Skocz do zawartości

Tropical Fd Calanus 100% zooplanktonu


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
1 godzinę temu, piotriola napisał:

Nigdy nie zauważyłem istotnej zmiany po pokarmach wybarwiających. Ten temat był wałkowany wcześniej, łącznie z przykładami i doświadczeniami. Nie wiem czy chodzi Ci o moje Yellow które wstawiałem w tym temacie.

 

No właśnie, należy zadać sobie pytanie czy pokarmy wybarwiające są potrzebne w diatach naszych ryb. Jeśli tak, to ile trzeba go dozować by zadziałał, na pewno nie raz w tygodniu. Moim zdaniem nie jest potrzebny. 

Tak Piotrze o ten post mi chodziło. 

Opublikowano

Artykuł znaleziony w internecie...

 

Pokarmy wybarwiające dla ryb – jak to działa?

Najczęściej orientalne gatunki ryb odznaczają się przepięknym naturalnym ubarwieniem. Z kolei te bardziej pospolite nie mogą pochwalić się intensywnym odcieniem kolorów. Możemy im jednak w tym pomóc.

Dlaczego jedne gatunki ryb są kolorowe, a inne mniej? Skąd biorą się barwy ryb? Otóż rozwiązanie tej zagadki znajduje się w budowie powłok ich ciała, a konkretnie skóry. Składa się ona z dwóch warstw: zewnętrznej, czyli naskórka, oraz wewnętrznej zwanej skórą właściwą. Wytworem tej ostatniej są łuski chroniące ciała większości ryb. Odbierane przez nasz wzrok barwy ryb mogą być dwojakiego pochodzenia: chemicznego lub strukturalnego. Pierwsze pochodzą od barwników, czyli pigmentów. Związki te są wytwarzane przez organizm ryby lub też pochodzą ze zjadanego przez nią pokarmu. Absorbują niektóre barwy widma światła, odbijają zaś inne, które pozostają widoczne dla obserwatora. Tak powstają kolory: czarny, żółty, czerwony, pomarańczowy. Z kolei barwy pochodzenia strukturalnego są uzyskiwane na skutek łączenia się pewnych barwników z określonymi typami białek o specyficznej strukturze, działającymi jak miniaturowe pryzmaty. Odbijają one światło w całkowitym spektrum lub też rozszczepiają je na barwy podstawowe. Tak powstają kolory: zielony, niebieski, fioletowy.

Powstawanie barw u ryb

Jak już wspomniano, niektóre barwniki znajdujące się w skórze ryb są przez nie syntetyzowane, inne zaś dostarczane są tam wraz z pokarmem. Do tej drugiej grupy należą rozmaite karotenoidy nadające rybom barwy żółte, pomarańczowe i czerwone. Ryby nie są w stanie samodzielnie ich wytwarzać, dlatego od rodzaju i jakości pobieranego przez nie pożywienia zależy, jak wiele tych substancji trafi do ich komórek barwnikowych. A więc – im lepszy i bogatszy w karotenoidy pokarm, tym ryby stają się bardziej kolorowe. Doskonale wiedzą o tym producenci markowych pokarmów akwarystycznych oferujący specjalistyczne karmy wybarwiające.

Pokarm wybarwiający

Pokarmy wybarwiające zawierają karotenoidy. Znanych jest ponad 700 różnych substancji z tej grupy. W naturze występują zarówno u roślin, jak i u zwierząt, jednak do ich syntezy zdolne są tylko te pierwsze (gwoli ścisłości – również niektóre grzyby i bakterie). Zwierzęta jedynie kumulują te związki pobrane wraz z pokarmem. Podstawowym źródłem karotenoidów są warzywa, głównie jaskrawo ubarwione, takie jak marchew, pomidory, papryka, dynia, ale również zielony groszek, szpinak czy sałata. Wśród organizmów wodnych sporo związków z tej grupy zawierają niektóre glony oraz skorupiaki zarówno planktonowe, jak i większe (np. krewetki i homary oraz ich jaja). Te wszystkie składniki mogą być wykorzystane do produkcji pokarmów dla ryb akwariowych. Rodzaj i skład karotenoidów dodawanych do konkretnych pokarmów jest oczywiście tajemnicą ich producentów pilnie strzeżoną i chronioną patentami, jednak najczęściej stosowane są dwa rodzaje związków z tej grupy: beta-karoten oraz astaksantyna.

