Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Zupełnie Wojtku się nie rozumiemy. Ty poza kwarantanną nie uznajesz zupełnie profilaktyki.


Uznaje profilaktykę tylko rozumianą tradycyjnie a więc, stwarzanie rybom maksymalnie właściwych warunków. Unikam jednak stosowania leków, soli, nadmaganianu potasu czy niesprawdzonych środków . Czasem podam karmę zawierająca czosnek ale tylko wtedy gdy ryby mi podpadają. Kwarantanna to podstawa niestety nie miałem na nią warunków i wiem, że gdybym miał to nie miałbym problemów. Leczył bym ryby które mi to przywlokły a jestem pewien jak to się stało.



Znasz się i świetnie masz opanowane choroby ryb i leki - tu zawsze mam wielki szacunek do twojej wiedzy.



Na szczęście mam opanowane tylko to co mnie w mojej karierze spotykało. Nie było tego jednak aż tak dużo i jak widać w ostatnich postach czasem coś mnie przerasta :).



Ja pisałem wyłącznie o aktywnej profilaktyce, a nie o lekach - wychodząc z założenia że lepiej i taniej jest zapobiegać niż leczyć.

Mogę na naszym ludzkim gruncie wskazać takie preparaty prewencyjne naturalne roślinne jak


- czosnek , chrzan - oba bakteriostatyczne, grzybobójcze o szerokim spektrum i stosowane również w akwarystyce

- sterole roślinne np w margarynach jako profilaktyka miażdzycowa ( nie są lekiem )


- palma sabalowa, nasiona dyni profilaktycznie na przerost prostaty

To są przykłady profilaktyki zdrowotnej.


W akwarystyce Amerykanie od dawna stosują naturalne, roślinne preparaty profilaktyczne i mamy je od Microbe Lift ale i od Kordona.

Obie te firmy mają i polecają także leki akwarystyczne generalnie też wyszukane z naturalnych żródeł ale to już twoja bajka.



Nie mam zaufania do czegoś co jest dobre na wszystko. Kalkuluje sobie to tak. Przywiezione ryby generalnie są zestresowane, zmęczone i najbardziej potrzeba im łagodnej aklimatyzacji w nowych warunkach. Delikatne karmienie, karmami wysokiej jakości bez zbędnego obciążania organizmu ryby ryzykownymi mrożonkami. Oczywiste wyeliminowanie wody z worka. Przygotowanie optymalnych warunków wodnych i żywieniowych jest lepsze niż wlewanie do wody czegoś aktywnego. Lepiej byłoby to ewentualnie zrobić wcześniej aby ryby powitały bardziej bezpieczne warunki ( odkażenie przed przyjazdem ryb czymś biodegradowalnym lub eliminowanym przez węgiel czy lampa uv ). Nie mamy takiej możliwości bez użycia osobnego zbiornika do kwarantanny. Tiu zaczynają się schody. Nie wierze jednak w obojętny wpływ rożnego rodzaju środków na organizm ryb ( tak przebywających już w zbiorniku jak i przywiezionych ), poza przypadkami gdy lejemy "nic" jakoś tam nazwane. Uważam więc, że złoty środek miast pomóc dodatkowo obciąża tak stare jak i nowe ryby. popularny bloat wg niektórych teorii to żadne patogeny. To organizmy żyjące w rybie. Osłabienie ryby powoduje jednak przejście pożytecznych poniekąd istot w stan inwazyjny. Nie ma więc szans wyeliminować całkowiecie potencjalnego patogenu. Dlatego też moim zdaniem kwarantanna w odpowiednich warunkach jest lepsza niż aktywna profilatyka. Wiem, ze mało kto ją robi a ostatnio dotyczy to także mnie. Brak kwarantanny rekompensuje jednak nie laniem czegoś niesprawdzonego do wody tylko maksymalnie dobrymi warunkami. Przykład ocierania ryb jest jednak dowodem, ze to nie wystarcza. Czy wskazane środki by w tym pomogły ? Niech inni próbują ale jeśli to oodinium to efekt będzie zerowy. To jest na rybie i z ryby idzie w wodę aby wrócić na więcej ryb. Żywotne i odporne cholerstwo z kilkoma fazami rozwojowymi.



