Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Witam.

Właśnie mijają 3 miesiące od dnia skompletowania mojej obsady. W ciągu tego czasu zebrało się parę obserwacji, które moim zdaniem warto by opisać. Poza tym fajnie by było prowadzić taki pamiętnik po prostu ku pamięci.

Na początku wyglądało to tak:

IMG_6252.thumb.JPG.ed13289d81759a2c95b2b7e68fe50f1e.JPG

A potem pojawiły się okrzemki i rybki

IMG_6269.thumb.JPG.a2ee27901c2d2e859902610602068a85.JPG

 

Pierwsze rybki trafiły do mnie 28.12.2020 r. od hodowcy z Łodzi, p. Macieja. Jak pisałem w którymś poście, p. Maciek prowadzi część swojej hodowli w mieszkaniu. Razem z żoną są pozytywnie ”zakręceni” w temacie malawistyki. W mieszkaniu naliczyłem kilkanaście zbiorników, choć w części z nich panowało tzw. „przerybienie kontrolowane”.  I tak trafiło do mnie 10 szt. Cynatilapii zebroides red top Likoma oraz 5 szt.  Chindongo Saulosi.

6-go stycznia 2021r.  trafiły do mnie kolejne rybki: 5 szt saulosków i 5 szt maingano. Tym razem były to rybki od lokalnego, włocławskiego hodowcy-amatora. Ze względu na pandemię rybki dostałem w woreczku, przez drzwi, bez możliwości obejrzenia ich w akwarium. Po wpuszczeniu ryb do zbiornika od razu rzucał się w oczy największy osobnik – wybarwiający się właśnie samiec Saulosi. Niestety, posiadał zniekształcona płetwa grzbietowa. Gdybym miał możliwość wcześniej go zobaczyć, to na pewno bym go nie wziął.

Kolejna partia rybek to 10 szt. Chisumulu chisumulae od p. Dariusza Gaży z Żor. Rybki trafiły do mnie 10-go stycznia 2021 r.  dzięki uprzejmości kierowcy z BlablaCara p. Artura. Jeżeli chodzi o p. Dariusz to polecam zakupu u niego. Rybki dotarły w dobrej kondycji, dobrze zabezpieczone no i dobry kontakt ze sprzedającym.

I tak, w przeciągu trzech tygodni udało się skompletować całą obsadę.

Pierwsze wrażenia

Po wpuszczeniu do akwarium pierwszej partii rybek (cynki i sauloski), wszystkie trzymały się bardzo blisko siebie mimo, że do pływania miały jeszcze dużo miejsca. Następnego dnia ławica podzieliła się na dwie. Jedną stanowiły Saulosi, drugą cynki. I tak pływały przez kolejne dwa dni. Potem stadka rozdzieliły się i każda rybka pływała sobie sama. Jeżeli chodzi o jakość rybek to nie mam nic do zarzucenia, mimo że jedna, najmniejsza Cynka padła mi po ok. 4 tygodniach.

Druga partia (sauloski i maingano) nie wykazywała jakiejkolwiek potrzeby zbijania się w ławicę. Szybko rozpłynęły się po akwarium i sauloski stały się nie do rozróżnienia jeżeli chodzi o partię. Poza tym największym, oczywiście, którego odróżniało jeszcze jego zachowanie. Otóż całymi dniami pływa z nosem przy szybie w prawo-lewo, w górę-dół, w prawo-lewo, w górę-dół. I tak non stop. Jedynie podczas karmienia zmieniał swój rytuał, po czym zaraz do niego wracał. Mam jeszcze 3 zbiorniki i nigdy nie nadawałem rybkom żadnych imion, ale jak córka go zobaczyła to stwierdziła, że „osobnik ten zachowuje się jakby miał downa”. No i tak zostało: dostał ksywę Dałnek. Bo mu się po prostu należało. (Jeżeli obrażam kogoś taką ksywą dla rybki to z góry przepraszam. Nie to jest moim zamiarem).

Dałnek wygląda tak:

IMG_6466.thumb.JPG.d072cea00ae6f25807357686a2a30100.JPG

 

Trzecia partia (Labidochromis chisumulu) również nie wykazywała żadnej tendencji do zbijania się w grupę. Myślę, że przy pierwszej partii był to efekt znacznego przerybienia u hodowcy w zbiornikach z młodzieżą. Były przyzwyczajone pływać w ławicy i tak też się początkowo zachowywały, dopóki nie odezwała się natura.