Beta-karoten jest prekursorem witaminy A syntetyzowanej na jego podstawie w organizmach zwierząt. Oprócz funkcji wybarwiającej jest niezbędny do prawidłowego wzrostu ryb oraz sprawnego działania ich układu odpornościowego. Znajdziemy go w marchwi, papryce, dyni. Związek ten wybarwia nie tylko ryby – efekty jego działania możemy zaobserwować również na sobie – jedząc duże ilości marchwi lub pijąc sok marchewkowy. Skóra i paznokcie naszych dłoni mogą przybrać wtedy pomarańczowe zabarwienie (nie jest to wskazane, ponieważ substancja ta w dużej ilości jest dla ludzi toksyczna). W pokarmach wybarwiających dla ryb najczęściej stosuje się właśnie dodatek marchewki lub czerwonej papryki, niekiedy również zielonego groszku.

Drugim z naturalnych „wybarwiaczy” ryb jest astaksantyna – intensywnie czerwony barwnik powszechnie występujący w morzach i oceanach. Produkują go niektóre gatunki glonów, jednak znaleźć go można w organizmach wielu zwierząt, które się nimi odżywiają, m.in. w planktonie morskim, krylu, krewetkach, langustach, homarach oraz rybach żywiących się tymi bezkręgowcami. To właśnie astaksantyna nadaje łososiom ich apetyczną barwę. Podobnie jak beta-karoten pełni również inne funkcje w organizmach ryb, m.in. stymuluje ich wzrost oraz działa jako przeciwutleniacz, chroniąc przed niekorzystnymi czynnikami środowiskowymi. Zarówno beta-karoten, jak i astaksantynę można uzyskiwać syntetycznie, jednak owe „sztuczne” związki nie są z punktu widzenia żywienia ryb równie wartościowe, jak ich naturalne odpowiedniki (różnią się budową strukturalną, co rzutuje na ich właściwości i przyswajalność). Trzeba o tym pamiętać, kupując firmowe pokarmy wybarwiające i wybierać tylko takie, które opierają się na naturalnych składnikach.

Dla kogo ten pokarm?

Jakim rybom należy podawać pokarmy wybarwiające? Przede wszystkim tym o „ciepłych” barwach, a więc żółtym, pomarańczowym i czerwonym: mieczykom, zmienniakom (platkom), dyskowcom, brzankom, prętnikom, gurami, złotym rybkom, a także stawowym karpiom koi, karasiom, złotym linom, orfom i wielu, wielu innym. Warto podawać je nie tylko rybom, ale również krewetkom (te ostatnie reagują na nie znacznie szybciej). Obok pokarmów firmowych doskonałym uzupełnieniem diety są zawierające liczne barwniki suche liście drzew, m.in. dębu, buka oraz migdałecznika (tzw. ketapang – dostępny w dobrych sklepach akwarystycznych). Należy podkreślić, że opisywane powyżej mechanizmy wybarwiające są całkowicie naturalne i przyczyniają się nie tylko do poprawy kolorystyki, ale przede wszystkim do podniesienia odporności i polepszenia kondycji zwierząt w akwarium. Dlatego gorąco polecamy zakup pokarmów wybarwiających i przekonanie się na własnej (a raczej własnych ryb) skórze o skuteczności i dobrodziejstwach ich stosowania.

 

  • Lubię to 2
Opublikowano

No jest to przedstawione w logiczny sposób, ale jeżeli yellow jest żółty to czy on bardziej będzie żółty. Ile trzeba karmić ryby pokarmem wybarwiającym by było to widoczne. Jak było napisane czy karoten lub astaksantynie nie wpłynie negatywnie na wybarwienie np samic Saulosi. Osobiście bym wolał by pozostały cytrynowe. Może mieczyki czy krewetki potrzebują betakarotenów by ta intensywność była bardziej widoczna, jednak przy pyszczakach chyba jest to zbędny wydatek. 

