tanganika i Malawi”. Wydanie pierwsze. Angraf, Piła.  
    • A nie zabaczyłeś, że jesteś na forum ryb z j. Malawi nie z Tanganiki? Polecam forum tanganiki, tam na pewno otrzymasz rzetelną informację.
    • Witam wpadłem na pomysł żeby przerobić moje 100l pod gatunki z Tanganiki. Kupiłem skały ‘elephant skin’ i ułożyłem małą konstrukcje w jednym z rogów. Dolożylem trochę roślin dla lepszego efektu wizualnego Microsorium Pteropus i Anubias barteri.  Reszta to drobny jasny piach i kupiłem około 25 wielkich muszli po ślimakach escargot- Helix pomatia(jeszcze nie dojechały). Plan jest taki żeby obsadzic parą Julidochromis transcriptus i kupić około 6 Neolamprologus multifasciatus, Jakieś sugestie, przeciwskazania co do obsady? Samo akwarium jakieś uwagi ? Filter oase 200 thermo, lampa chichiros b series. TDS wody kranowej 388pp.    (zdjęcia zrobione kilka minut po zalaniu) Pozdrawiam.      
    • A czemu nie ?  Ja bardzo dużo piszę codziennie zawodowo i nie mam już siły i przede wszystkim czasu na pisanie dla przyjemności 🤷‍♂️ Dlatego dla mnie osobiście spotkanie/spotkania to najważniejsze daty w kalendarzu... Szkoda, że jest nas na spotkaniach mniej, dlatego zachęcam każdego do przyjazdu tym bardziej, że jest dobre połączenie PKP z Prudnikiem. Zawsze będę mógł opowiedzieć o swoich doświadczeniach z drapolami choć nie wiem czy faktycznie kogoś to interesuje. Poszukam tez i wrzucę na KM krótki artykuł, który poczyniłem kilka lat temu w tym zakresie na przykładzie Aristochromis christyi, ukazał się on co prawda jedynie w języku angielskim ale mam gdzieś pewnie "rękopis".
    • A czemu nie tu? Wiele razy rozmawialiśmy, nie tylko w Pokrzywnej, ale nie jest moją rolą pisanie tutaj na temat funkcjonowania Twojego akwarium z drapolami😉
    • Wszyscy mają racje aaaale nie do końca 😉 ale na szerszą rozmowę zapraszam na spotkanie do Pokrzywnej ☝️😁 PS. @pozner z tego co ja pamiętam to byłeś przy wielu moich rozmowach właśnie w Pokrzywnej ale widocznie tylko ja byłem trzeźwy 😁😉🤣
    • Nie miałem nigdy poważnych drapoli w akwarium, ale moje doświadczenia z non mbuna oraz z pielęgnicami z Ameryki centralnej mówią że dobrym środkiem do rozładowywania agresji jest mocne przerybienie. Często propozycje obsad na tym forum czy w książce Wojtka Sierakowskiego mogą mieć rację bytu tylko do pewnego momentu. 13 ryb w 1400l to niezbyt wiele w moim odczuciu. Jakie są wasze doświadczenia w tej kwestii z drapolami?
    • To prawda Regulowałem już kilka razy, ale w środku - pod szafką jakiś czas temu założyłem jeszcze drugi, mały zbiornik, 112lz pokrywą, przez to szafka jest dość często otwierana, a czasami nawet częściowo otwarta przez kilka h. Dodam, że ten sposób prowadzenia akwarium nie jest zbyt wygodny przy serwisie, więc nie polecam a szafkę bym musiał regulować w prawie każdy weekend 
    • Bardzo ładny baniak, konkret. Jedyne do czego się można przyczepić do regulacja drzwiczek pod nim 😅
    • @S_owa dzięki za super aktualizację  Wyjątkowo mnie cieszy, bo Twoja kronika zainspirowała mnie do wystartowania akwarium z drapieżnikami. Z takich predatorów kalibru XXL mam u siebie tylko samca Aristo. Zakładam, że moje akwarium finalnie może być dla niego za małe, ale postanowiłem sprawdzić co z tego wyjdzie przy założeniu, że będzie to tylko samiec bez partnerek do harcowania. Jak na razie spokojnie sobie rośnie i nie doskwiera innym lokatorom. Ku mojemu zaskoczeniu w składzie mieszkańców, najbardziej upierdliwy dla wszystkich jest samiec Stigmatochromis Tolae. Miałem 2 samce i 2 samice. Niestety przez niefortunny wypadek jedną samicę straciłem, druga nie wytrzymała presji dwóch samców 😕 Jednego samca sprzedałem bo mi było go już szkoda i ten ostatni, który pozostał potrafi być jak taka końska mucha na łące. Dokucza wszystkim. Ma swoją norę pod kaseciakiem i jego jedynym celem życiowym jest wyganianie wszystkich z tamtego rejonu. Potrafi dać popalić 1,5 razy większemu Nimbochromisowi Polistigma... Będę go musiał usunąć bo mnie już denerwuje.  Zazdroszczę widoku pielęgnującej maluchy samicy Nimbo. Nigdy nie spotkałem się z takim widokiem u moich pyszczaków.  Pozdrawiam 👋
  • Tematy

  • Grafiki

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.