Zaproponuj więc Sebie konkretny lek na ocieranie ryb:rolleyes: jak jesteś zwolennikiem wyspecjalizowanych leków.

To doświadczony malawista i sam zdecyduje co zastosować, a ewidentnie coś trzeba robić bo z opisu zachowania ryb - nie jest dobrze.



Do mojej ostatniej kuracji zawsze stosowałem oodinopur, który jest niestety wycofany ze sprzedaży ( zawierał chyba metale ciężkie i go skasowano ale leczył, choć i on nie był idealny. Leczył to coś również omnipur ale tez coś zawierał i producent musiał to przerobić, przerobił na omniforte, które zastosowałem. 1,5 krotna dawka ( paletkarze mówili o podwójnej ) i podwójnie długi okres stosowania i wydaje się, że mam problem z głowy. Wada to barwnik którego nie bierze węgiel i zielona woda irytuje. Uważam, ze można szukać innych środków ale najlepiej skonsultować to z paletkarzami. Na razie nie mam takiej potrzeby ale szedł bym w tym kierunku bo omniforte to spore obciążenie dla ryb ze względu na długość kuracji i większa niż zalecana dawkę.

Opublikowano

Pisałem właśnie odpowiedź na post Olobolo ale między czasie Pozner napisał prawie wszystko to co chciałem za co podziękowałem. Również uważam, że trochę otwartości na nowe nam nie zaszkodzi tym bardziej, że ja stosowałem już Bactopur jak i Metronidazol (po konsultacji z Wojtiem). Zgony zatrzymałem ale ocieranie jak było tak jest i muszę szukać czegoś nowego.

Opublikowano
Domyślam się, że na wszystkie objawy zaproponujecie Metronidazol, albo Bactopur czy Bactoforte, bo jak śledzę ten dział forum, tak właśnie jest. Harisimi, nie uznajesz uniwersalnych preparatów na różne choroby, ale przecież z Metronidazolem na tym forum właśnie tak jest, jakie by objawy nie były wymienione przez forumowiczów, proponuje się Metronidazol, albo Bactopur, a każde wyjście poza ten schemat, nazywane jest szarlatanerią. Trochę otwartości na nowe możliwości, Panowie.


Skojarzone leczenie Bactoforte i metronidazol stosuję gdy mam pewność, że to bloat bo po prostu świetnie pomaga. Ze względu na bardzo zróżnicowane zastosowanie stosuję go często przy problemach wyraźnie noszących znamiona problemów z układem trawiennym ryb, powodujących ich śmierć i gdy już jestem zdesperowany. Bactoforte stosuje też już zupełnie jako szarlatanerie gdy calkowicie nie znam objawów i zamykam oczy a do tej pory na 7x pomagało z 4x a to wg mnie duży procent jak na strzelanie w ciemno. Ryby i tak byłyby stracone. Stosuję ta tabletkę bo wiem, ze w przeciwieństwie do metro jest relatywnie łagodna dla organizmu ryb. Czy zastosowałbym coś innego ? W tym ostatnim przypadku zapewne tak ale na pewno zioła już tu nie pomogą. Oczywiście w szarlatanerie zabawiam się tylko wtedy gdy wiem, że ryby i tak zdechną a nigdy wtedy gdy diagnozuje inne schorzenie. Wtedy stosuję leki przeznaczone dla leczenia tych schorzeń, costaforte na ospę, omniforte na oodinoze itp.




Swoją drogą, jaką kurację zaproponujecie mi, podejrzewającemu mykobakteriozę, na którą nie działają antybiotyki....uśmiercenie całej obsady?