Opublikowano
11 minut temu, Mortis napisał:

No jest to przedstawione w logiczny sposób, ale jeżeli yellow jest żółty to czy on bardziej będzie żółty. Ile trzeba karmić ryby pokarmem wybarwiającym by było to widoczne. Jak było napisane czy karoten lub astaksantynie nie wpłynie negatywnie na wybarwienie np samic Saulosi. Osobiście bym wolał by pozostały cytrynowe. Może mieczyki czy krewetki potrzebują betakarotenów by ta intensywność była bardziej widoczna, jednak przy pyszczakach chyba jest to zbędny wydatek. 

Moim zdaniem pokarmy wybarwiające nie działają. Dowodzi temu eksperyment przeprowadzony przez Fohmana opisany w temacie ,,Pokarm wybarwiający Tetra"

 

  • Lubię to 1
Opublikowano

Trzeba też uwzględnić inną rzecz. Z tego artykułu wynika, że ryby nie mają wpływu na swoją barwę. Tak pewnie jest u mieczyków, platek, brzanek...itd, itp. Może też tak być u pyszczaków stałobarwnych, jak yellowy, czy red redy, ale jaki to ma wpływ na zdecydowaną większość pyszczaków, które potrafią "tracić" kolory, chociażby upodabniając się do samic, czy też nie osiągają pełni wybarwienia z powodu braku stymulatora w postaci drugiego samca. Gdzie wtedy jest beta-karoten, czy astaksantyna. Obawiam się, że z pyszczakami to nie jest takie proste i ciężko będzie określić wpływ pokarmów wybarwiających.

Opublikowano
1 minutę temu, pozner napisał:

Trzeba też uwzględnić inną rzecz. Z tego artykułu wynika, że ryby nie mają wpływu na swoją barwę. Tak pewnie jest u mieczyków, platek, brzanek...itd, itp. Może też tak być u pyszczaków stałobarwnych, jak yellowy, czy red redy, ale jaki to ma wpływ na zdecydowaną większość pyszczaków, które potrafią "tracić" kolory, chociażby upodabniając się do samic, czy też nie osiągają pełni wybarwienia z powodu braku stymulatora w postaci drugiego samca. Gdzie wtedy jest beta-karoten, czy astaksantyna. Obawiam się, że z pyszczakami to nie jest takie proste i ciężko będzie określić wpływ pokarmów wybarwiających.

Dokładnie, kolory zanikają lub się nie uwypuklają bo na to mają wpływ czynniki panujące w akwarium i tutaj nic do rzeczy nie mają karoteny, astaksantyny itp rzeczy mające wpływ na kolor ryby. 

Opublikowano

...czyli podstawa dobre żywienie i odpowiednie środowisko ...niekoniecznie dodatkowe "wybarwiacze",

ale ostatnio jak dokupiłem z tego samego źródła rdzawego to powiem szczerze że róźnica w kolorystyce była widoczna... piekny wyraźny burgund.

Człowiek powiedział że dodaje oczlika i stąd ta ładna barwa.

Swoja droga ten cytynowy yellow osobiście mi się bardziej podoba... w końcu to yellow a nie orange :) ale różnica kilku tonów jest

  • Lubię to 1
Opublikowano
19 minut temu, Grant napisał:

ale ostatnio jak dokupiłem z tego samego źródła rdzawego to powiem szczerze że róźnica w kolorystyce była widoczna... piekny wyraźny burgund.

..bo pewnie kupiłeś Iodotropheus Sprengerae Makokola Red .

Opublikowano
16 godzin temu, Grant napisał:

...czyli podstawa dobre żywienie i odpowiednie środowisko ...niekoniecznie dodatkowe "wybarwiacze",

ale ostatnio jak dokupiłem z tego samego źródła rdzawego to powiem szczerze że róźnica w kolorystyce była widoczna... piekny wyraźny burgund.

Człowiek powiedział że dodaje oczlika i stąd ta ładna barwa.