Po miesiącu obserwacji

 Żeby było ciekawie, jak w akwarium jest Dałnek, to musi być też i Dupek. Dupek to drugi samczyk Saulosi, który zaczął się wybarwiać. I jak na typowego dupka przystało był bardzo strachliwy. Jak jakakolwiek inna rybka chociażby koło niego przepływała, ten zaraz się wycofywał. Znalazł sobie miejsce pod liściem Anubisa i często tam przesiadywał, mimo tego, że Dałnek cały czas odprawiał swoje rytuały i wcale się nim nie interesował. Dupek wygląda tak:

IMG_6344.thumb.JPG.0fc3462fc2ea40722b3c663b55e7796d.JPG

 

Następny saulosek, który zaczął się wybarwiać dostał ksywę Hormon. Ten to już zupełnie przeszedł samego siebie. Tańce godowe odprawiał zarówno przy Dupku jak i Dałnku, nie pomijając oczywiście reszty żółtych jeszcze saulosków. Upatrzył sobie rewir nad kamieniem po lewej stronie akwarium i bronił go przed wszystkimi jak dziewica niepodległości. Po prostu jeden wielki buzujący hormon. W tym samy czasie reszta saulosków (oprócz jednego najmniejszego) zaczęła dziwnie czarnieć na płetwach grzbietowych i dostawać ciemnych pasów. Zacząłem się już obawiać, że trafił mi się układ 9:1 i z Hormonem jest coś nie tak. No, ale teraz wszystko jest ok. Po prostu mam 6 samiczek, które nazwałbym „brudnymi”. Hormon wygląda tak:

IMG_6477.thumb.JPG.c7974c7991fa055dddec6a601eeb2cc7.JPG

 

Jeżeli chodzi o cynki, to początkowo wszystkie jednolicie ubarwione na kolor ni to szary, ni to brązowy. Z czasem zaczęły pojawiać się na nich pionowe pasy, które o dziwo raz były bardzo widoczne, a raz zupełnie rozmyte. Jedna, największa była o wiele ciemniejsza niż pozostałe, więc stawiałem, że będzie to samiec. No ale się pomyliłem. Na samca wybarwiła się rybka średniej wielkości, której mógłbym nadać ksywę Dupek II. Też jest jakaś strachliwa. Na razie u reszty ryb płeć trudna do odróżnienia. Niestety, nie udało się zrobić mu zdjęcia.

IMG_6426.thumb.JPG.00164a0c5bd743657829f2cc654aaae4.JPG

IMG_6402.thumb.JPG.ea909a19356ce63702dbdae3af95436a.JPG

 

Podobnie ma się rzecz z Labidochromisami chisumulu. Część ma pionowe pasy, część nie, raz pasy są wyraźne, innym razem rozmyte, ledwo widoczne. Płeć nie do odróżnienia.

IMG_6455.thumb.JPG.6271214012b347c3b52b47c69752a1e2.JPG

 

A maingano? „Koń, jaki jest, każdy widzi” cytując słowa ks. Benedykta Chmielowskiego z „Encyklopedii” sarmackiej. Niewiele mam tu do napisania poza tym, że bardzo mi się podoba.

Po trzech miesiącach

 Najmniejsza samica, z jednolitym żółtym kolorem niedługo zostanie mamą.

IMG_6459.thumb.JPG.1abc39b961e5a965666f507bea4c26de.JPG

A zgadnijcie kto będzie tatą? Nie, wcale nie Hormon, tylko Dałnek. Wiem, bo miałem przyjemność obserwować tarło. Zdziwiły mnie trzy rzeczy. Pierwsza to wiek rybek: myślałem, że jeszcze na tarło trochę poczekam, a tu proszę… Druga to to, że tarło wcale nie odbyło się na płaskim kamieniu, tylko na prawie pionowej skałce z prawej strony akwarium (na zdjęciu kawałek tej skałki widoczny jest po lewej stronie). No i trzecia rzecz, niepokojąca, to to, że po odbytym tarle wszystkie rybki zaczęły dziwnie prześladować tą samiczkę. Po dwóch tygodniach ma poobgryzane części płetw i większości czasu spędza przy powierzchni pod liściem kryptokoryny.  Niestety, na piąty zbiornik nie ma już miejsca. Na dzień dzisiejszy układ 3:7. Jeżeli chodzi  wybarwienie samców, to wygląda to tak, jakby każdy był z innego gatunku. Najbardziej nietypowo wygląda Dałnek, ale ma w sobie coś takiego, że teraz na pewno bym go nie zamienił.