Niestety na mykobkterioze szarlataneria nie działa i generalnie ryba z objawami tego schorzenia co najwyżej szybciej zdechnie. Dlatego jeśli to naprawdę myko to ja osobiście próbując ratować ryby stosowałem wszystko co tylko miało pomagać na choroby skóry głownie sery i tropicala ale nawet sól akwarystyczną ( bo ta wersja myko dopadła pyszczaki ) a gdy nabrałem pewności również kanamycynę zarówno w karmie jak i w kąpieli. Byłem wtedy w kontakcie z Antychowiczem i walczyłem jak lew aby nie zastosować jego rady czyli wybicia całej obsady. Walka jednak okazał się klęską i na końcu spakowałem ostatnie 5 chorych elongatusów spot i wysłałem do niego celem uzyskania pewności że to było to dziadostwo. Otrzymałem potwierdzenie diagnozy i od tej pory uśmiercam ryby z objawami podobnymi do myko. Nie cała obsadę ( bo zgodnie z tym co napisał mi Antychowicz 25 % ryb akwariowych jest i tak nosicielami tego badziewia ) ale pojedyncze sztuki. Nie mam pewności czy to jest to ale doświadczenie wskazywało mi, że ryba spożywająca pokarm a jednocześnie chudnąca na pewnym etapie i tak podobnie jak anorektyk już jest zbyt wyczerpana aby wróciła do siebie. Za miękki byłem aby bez walki skasować cala obsadę. Myko przeniosłem do akwarium klubowego razem z Melanochromis dialeptos ( jak ma się miękkie serce trzeba mieć twarda d ;) ) i przez rok wybijałem pojedyncze chore sztuki. Straty były spore ale problem ustał. Nie wierze jednak, ze na zawsze bo wierzę w to nosicielstwo. Teraz mam mykolęki i już tak chyba mi zostanie. Nie wierzę w możliwośc wyleczenia ryb z tej choroby. Jednak pamiętaj, że Myko trochę robi się jak migrena u ludzi. Jak nie wiadomo czemu boli głowa to od razu migrena a przecież często to zupełnie inny problem.

-- dołączony post:

Pisałem właśnie odpowiedź na post Olobolo ale między czasie Pozner napisał prawie wszystko to co chciałem za co podziękowałem. Również uważam, że trochę otwartości na nowe nam nie zaszkodzi tym bardziej, że ja stosowałem już Bactopur jak i Metronidazol (po konsultacji z Wojtiem). Zgony zatrzymałem ale ocieranie jak było tak jest i muszę szukać czegoś nowego.
Na oodinium nie pomoże żaden z tych leków. Z tego co pamiętam podejrzewałem bloat, który dostały chore na ocieranie ryby. Mogę się mylić bo jakoś ostatnio wyrosłem na eksperta od chorób a na pewno nim nie jestem . Mam tylko szlify w walce z 4-5 chorobami.
Opublikowano
Dlatego też moim zdaniem kwarantanna w odpowiednich warunkach jest lepsza niż aktywna profilatyka.


Wszystko pięknie, tylko jaką kwarantannę zastosować przy np. mykobakteriozie, gdzie przetrwalniki "żyją" 3 miesiące, a gdzieś przeczytałem, co mnie zmroziło, że nawet po 2 latach!! może się uaktywnić. Zgadzam się z Tobą harisimi, że odpowiednie warunki mogą powstrzymywać, opóźniać rozwój choroby, ale jest to przeciąganie nieuniknionego, gdyż prędzej czy później musi dojść do zachwiania tych warunków.

Tak jak pisałem, podejrzewam, że chorobę, jaka by ona nie była, przywlokły Copadichromisy, ale jakie jest jej źródło, nie wiem (jezioro, Niemcy, Malawian)

Póki co stosuję i na razie będę stosował ten "szarlatański" preparat, gdyż sytuacja się poprawiła.

Co do ocierania, gdzieś zwróciłem uwagę na fragment filmu z jeziora, gdzie pysiek się ociera, co wskazuje na to, że w jeziorze też to można zaobserwować. Przyczyn może być dużo.

Opublikowano
Nie mam pewności czy to jest to ale doświadczenie wskazywało mi, że ryba spożywająca pokarm a jednocześnie chudnąca na pewnym etapie i tak podobnie jak anorektyk już jest zbyt wyczerpana aby wróciła do siebie.