Swoja droga ten cytynowy yellow osobiście mi się bardziej podoba... w końcu to yellow a nie orange :) ale różnica kilku tonów jest

Dokładnie jest tak jak piszesz, odpowiedni pokarm eliminuje takie dodatki. Jedząc owoce nie będziesz faszerować się sztucznymi witaminami. Ten Yellow przypadkiem znalazł się w zbiorniku w którym testowałem astaksantynę, dowodzi to że takie dodatki działają i to chciałem zobaczyć.Dodawałem to w ilości 0,5% prawdopodobnie skutki widać po miesiącu ja stosowałem dłużej. Mi również bardziej podoba się ryba koloru cytrynowego. Ryby mają wpływ na swoje ubarwienie i zależy to od wielu czynników.Proces ten jest sterowany hormonalnie.

powodzenia w hodowli :)

Opublikowano (edytowane)

...Andrzeju właśnie o to chodzi, że to standardowy Sprengerae o ile tak to można nazwać

z tego co pamiętam ten mój tez był taki....ale jakoś stopniowo zatracił to piękne ubarwienie i teraz gdy ponownie

zauważyłem róźnice powrócił temat "wybarwiaczy" ...a przecież daję im wszystko co najlepsze :)

Odnośnie astaksantyny to takie zawartości w pokarmach sa już skuteczne?

W tym Tropical Fd Calanus producent podaje że astaksantyny min. 330 mg/kg natomiast znalazłem pokarm

omega one super color veggie pellets gdzie podają  : astaksantyna 1200 mg/kg ??? pokarm veggie a tu taka wartość?

chyba że producent o jedno zero pomylił się i powinno być 120mg/kg:)

edit: ...to chyba jednak nie producent tylko naszego dystrybutora poniosła fantazja bo w opisach i na opakowaniach (naklejki dodatkowe) jest 1200 ;)

Edytowane przez Grant
edit:

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

Ogłoszenia



  • Posty

    • Zdecydowanie brakuje tematów na dotyczących drapieżników, a jednak co raz więcej osób dysponuje pozornie większym baniakiem na poziomie np. standardowych 720l (200x60x60). Piszę ,,pozornie" bo to temat drapieżników, a ten litraż to fajna opcja przy mbunie albo przy rozsądnie dobranej obsadzie non mbuny, ewentualnie mixu non mbuny z małymi drapieżnikami. Piszę tutaj lekko ku przestrodze bo tych większych gatunków nie ma nawet co pchać do takiego zbiornika, no chyba, że jest to tylko akwarium przejsciowe. Wrzuciłem tylko 2 filmiki z Bucco ale samiec serio potrafi mocno stłamsić swoich ,,współlokatorów". Ogólnie od kiedy dołożyłem kryjówek jest wyraźnie lepiej, ale pierwsze tarło gdzie buzowały hormony, a 3 samice czekały w kolejce to reszta załogi mogła tylko cierpliwie czekać zajmując jedyne bezpieczne pozycję po drugiej stronie baniaka. Przez 1,5 roku funkcjonowania tego akwarium, z tego co kojarzę nie robiłem żadnej ingerencji w wystrój (ułożenie i liczbę kamieni/modułów), jednak samiec Buccochromisa zmusił mnie do szukania dobrego rozwiania, przez co w ciągu 2-3 tygodni trzy razy robiłem przemeblowanie w baniaku. 80cm głębi daje już pewne możliwości, dzięki czemu ryby mają zarówno dużo miejsca do pływania, jak i pole do ukrycia, czy przemieszania za/między modułami. Na początku ku mojemu lekkiemu zdziwieniu mało z tego korzystały i lewa strona zbiornika i tak należała do samca Bucco. Z czasem nauczyły się, że można umiejętnie się skryć przed wzrokiem dominującego Bucka. W moim zbiorniku pozostałe gatunki (nawet gdy nie było samca Bucco) nie robiły aż takiego spustoszenia w okresie tarła. Mój Fossorochromis ma minimalne potrzeby jeśli chodzi o terytorium obierane w trakcie tarła, choć oczywiście chęć wytarcia samicy powoduje u niego dużą pewność siebie i zdarza mu się pogonić nawet Buccochromisa, do którego normalne boi się nawet podpłynąć. Mimo wszystko nie wyciągałbym z tego jednoznacznych wniosków i nie oznacza to, że te same gatunki (mam na myśli pozostałe gatunki, poza Bucco) w innej konfiguracji np. w mniejszym zbiorniku też pogodziłyby się dostępną przestrzenią. Dopóki w akwarium rządził Champso to on dyktował warunki i szczególnie w trakcie tarła przejmował też pół akwarium (choć ta dominacja trwała, raz, że krócej, a dwa pozostałe ryby mimo mniejszej ilości kryjówek nie były, aż tak zepchnięte do boku). Odgryzał się mu jedynie samiec Nimbo. Bardzo ciekawi mnie jak wyglądałaby sytuacja w akwarium gdyby, wszystkie gatunki występowały w konfiguracji z samicami, a najwiekszy Bucco występował w konfiguracji bez samic. Myślę, że nadal miałby najmocniejszą pozycję w zbiorniku, ale nie byłoby już okresów, w których któraś z ryb dość mocno dominuje pozostałe gatunki (szczególnie w okresie tarła).
    • Nie wiem. Też wiele razy zastanawiałem się, jak to funkcjonuje u @BombeL. Dlatego go wywołałem do tablicy.  Chyba nie bardzo załapałeś mój prześmiewczy ton😉  
    • @pozner Nie herezję, tylko znam problem, bo miałem te ryby....przez 3lata  Krzysztof pomyśl przez chwilę. Buccochromis 35cm - łowca, czyli szybki. Jakk on na funkcjonować w 720l długoterminowo z innymi rybami  60cm szer to nawet nie 2 długości jego ciała. To jest naprawdę szybka ryba i masa też robi swoje. Taka ryba rozpędzona, nie ma jak się zatrzymać w małym akwarium.
    • A to ciekawe. @BombeL ma, czy też miał, swoje predatory w standardowej 700-tce czyli 200cm. dł. i jakoś nie słyszałem o problemach. A miał (ma) i Bucka i Aristo i Nimbo. Łukasz, to jak to jest z tymi predatorami, bo koledzy jakieś herezje tu rozpowszechniają, że dla nich to musi być minimum 250cm?😆 A może lałeś im melisę, albo dawałeś psychotropy, żeby zachowywały spokój emocjonalny?😆 A tak w ogóle to bardzo fajna relacja.  