Ogólnie: jak na razie zachowanie w miarę spokojne. Dałnek przejął w posiadanie 2/3 akwarium po prawej stronie a Hormon 1/3 po lewej. Dupek okupuje teraz górny środek pod liściem kryptokoryny pozwalając od czasu do czasy zadomowić się tam inkubującej samicy. Dałnek często wpływa na teren Hormona, ale go nie zaczepia, natomiast jak Hormon wpłynie na teren Dałna to zaraz dostaje bęcki. Generalnie trzymają się bliżej dna, a samiczki pływają raczej po całym akwarium.

Samczyk cynki dalej strachliwy, ale w kilka, kilkanaście sekund potrafi z bladej rybki przekształcić się w coś rewelacyjnego. Dostaje intensywnych, wyraźnych i żywych kolorów. Żółta płetwa grzbietowa świetnie kontrastuje z prawie czarnym i niebieskim. Zupełnie jak na zdjęciach oglądanych w necie. Po prostu extra. Jak na razie nic się nie zmienia: prawdopodobny układ to 1:8. Mimo, że samczyk ładnie się wybarwia nie zauważyłem żadnych zachowań godowych. Być może jest jeszcze za słaby, aby zawalczyć z sauloskami o swój kawałek dna i wykopać jaskinię? Zobaczymy. Samiczki bardzo zlewają się z kamieniami, na których zadomowiły się okrzemki. Cynki trzymają się strefy środkowej akwarium i jeszcze nie widziałem, żeby skubały kamienie. Natomiast rewelacyjnie radzą sobie z nicieniami zwanymi „banana Worms”. Są to takie malutkie robaczki ok. 1 mm długości. Karmiłem nimi narybek pielęgnic z Am. Płd. i z ciekawości wlałem sporą porcję do pyszczaków. Inne ryby łykają robaki, gdy te bezpośrednio przepływają im przed pyskiem. U cynek jest zupełnie inaczej. Widać takie aktywne poszukiwanie i polowanie. Gdy robaszki rozpłyną się już po całym akwarium, cynki potrafią je wyłapywać z prędkością 2 szt/s, przy czym innym rybkom złapanie robaka zajmuje średnio 3-4 s.  Sprawdzałem to dosłownie z zegarkiem w ręku. Natomiast średnio interesują się ogórkiem.

Z kolei za ogórkiem przepadają sauloski i chisumulu. Oczywiście pierwszy zawsze je Dałnek, potem Hormon, a potem kto pierwszy ten lepszy z klanu chisumulu. Samczyki często się odpędzają. Maingano również interesują się ogórkiem, ale raczej nie odpędzają od niego innych rybek. Zawsze wyjadany jest środek ogórka, ten z pestkami. Gdy już go zabraknie zainteresowanie spada, ale zawsze któraś tam coś skubie. Rybki nie lubią cukini. Zainteresowanie brokułami oceniłbym na średnie. Nie interesują się też lotosem, anubiasem i kryptokorynami.

IMG_6395.thumb.JPG.cacbb4a78854803eefbe3aa8e4dafdf2.JPG

IMG_6418.thumb.JPG.8ceebde5cacd7c1ccf56578085c8bea8.JPG

 

Pięknie wybarwiły się dwa samce labidochromisków, przy czym są jeszcze dwaj pretendenci do tego stanu. Najprawdopodobniej mam układ 4:6. Jak na razie nie ma agresji, chociaż kilka razy odbywały się „walki kołowe” dominatorów, do których  próbował dołączać trzeci samczyk. Bezprym pisał, że w jego zbiorniku „rolę policjanta” odgrywała Cynotilapia sp. hara, a u mnie taką rolę spełnia Dałnek. Jak labidoski zaczynają wojować, ten przepływa sobie centralnie przez środeczek, a że jest od nich dwa razy większy, to od razu „pilotom” przechodzi ochota na kołowanie. Moje Chisumulu trzymają się dna akwarium i często pływają między kamieniami, chociaż nie wpływają do grot. Lubią też nosami grzebać w piachu. Są teraz najmniejsze ze wszystkich rybek i mam wrażenie, że rosną bardzo powoli. Bardzo ładnie wyglądają na tle „okrzemkowych” skał.

No i na koniec maingano. Tak naprawdę, to niewiele mogę o nich napisać, poza tym, że jak dla mnie to jeżeli chodzi o kolorystykę, są to najładniejsze rybki. Trafiły do mnie jako największe ze wszystkich. Teraz wielkością ustępują sauloskom. Dwie sztuki z dużym udziałem ciemnego granatu, trzy sztuki z udziałem mniejszym. Jakiś czas temu jedna rybka inkubowała, ale od kilkunastu już dni w ogóle jej nie widzę. Nie znalazłem też trupka, więc może ukrywa się przed agresją ziomków? Nie wiem. Generalnie rybki mało widoczne. Nie powiem, że nieruchliwe, bo pływają jak nakręcone, ale często pływają między kamieniami i ganiają się po grotach. Na inne rybki praktycznie nie zwracają uwagi, chociaż często popadają w konflikt z Dałnkiem, gdy za blisko podpłyną jego kamienia. Generalnie poza urodą niczym innym nie powalają.