To co tu opisujesz to przypadek, który na 100% miałem u siebie. 3 Copadichromisy były chude jak żyletki pomimo pobierania pokarmu. Obecnie wszystkie 3 już nie żyją a pozostałe ryby poza ocieraniem nie okazują żadnych oznak choroby.

Opublikowano

Nie znam skutecznego sposobu na mykobakteriozę poza brutalnym półśrodkiem o którym wspomniałem. Kwarantanna tez do niego nie należy. Moje ryby w czasie gdy miały myko nie obcierały się. Powoli zaczyna sie to mieszać. Dla pewności napisze jeszcze raz. ocieranie zdiagnozowałem jako oodinoze. U ciebie Pozner nie jestem w stanie stwierdzić czy to mykobakterioza.

Opublikowano

Ja też nie. Jeśli padnie mi następna ryba, spróbuję ją zbadać laboratoryjnie. Ryby u mnie też się czasami ocierają, mimo stosowania preparatu, więc nie ma to związku z chorobą.

Mykobakterioza jest strasznie zdradziecka, przez wiele miesięcy ryba może nie pokazywać żadnych objawów, gdyż jest w dobrej kondycji i ma optymalne warunki. I to jest najgorsze, gdyż choroba przenosi się na młode, które są oddawane/sprzedawane i w ten sposób choroba może nieświadomie być roznoszona. Oby to nie była "migrena", ale wszystko na to, niestety, wskazuje. Tak, czy siak, podzielę się po całej kuracji ze swoimi doświadczeniami. Jeśli "szarlataneria" nie pomoże , czeka mnie kompletowanie nowej obsady.

Opublikowano

U ciebie bez problemu dokonają analizy ale ryba szybko musi trafić do laboratorium. Antychowicz mówił coś o kilku godzinach od śmierci a pewność dawał tylko gdy będą żywe. Nie pamiętam jednak czy chodziło o myko bo robił analizę ogólną.

Opublikowano

Oj to nie dobrze, gdyż to oznacza, że powinienem przeprowadzić wyliczankę, żeby wybrać rybę do analizy. Na razie poczekam.

Może też powinieneś spróbować tego preparatu (Herbtana) na oodinozę, nic nie masz do stracenia (poza kasą), a może wiele do zyskania.

Opublikowano

Na razie ryby wyglądają na zdrowe więc nie ma sensu ich leczyć ☺. W przypadku nawrotu na pewno będę szukał alternatywnego leku bo to by oznaczało, że omniforte nie spełniło zadania. Na razie wydaje się, że spełniło.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.