    • @S_owa piękny wpis dodałeś, wręcz kronikarski, bardzo dużo wiedzy praktycznej oraz piękne zdjęcia i filmiki. Bardzo kibicuję dalszej pielęgnacji tych pięknych ryb. Ja po prawie 3 letniej przygodzie z moimi drapolami się poddałem. Ale moje akwarium było zupełnie inne - mniej kryjówek, więcej przestrzeni do pływania, przez to prześladowane ryby podczas tarła nie miały się gdzie schować. U Ciebie sytuacja jest trochę inna. Większy litraż i więcej kryjówek. Ale też poniosłeś już straty i to swojej ulubionej ryby. Ja w swoim akwarium z drapolami sugerowałem się baniakiem Stacha, wtajemniczeni wiedzą o kogo chodzi. Często zamieszczał piękne fotki drapoli na naszym forum. Nie pisał nic o możliwości braku harmonii w akwarium. Dopiero później w pw gdy pytałem o pokarmy - powiedział jasno, że moje akwarium jest zbyt małe do Predatorów przypomnę mój baniak 230x70x65h. Jego akwarium było podobne litrażem, tylko 20cm dłuższe. Nie wiedziałem wtedy o czym on piszę i zbagatelizowałem te wiadomość, myśląc, że u mnie będzie ok. Nie było ok i teraz po zmianie obsady na non- mbune w końcu mam spokój w akwarium. Co do buccochromisa, to marzy mi się jeszcze ten gatunek, ale w niniejszej odmianie, który praktycznie jest nie do dostania.
    • Rzadko zdarzają się tu tak dobre aktualizacje 💪  Super ciekawy opis zawierający przy okazji sporo przydatnych informacji (i przestróg) dla osób chcących hodować drapole. Ryby świetne, filmy z tarła bucco rewelka. 👏👏👏
    • Od ostatniego wpisu minęło już 12 miesięcy więc uznałem, że warto zaktualizować wątek. Ciężko 12 miesięcy skrócić jednym wpisem, ale postaram się to streścić, tym bardziej, że dłuższych opisów przestawiających zbiorniki z drapieżnikami jak niewiele. Od wpuszczenia obsady minęły już blisko 2 lata, więc dzieciaki już trochę urosły. W obsadzie nie ma wielkiej rewolucji. Aczkolwiek ten rok przyniósł kilka małych roszad. Aktualnie wygląda to następująco: 1) Champsochromis Caereuleus 0+2 2) Fossorochromis Rostratus 1+2 3) Nimbochromis Livingstoni 1+0 4) Buccochromis Rhoadesii 1+3 5) Dimidiochromis Compressiceps 1+0 6) Aristochromis Chrystyi 1+2 Do obsady w tym czasie dołączył samiec Buccochromisa, gdyż posiadane 3 osobniki, tak jak przewidywałem w uprzednich wpisach ostatecznie okazały się samicami. Dorzuciłem także 1 samca i 2 samice Arsito, które uzupełniły obsadę. Niestety w ciągu tych 12 miesięcy Nimbo stracił samicę, a największą startą i różnicą jest brak samca Champsochromisa. Niestety jeden z moich ulubieńców i bardziej istotnych zawodników w tym zespole odpłynął do krainy wiecznych łowów. Zaczęło się od tego, że na moich oczach spłoszył się (podczas wizyty rodziny, kręcenia się przy szybie, nagłych ruchach itp.) i taki mega spanikowany uderzył o tło strukturalne (prawy bok akwarium), później jeszcze wylądował w rogu, a następnie w ,,jaskini" pod filtrem kasetowym (gdzie też mam dodatkowo kamień, który był kryjowką dla mniejszych inkubujących samic). Na jego pysku pojawiła się lekka rana, w która wdała się jakąś infekcja/bakteria. Rana nie chciała się goić, próbowałem go leczyć poza akwarium, codziennie robiłem kurację i podmienialem mu wodę (niestety nie mam drugiego większego baniaka na leczenie i kwarantanny), a akwarium zajmuje jednak sporo miejsca jak na mieszkanie w bloku. Ostatecznie wydawało się, że jest lepiej, rana zaczęła się zmniejszać ale przez leczenie champso raz, że stracił pozycję to ,,po powrocie" zaczęła go bardzo męczyć samica (mściwa kobieta, dojechała go za te wszystkie zmuszanie do igraszek i ciągle wysyłanie na ,,macierzyński"). No i zmęczony życiem i ganiany przez samice, Champso zawinął się z tego świata. Wielka szkoda. Przez cały ten czas dobrze funkcjonował w układzie 1+1, a przez chwilę 1+2 (trochę przypadkowo udało mi się trafić jeszcze jedną samice). Ogólnie zostając przy tym gatunku to Champso od początku rządził w zbiorniku, choć nie robił krzywdy innym gatunkom. Nie wiem jakby potoczyła się jego dominacja bo można powiedzieć, że minął się z dokupiony samcem Bucco, o którym wspominałem na wstępie. Kończąc jego wątek będę chciał w przyszłości dokupić samca Champso, bo trzymanie samych samic nie ma większego sensu. Aktualnie