Podsumowanie???

Mimo pewnych kłopotów przy zakładaniu  zbiornika i mnóstwa pracy jaką w to włożyłem uważam, że jest to najlepsze akwarium ze wszystkich jakie posiadam. Jak na razie jest najmniej obsługowe: nie ma problemu z parametrami wody, nie trzeba nic zmiękczać,  nic zakwaszać, nie ma problemu z roślinami (bo praktycznie ich tam nie ma). Rybki o żywych, wyraźnych kolorach. Jeden z moich znajomych określił, że wygląda prawie jak na rafie. Fajnie. Jak na razie widzę tylko jedną wadę, która mnie trochę denerwuję. Jest to mianowicie żarłoczność pyszczaków.  Podczas karmienia mam nieodłączne wrażenie, że karmię piranie. Za żarciem to prawie z wody wyskakują. Ale cóż, to się pewnie już nie zmieni.

Generalnie: szkoda, że tak późno zwróciłem uwagę na ten biotop.

PS. Ostatnio tyle napisałem na maturze, 28 lat temu.

Edytowane przez Bartek_De
  • Lubię to 7
Opublikowano
Godzinę temu, WojtekW napisał:

A potem pojawiły się okrzemki

Te glonki na kamieniach, to raczej nie okrzemki. Na moje oko, to chyba krasnorosty ;)👍

Opublikowano

Do moderatorów: Czy mogę prosić o usunięcie ostatniego zdjęcia. Wstawiło mi się dwa razy i nie potrafię sobie z tym poradzić. Dzięki.

Opublikowano
16 godzin temu, WojtekW napisał:

Do moderatorów: Czy mogę prosić o usunięcie ostatniego zdjęcia. Wstawiło mi się dwa razy i nie potrafię sobie z tym poradzić. Dzięki.

Zrobione

  • Lubię to 1
  • 5 miesięcy temu...
Opublikowano

Mija prawie 9 miesięcy od startu mojego Malawi.

Miesiąc temu zrobiłem redukcję obsady i wątpliwości z nią związane zamieszczone są w wątku:

Obecnie pływają:

Saulosi - 1+5. Tutaj odnośnie redukcji miałem duży dylemat. Dałnek, jako bliżej nieokreślony mieszaniec Coral prezentował się jak dla mnie bardzo fajnie. Jak wspominałem, ubarwieniem przypominał trochę membe deep. Dupek, jak to dupek, wyglądał na typowego Sauloska. I tu problem: którego zostawić: tego ładniejszego, czy rasowego? Jako, że samce Saulosi nie bardzo interesowały się wpłynięciem do butelki i już byłem na skraju swojej cierpliwości, postanowiłem zdać się na ślepy los. No i pierwszy do butelki wpłynął Dałnek i to on poszedł do zoologa.

Cynotilapia red top Likoma - 1+8??? Tutaj układ się nie zmienił.

Labidochromis chisumulu chisumulae - 1+1 (+3) Tutaj zupełnie nie jestem pewien. Zostawiłem jednego samca, tego najbardziej wybarwionego i jedną pewną samiczkę. Pozostałe 3 to dla mnie zagadka, chociaż coraz częściej mam wrażenie, że jest wśród nich 1 samiec.

Maingano - 1+1. Tutaj postanowiłem, że z uwagi na urodę zostawię tylko jedną samiczkę. Jednak podobnie jak w przypadku Saulosi, tutaj też musiałem zdać się na ślepy los. Moja cierpliwość skończyła się z chwilą wyłowienia trzech sztuk i jak się okazało została mi inkubująca samica (od której 1 maluszek od paru dni pływa w szczelinie między kamieniami) oraz 1 samiec.

Aha, no i jeszcze nieustraszeni pogromcy glonów: hemlety, w ilości 8 sztuk, w układzie bliżej nieokreślonym.

I teraz obserwacje po redukcji:

Mimo, że odławiałem metodą "na butelkę", bez ganiania kasiorkiem, rozbierania skał i odlewania wody, to rybki od tego czasu zrobiły się bardzo płochliwe. Kiedyś wystarczyło ruszyć nogą a już wszystkie pływały przy przedniej szybie w oczekiwaniu na jedzenie.  Teraz, jak tylko zbliżam się od akwarium, od razu wszystkie chowają się za kamienie. A tak to wygląda, jak podchodzi i wskakuje na akwarium Zocha:

IMG_6606.thumb.JPG.9deb23fae4d5f4ac5943dc57914780d9.JPG

Cyk... i akwarium prawie puste.