w akwarium wyraźnie dominuje Buccochromis Rhoadesii. Samiec Champso był już spory, ale jednak jego torpedowaty kształt w zestawieniu z Bucco to jak porównanie wysportowanego koszykarza (champso) i ubitego boksera wagi ciężkiej (Bucco). Bucek ma aktualnie około 30cm, może nawet nieznane przekracza 30, to prawdziwy kawał ryby. Na codzien wygląda pięknie ale w okresie tarła jego barwy, lśniące płetwy i mieniące się łuski wyglądają na tyle kozacko, że w mojej subiektywnej liście pielęgnic z jeziora Malawi (w kategoriach wizualnych) wskoczył na 1 miejsce. Poza tym tarło 30cm ryby samo w sobie jest zjawiskiem, z którym nie miałem wcześniej w swoich zbiornikach do czynienia. Jednak oprócz tego, że w okresie tarła jest jeszcze ładniejszy to niestety ale w tym czasie totalnie dominuje akwarium. To taki czas kiedy 1400l staje się nagle za małe ... Bucek zajmuje wtedy 70% akwarium, tzn tarło odbywa na pustej przestrzeni tuż przy lewym boku zbiornika, oczywiście jest to poprzedzone intensywnym kopaniem itp. Mimo, że akwarium jest dość spore i przywłaszczenie 1/3 zbiornika spokojnie by mu wystarczyło, to on zdecydowanie woli stłamsić resztę obsady po drugiej stronie baniaka, regularnie patrolując teren i przeganiając konkurencję tak aby absolutnie nikt się nie wychylił i nie przeszkadzał w ,,spotkaniu z samicą". Pierwsze tarła po wprowadzeniu Bucka to było lekkie przegięcie z jego strony, bo inne gatunki również się rozmnażają ale absolutnie nie wpływa to negatywnie na resztę obsady. Chłopak był mocno wyposzczony i bardzo chciał pokazać kto rządzi w baniaku. Z uwagi na powyższe zrobiłem lekkie przemeblowanie w akwarium, dodałem kilka większych modułów/kamieni aby zwiększyć ilość kryjówek - aby wszystkie ryby nie były na widoku dominanta. Początkowo wielkich zmian nie było, ale w ostatnim czasie jest wyraźnie lepiej i tarła Buccochromisa nie odbijają się aż takich echem w zbiorniku, a reszta mieszkańców traci trochę przestrzeni ale nie musi już tylko siedzieć w kąciku czekając, aż Buccochromis zrobi swoje. W tym miejscu mogę tylko przekazać czytającym ten wątek osobom, które rozważają ten gatunek w swoim zbiorniku, że w akwariach mniejszych niż 2,5 m, bynajmniej ja (ze swoim obecnym doświadczeniem) absolutnie nie dorzuciłbym tego gatunku do obsady, gdyz jest to za duża ryba, z wysokim ego, potrzebująca sporo przestrzeni w okresach tarła. Myślę nawet, że 3 m zbiornik byłby tu zdecydowanie lepszy (ale pojawiające się w literaturze i niektórych źródłach 2 metry to zdecydowanie za mało... Oczywiście rozmawiamy o dorosłym samcu, w układzie z samicami) - bo zawsze się może trafić ktoś kto powie, że ,,on ma w 720l i jest ok". Tylko różnica przy samym samcu (bez samic) albo młodziaku 17 cm jest kolosalna. Przechodząc do innych gatunków, które u mnie pływają to moje DOTYCHCZASOWE doświadczenia wskazują, że obecny zbiornik jest dla nich wystarczajacy i w przypadku tarła nie potrzebują połowy akwarium i robią spustoszenia wśród innych gatunków. Mimo wszystko, biorąc pod uwagę, że wątków o drapieżnikach jest bardzo mało to ryby te potrzebują połaci przestrzeni i w np. 2 metrowych zbiornikach można pokusić się jedynie o te mniejsze gatunki. Do fajnej obsady polecam raczej konkretny litraż i minimum 2,5 najlepiej 3 m (oczywiście opakowane solidną głębią i wysokością).  Nie przeciągając, w najbliższych miesiącach na pewno w zbiorniku będą jakieś kosmetyczne zmiany w obsadzie, albo jej uzupełnienie. Na tą chwilę w zbiorniku pływa 14 ryb, wcześniej był moment gdzie było 10-11. Stosunkowo nie duża ilość ryb pozwala na obserwowanie bardziej naturalnych zachowań tych ryb (oczywiście przy większym baniaku te możliwości byłyby jeszcze większe) ale np. przerabiałem już jak Nimbo leżakuje przy kamieniu (może robiłby to częściej ale nie ma na co polować) oraz przede wszystkim samice, ktore wypuszczają młode z pyska, po czym starają się ich pilnować, odganiają inne ryby, a w sytuacji potencjalnego zagrożenia biorą je ponownie do pyska. I drapieżników, przy ich dużych i pojemnych pyskach oraz sporej gromadce młodych wygląda to bardzo efektownie. Widziałem takie zachowanie zarowno u Nibochromisów, Fossorochoromisów jak i Champsochromisów, z tym, że dwóch ostatnich przypkach była to dość nieidealna próba walki o dzieciaki i dość szybko większość małych stała się podwieczorkiem. Za to samica Nimbo potrafiła znaleźć sobie dobre miejsce i mimo, że była wyraźnie najmniejsza z całej obsady bardzo dzielnie broniła mlodych. Oczywiście jest to syzyfowa praca i za każdym razem prędzej czy później kończy się wywieszeniem białej flagi.  Sytuację z samicą Nimbo udało mi się kilka razy nagrać, więc dorzucam filmik, który ma już dobre kilka miesięcy ale jest dość ciekawy. Ogólnie w akwarium jest dość luźno, jednak myślę, że przy tych gabarytach ryb i litrażu 1400l dołożenie 3-4 osobników to już taki max (bynajmniej przy moim podejściu gdzie wolę nieprzerybione zbiorniki). Jest parę koncepcji, zobaczymy co przyniesie przyszłość. Do opisu dorzucam kilka zdjęć (samca Aristo, samca Nimbo, samicy Champso) oraz filmy z tarła Buco i pilnowania młodych przez samicę Nimbo. VID_20260228_181415.mp4 VID_20260228_171500.mp4 VID_20250928_184436.mp4
    • Jakiś czas temu chciałem się zwrócić do Zbiorowej Mądrości tego Forum  z prośbą o pomoc w rozwiązaniu problemów zdrowotnych jednej z z moich ryb, a konkretnie, jak w tytule - Labiodochromis caeruleus. Jako że problem udało mi się rozwiązać z takim, czy innym skutkiem własnymi siłami, opisuję sprawę jako ciekawostkę.  Wspomniana wyżej rybka od pewnego czasu zaczęła wyglądać, jakby szykowała się do konkursu Miss Anorrheksia. Stawała się co raz bardziej blada i wychudzona. Do tego sprawiała wrażenie, jakby sobie wargi ostrzyknęła i pływała z cały czas wywalonym jęzorem, co nie było uprzejme w stosunku d o pozostałych użytkowników akwarium, o mojej osobie nie wspominając.  Poza tym zachowywała się w miarę normalnie, za wspólne posiłki się zjawiała, tyle że nic nie jadła. Może była nieco bardziej lękliwa.  Nie wiedziałem, co z tym zrobić, ale zanim się zabrałem za opisanie problemu na Forum, udało mi się ją odłowić i przystąpiłem do operacji. Chwyciłem pincetką to coś, co wystawało rybie z pyska, pociągnąłem  i wyszło - diabli wiedzą co. Rzecz miała 18 mm długości, podczas gdy ryba 5 cm, więc wyjaśnił się brak apetytu, pewnie sięgało to do żołądka. Nie przypominało to niczego, zdecydowanie nie wyglądało na jakiś element anatomii. Było w miarę elastyczne, po umyciu półprzeźroczyste, najbardziej przypominało mi jakiś zaschnięty klej do plastiku. Nie zeschło się do następnego dnia. Pacjentka po zabiegu nie sprawiała wrażenia kogoś, komu wyrwano właśnie połowę wnętrzności.  I tu popełniłem błąd. Trzeba było rybę odizolować na dzień, dwa celem obserwacji, ja zaś uradowany z pomyślnego przebiegu  mojej interwencji wpuściłem ją do akwarium. Będąc z powrotem w domu zachowywała się całkiem normalnie, zaczęła nawet pobierać jedzenie.  Ustąpił też obrzęk warg.  I to by było tyle. Następnego dnia nie potrafiłem już ze stu procentową pewnością powiedzieć która to jest ta ocalona od pewnej śmierci głodowej. Nie było żadnej anorektyczki, żadna też nie miała wyskubanego ogona (który to ubytek widać na pierwszym zdjęciu). Aranżacja w moim zbiorniku pozwala długo i skutecznie się bunkrować, nigdy też nie widuję całej obsady jednocześnie. Można też dyskretnie zdechnąć i się rozłożyć i nikt tego nie zauważy. Niemniej, o ile się nie mylę, było 6 labidochromisów i tyle jest teraz. Wśród nich jest jeden odstający nieco wielkością i wybarwieniem, zakładam że to jest beneficjent mojej terapii. Dzisiaj, dwa miesiące po opisanych zdarzeniach ryba ta wygląda tak: Tak więc zakładam, że udało mi rybę wyleczyć i jak na nią patrzę to widzę jakiś przebłysk wdzięczności w jej oczach (a może mi się tak tylko wydaje). Ciekaw jestem, czy ktoś spotkał się z czymś podobnym, albo czy macie pomysł, co to mogło być?
  • Tematy

  • Grafiki

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.