Druga rzecz, to po redukcji objawiła się duża agresja zarówno wewnątrz jak i zewnątrz gatunkowa. Każdy gonił każdego, ale najbardziej dostawało się samicy Maingano i samicom Cynotilapii. Często próbowały ukryć się w pływających liściach kryptokoryny. Dlatego dorobiłem im dwie nowe skałki z otworami: pierwsza od lewej u góry przelotowa i druga, 1/3 długości od lewej, na dole. Ta ma 3 komory, dwie przelotowe i jedną nieprzelotową (taki trójkątny otwór). Wstawiłem też drewnianą rurkę, w której w innym akwarium tarły mi się glonojady. Ta też jest przelotowa.  I zauważyłem, że takie właśnie przelotowe, moje rybki preferują najbardziej, zwłaszcza samica Maingano i Cynotilapie.

IMG_6615.thumb.JPG.2ce8926ea90e707ba977842a911920bc.JPG

IMG_6616.thumb.JPG.c695b90380bf9929a085745b5ab14c8e.JPG

Teraz, po czterech tygodniach od redukcji w akwarium panuje względny jak na pyszczaki spokój. Jak zwykle najwięcej zamieszania wprowadzają Chisumulu. Samczyk próbuje trzeć się z samiczką, ale jakoś nie mogą sobie znaleźć spokojnego miejsca. W lewym dolnym rogu najczęściej przebywa samiec Saulosi, środkowe górne partie najczęściej patroluje samiec Cynotilapii, a Maingano nie ma jakoś swojego ulubionego miejsca. Prawą stronę akwarium okupują samice. I tak Chisumulu, jako najmniejsze, są cięgle przez kogoś przepędzane.

W artykułach o Cynotilapiach często było napisane, że samce kopią pod kamieniami groty, do których zapędzają samice podczas tarła. U mnie nic takiego nie zauważyłem. Samiec raczej trzyma się środkowych stref i nie pamiętam, żebym przyłapał go na kopaniu.  Natomiast dno mam całe poryte i przekopane. No i o dziwo, głównym kopaczem okazał się samiec Maingano.

IMG_6652.thumb.JPG.7df2e87646feee8d2b12982f65314961.JPG

A tak wygląda część mojej ferajny:

IMG_6628.thumb.JPG.4efa70e8cedf20e6a568dc1bf3e30676.JPG

IMG_6631.thumb.JPG.15e026e92d44eb9755a48a558b0a4370.JPG

IMG_6632.thumb.JPG.167c7bd1ed09d229ebb3fa882bf3a7bf.JPG

IMG_6692.thumb.JPG.b4f8a30bfcc875d350c391a5490f04a2.JPG

IMG_6593.thumb.JPG.613ad4b37fdbe2943fd2e16638d00ebe.JPG

IMG_6614.thumb.JPG.3142346369ae3e78356b2d857b5451f1.JPG

IMG_6619.thumb.JPG.cf78b2c0c65bac3627698f3142d2e008.JPG

IMG_6621.thumb.JPG.05fad6ca9dccf61fd0aeb6ec9ee175df.JPG

IMG_6623.thumb.JPG.bfb9e1bbb3cd36e62d15bbb1195a27a9.JPG

IMG_6624.thumb.JPG.e1ac8a20157c9d9274d5cc2d9a2e36e1.JPG

IMG_6659.thumb.JPG.25717e43863f6385a2c2d915bc0bb107.JPG

IMG_6662.thumb.JPG.148ed572848b564e1fbbc8bfb93f2869.JPG

IMG_6666.thumb.JPG.c06a1a5e9f12393492f628dbfed549c4.JPG

IMG_6672.thumb.JPG.98c7f37a3d501f1c9d1e07d2587f9dd6.JPG

IMG_6680.thumb.JPG.a7e9cc840ea562fabe3596e071a8826a.JPG

IMG_6687.thumb.JPG.215eece5cf05159429e2fd70fb86ac48.JPG

IMG_6690.thumb.JPG.81c6622bdf9f7019ef3a975215f6b2b1.JPG

Jak wcześniej pisałem, rybki oddawałem do sklepu zoologicznego. Po tygodniu wstąpiłem zobaczyć, czy rybki mają nowe domy i okazało się, że Maingano znalazły nabywcę już następnego dnia. Natomiast Dałnek zupełnie nie do poznania. Stracił wszystkie kolory, zbladł. Tak samo Chisumulu: zupełnie poznikały im niebieski pręgi i wydawało się, że wszystkie to samiczki. Wiadomo: nowe warunki, brak kryjówek (jak to w zoologu), itp. I mimo, że w akwarium rządziły, to widać było stres. Ale najśmieszniejsze jest to, że w przeciwieństwie do moich, chętnie podpływały do szyby. Poznały mnie, czy co????

  • Lubię to 5

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.


  • Posty

    • Aristochromis christyi – to jedyny przedstawiciel rodzaju Aristochromis o charakterystycznym kształcie pyska, który przypomina dziób drapieżnego ptaka lub jak pisze Ad Konings „arystokratyczny nos”. To właśnie temu wyjątkowemu kształtowi pyska zawdzięcza on swój przydomek – Jastrząb z Malawi. Fot. Łeb dorosłego samca Aristochromis christyi z profilu. Gatunek ten występuję w całym jeziorze głównie w strefie przejściowej. Osiąga dość znaczne rozmiary, samiec dorasta do ok. 30 cm., samica jest nieco mniejsza i osiąga 25 cm. Jest typowym rybożercą, a jego menu składa się głównie z przedstawicieli ryb z grupy "Mbuna". Osobliwa budował pyska przystosowała Aritochromis  do chwytania znacznych rozmiarów ryb stanowiących nawet 1/3 długości jego ciała. Fot. Ukazuje rozmiar „paszczy” dorosłego osobnika Dymorfizm płciowy u tego gatunku jest bardzo wyraźny ale dopiero u dorosłych ryb młode wyglądają identycznie – srebrzyste ciało z charakterystyczną wyraźną skośną czarną pręgą. Dorosłe osobniki jak już wspomniałem różnią się znacznie, jeżeli chodzi o kolorystykę samice pozostają podobne do młodych, może trochę ciemnieją ale wydaje mi się, że jest to bardziej cecha konkretnego osobnika i diety. Samce natomiast z wiekiem nabierają coraz więcej niebieskiego odcienia, który zaczyna od głowy „rozlewać” się na resztę ciała choć pełne wybarwienie osiągają dopiero w okresie zalotów i tarła. Dodatkowo u samców wydłużaniu i zaostrzeniu ulegają płetwy – grzbietowa posiadająca mnóstwo pomarańczowych plam, której górną krawędź okala biło-pomarańczowy pas i odbytowa, która dodatkowo zabarwia się na kolor pomarańczowy z wyraźnymi białymi atrapami jajowymi. Fot. Młode osobniki, które już przy rozmiarze ok. 9 cm. wykazywały rywalizację wewnątrzgatunkową. Fot. Dorosły samiec.   Fot. Dorosła samica.   Opisywany gatunek nie należy do szybkich pływaków, preferuje polowanie z zasadzki w dość osobliwy sposób. W trakcie polowania ustawia się głową w dół i bokiem do potencjalnej ofiary, potrząsa przy tym ciałem co ma imitować ranną lub chorą rybę. W momencie kiedy nieuważna ofiara zbliży się zbyt blisko do „Jastrzębia” następuje błyskawiczny atak, a duże i silne szczęki nie dają jej żadnych szans. Fot. Dorosły samiec „wiszący” w toni i przygotowujący się do ataku.   Pierwszy raz młode Aristochromis zobaczyłem „na żywo” w 2005 r. na giełdzie akwarystycznej w Łodzi przy. ul. Św. Teresy. Zaraz po powrocie do domu zacząłem czytać na temat tego gatunku ale szybko okazało się, że z uwagi na rozmiar osiągany przez rybę nie będę w stanie zapewnić jej odpowiedniej przestrzeni. Jednak już wtedy wiedziałem, że kiedyś będę cieszył się widokiem Jastrzębia z Malawi siedząc we własnym fotelu. Jako, że w akwarystyce cierpliwość to ponoć podstawa, stadko sześciu młodych około 6 centymetrowych Aristochromis christyi trafiło do mnie w kwietniu 2017 r. Młodzież trzymała się razem do osiągnięcia ok. 9-10 cm. Ryby karmione były sztucznymi pokarmami premium i raz w tygodniu mrożonymi krewetkami, zresztą tak jest do obecnej chwili. Gatunek ten rośnie zdecydowanie wolniej niż inne popularne wśród akwarystów drapieżne pielęgnice z jeziora Malawi. W tym okresie zaczęła uwidaczniać się umiarkowana agresja wewnątrz gatunkowa i odtąd ryby wolały przebywać pojedynczo w różnych miejscach zbiornika. Zarówno u młodych jak i dorosłych ryb nie zaobserwowałem znaczącej agresji w stosunku do innych gatunków, nawet podczas tarła samiec był dużo spokojniejszy niż przedstawiciele rodzaju Nimbochromis czy Dimidiochromis.   Fot. Dorosły samiec podczas karmienia mrożonymi krewetkami „z ręki”. W grupie zdecydowanie szybciej rosły samce, których jak się okazało były dwie sztuki i przy rozmiarze 13 cm. byłem ich już pewny, a przy około 15 cm. dokonałem redukcji stada zostawiając w zbiorniku parę, która w zdrowiu pływa w nim po dziś dzień. Fot. Para dorosłych Aristochromis christyi. Para dość regularnie podchodziła do tarła jednak pierwsze trzy razy samica nie donosiła ikry i wypluwała ją po kilku dniach ale z czasem udało się jej dochować młode. W czasie tarła samiec oczyszcza dno z grubszych frakcji i kopie krater średnicy ok. 30 cm., do którego wabi samicę i tam dochodzi do tarła. Tak jak wcześnie już wspominałem samiec podczas tarła nie był zbyt zaborczy ani dla samicy ani dla innych gatunków i to pomimo faktu, że mój zbiornik jest zbyt mały dla Aristochromis w obsadzie wielogatunkowej ale o tym później. Fot. Samiec podczas przygotowywania tarliska. Moje wnioski na temat Aristochromis christyi oparte zostały na prawie pięcioletnim już okresie obserwacji tego gatunku w moim standardowym 720 l. W tym miejscu muszę wyraźnie zaznaczyć, że jest to zbiornik zdecydowanie za mały by trzymać Aristochromis w obsadzie wielogatunkowej tym bardziej, że jedynymi (z uwagi na rozmiary i dietę) słusznymi towarzyszami dla niego są inni silni przedstawiciele drapieżników z jeziora Malawi, np. z rodzaju: Buccochromis, Champsochromis, Dimiodiochromis, Nimbochromis czy Tyrannochromis. Nie byłbym jednak sobą gdybym nie pochwalił się sukcesem w zbudowaniu relatywnie zgodnej obsady wielogatunkowej złożonej obok Aristochromis z kilku gatunków z ww. rodzajów drapieżników. Moim zdaniem podstawą budowania zgodnej obsady jest zakup młodych ryb w jednym momencie co pozwoli im przyzwyczaić się do siebie, „nauczyć” się dzielić zbiornik i ustalać hierarchię w miarę wzrostu. Niewątpliwe jednak wiele też zależy od czynnika, na który żaden malawista nie ma wpływu czyli „charakteru” poszczególnych osobników w obrębie danego gatunku. Co do zasady nie zalecam jednak budowania wielogatunkowej obsady wokół Aristochromis christyi w zbiorniku 720 l. Uważam, że za minimum należy tu przyjąć zbiornik o wymiarach 250 x 70 x 70 cm. Natomiast zbiornik 200 x 60 x 60 cm. z całą pewnością można uznać za wystarczające zaplecze dla stworzenia jednogatunkowej obsady z Aristochromis christyi, oczywiście w układzie z jednym samcem. Fot. Dorosły w pełni wybarwiony samiec. Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że jest to jeden z moich ulubionych gatunków spośród drapieżników z jeziora Malawi i zawsze będę go brał jako pewniaka budując w przyszłości obsady moich zbiorników. Mam nadzieję, że również Wam udzieli się mój podziw i sympatia dla Jastrzębia z Malawi i ryba ta „padnie” wyborem każdego malawisty, który dysponuje odpowiednio dużym akwarium.   Literatura: Konings A., 2003. „Back to Nature”.  Przewodnik po świecie pielęgnic z Malawi.  Konings A., 2016. „Malawi cichlids in their natura habitat” 5rd Edition. Cichlid Press, El Paso, USA. Łątka L., Sierakowski W., 2018. “Pielęgnice jeziora Tanganika i Malawi”. Wydanie pierwsze. Angraf, Piła.  
    • A nie zabaczyłeś, że jesteś na forum ryb z j. Malawi nie z Tanganiki? Polecam forum tanganiki, tam na pewno otrzymasz rzetelną informację.
    • Witam wpadłem na pomysł żeby przerobić moje 100l pod gatunki z Tanganiki. Kupiłem skały ‘elephant skin’ i ułożyłem małą konstrukcje w jednym z rogów. Dolożylem trochę roślin dla lepszego efektu wizualnego Microsorium Pteropus i Anubias barteri.  Reszta to drobny jasny piach i kupiłem około 25 wielkich muszli po ślimakach escargot- Helix pomatia(jeszcze nie dojechały). Plan jest taki żeby obsadzic parą Julidochromis transcriptus i kupić około 6 Neolamprologus multifasciatus, Jakieś sugestie, przeciwskazania co do obsady? Samo akwarium jakieś uwagi ? Filter oase 200 thermo, lampa chichiros b series. TDS wody kranowej 388pp.    (zdjęcia zrobione kilka minut po zalaniu) Pozdrawiam.      
    • A czemu nie ?  Ja bardzo dużo piszę codziennie zawodowo i nie mam już siły i przede wszystkim czasu na pisanie dla przyjemności 🤷‍♂️ Dlatego dla mnie osobiście spotkanie/spotkania to najważniejsze daty w kalendarzu... Szkoda, że jest nas na spotkaniach mniej, dlatego zachęcam każdego do przyjazdu tym bardziej, że jest dobre połączenie PKP z Prudnikiem. Zawsze będę mógł opowiedzieć o swoich doświadczeniach z drapolami choć nie wiem czy faktycznie kogoś to interesuje. Poszukam tez i wrzucę na KM krótki artykuł, który poczyniłem kilka lat temu w tym zakresie na przykładzie Aristochromis christyi, ukazał się on co prawda jedynie w języku angielskim ale mam gdzieś pewnie "rękopis".
    • A czemu nie tu? Wiele razy rozmawialiśmy, nie tylko w Pokrzywnej, ale nie jest moją rolą pisanie tutaj na temat funkcjonowania Twojego akwarium z drapolami😉
    • Wszyscy mają racje aaaale nie do końca 😉 ale na szerszą rozmowę zapraszam na spotkanie do Pokrzywnej ☝️😁 PS. @pozner z tego co ja pamiętam to byłeś przy wielu moich rozmowach właśnie w Pokrzywnej ale widocznie tylko ja byłem trzeźwy 😁😉🤣
    • Nie miałem nigdy poważnych drapoli w akwarium, ale moje doświadczenia z non mbuna oraz z pielęgnicami z Ameryki centralnej mówią że dobrym środkiem do rozładowywania agresji jest mocne przerybienie. Często propozycje obsad na tym forum czy w książce Wojtka Sierakowskiego mogą mieć rację bytu tylko do pewnego momentu. 13 ryb w 1400l to niezbyt wiele w moim odczuciu. Jakie są wasze doświadczenia w tej kwestii z drapolami?
    • To prawda Regulowałem już kilka razy, ale w środku - pod szafką jakiś czas temu założyłem jeszcze drugi, mały zbiornik, 112lz pokrywą, przez to szafka jest dość często otwierana, a czasami nawet częściowo otwarta przez kilka h. Dodam, że ten sposób prowadzenia akwarium nie jest zbyt wygodny przy serwisie, więc nie polecam a szafkę bym musiał regulować w prawie każdy weekend 
    • Bardzo ładny baniak, konkret. Jedyne do czego się można przyczepić do regulacja drzwiczek pod nim 😅
    • @S_owa dzięki za super aktualizację  Wyjątkowo mnie cieszy, bo Twoja kronika zainspirowała mnie do wystartowania akwarium z drapieżnikami. Z takich predatorów kalibru XXL mam u siebie tylko samca Aristo. Zakładam, że moje akwarium finalnie może być dla niego za małe, ale postanowiłem sprawdzić co z tego wyjdzie przy założeniu, że będzie to tylko samiec bez partnerek do harcowania. Jak na razie spokojnie sobie rośnie i nie doskwiera innym lokatorom. Ku mojemu zaskoczeniu w składzie mieszkańców, najbardziej upierdliwy dla wszystkich jest samiec Stigmatochromis Tolae. Miałem 2 samce i 2 samice. Niestety przez niefortunny wypadek jedną samicę straciłem, druga nie wytrzymała presji dwóch samców 😕 Jednego samca sprzedałem bo mi było go już szkoda i ten ostatni, który pozostał potrafi być jak taka końska mucha na łące. Dokucza wszystkim. Ma swoją norę pod kaseciakiem i jego jedynym celem życiowym jest wyganianie wszystkich z tamtego rejonu. Potrafi dać popalić 1,5 razy większemu Nimbochromisowi Polistigma... Będę go musiał usunąć bo mnie już denerwuje.  Zazdroszczę widoku pielęgnującej maluchy samicy Nimbo. Nigdy nie spotkałem się z takim widokiem u moich pyszczaków.  Pozdrawiam 👋
  • Tematy

  • Grafiki

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.