  • Posty

    • Poglądowo do wypowiedzi @lukBB bo też mam w ramce z tym, że ja mam przez długość akwarium.
    • Witaj, ja panel ledowy mam osadzony na ramce z kątownika aluminiowego bodajże 1,5x1,5. Całość mam położone bezpośrednio na wzmocnieniu podłużnym. 
    • Witaj, możesz pomyśleć o sklejeniu czegoś ze szkła, ja tak zrobiłem lampa leży na dwóch wspornikach w kształcie litery T , które stoją na wzmocnieniu poprzecznym na środku akwa. Na tym zdjęciu mniej więcej to widać.
    • Cześć. Planuję zrobić lampę DIY do akwarium Malawi 100x50x50 i szukam inspiracji dotyczących samego montażu lampy nad akwarium. Interesują mnie rozwiązania DIY, a nie gotowe lampy typu Chihiros czy Skylight. Jak rozwiązaliście: mocowanie szerokiego profilu/radiatora aluminiowego, nóżki opierane o szybę, kątowniki lub płaskowniki aluminiowe, belki oparte bezpośrednio na akwarium, inne estetyczne sposoby montażu nad otwartym zbiornikiem? Jeśli macie zdjęcia swoich lamp i mocowań, będę wdzięczny za fotki oraz informację z czego wykonaliście uchwyty. Zależy mi na estetycznym wykonaniu, bo akwarium stoi w salonie.
    • Aristochromis christyi – to jedyny przedstawiciel rodzaju Aristochromis o charakterystycznym kształcie pyska, który przypomina dziób drapieżnego ptaka lub jak pisze Ad Konings „arystokratyczny nos”. To właśnie temu wyjątkowemu kształtowi pyska zawdzięcza on swój przydomek – Jastrząb z Malawi. Fot. Łeb dorosłego samca Aristochromis christyi z profilu. Gatunek ten występuję w całym jeziorze głównie w strefie przejściowej. Osiąga dość znaczne rozmiary, samiec dorasta do ok. 30 cm., samica jest nieco mniejsza i osiąga 25 cm. Jest typowym rybożercą, a jego menu składa się głównie z przedstawicieli ryb z grupy "Mbuna". Osobliwa budował pyska przystosowała Aritochromis  do chwytania znacznych rozmiarów ryb stanowiących nawet 1/3 długości jego ciała. Fot. Ukazuje rozmiar „paszczy” dorosłego osobnika Dymorfizm płciowy u tego gatunku jest bardzo wyraźny ale dopiero u dorosłych ryb młode wyglądają identycznie – srebrzyste ciało z charakterystyczną wyraźną skośną czarną pręgą. Dorosłe osobniki jak już wspomniałem różnią się znacznie, jeżeli chodzi o kolorystykę samice pozostają podobne do młodych, może trochę ciemnieją ale wydaje mi się, że jest to bardziej cecha konkretnego osobnika i diety. Samce natomiast z wiekiem nabierają coraz więcej niebieskiego odcienia, który zaczyna od głowy „rozlewać” się na resztę ciała choć pełne wybarwienie osiągają dopiero w okresie zalotów i tarła. Dodatkowo u samców wydłużaniu i zaostrzeniu ulegają płetwy – grzbietowa posiadająca mnóstwo pomarańczowych plam, której górną krawędź okala biło-pomarańczowy pas i odbytowa, która dodatkowo zabarwia się na kolor pomarańczowy z wyraźnymi białymi atrapami jajowymi. Fot. Młode osobniki, które już przy rozmiarze ok. 9 cm. wykazywały rywalizację wewnątrzgatunkową. Fot. Dorosły samiec.   Fot. Dorosła samica.   Opisywany gatunek nie należy do szybkich pływaków, preferuje polowanie z zasadzki w dość osobliwy sposób. W trakcie polowania ustawia się głową w dół i bokiem do potencjalnej ofiary, potrząsa przy tym ciałem co ma imitować ranną lub chorą rybę. W momencie kiedy nieuważna ofiara zbliży się zbyt blisko do „Jastrzębia” następuje błyskawiczny atak, a duże i silne szczęki nie dają jej żadnych szans. Fot. Dorosły samiec „wiszący” w toni i przygotowujący się do ataku.   Pierwszy raz młode Aristochromis zobaczyłem „na żywo” w 2005 r. na giełdzie akwarystycznej w Łodzi przy. ul. Św. Teresy. Zaraz po powrocie do domu zacząłem czytać na temat tego gatunku ale szybko okazało się, że z uwagi na rozmiar osiągany przez rybę nie będę w stanie zapewnić jej odpowiedniej przestrzeni. Jednak już wtedy wiedziałem, że kiedyś będę cieszył się widokiem Jastrzębia z Malawi siedząc we własnym fotelu. Jako, że w akwarystyce cierpliwość to ponoć podstawa, stadko sześciu młodych około 6 centymetrowych Aristochromis christyi trafiło do mnie w kwietniu 2017 r. Młodzież trzymała się razem do osiągnięcia ok. 9-10 cm. Ryby karmione były sztucznymi pokarmami premium i raz w tygodniu mrożonymi krewetkami, zresztą tak jest do obecnej chwili. Gatunek ten rośnie zdecydowanie wolniej niż inne popularne wśród akwarystów drapieżne pielęgnice z jeziora Malawi. W tym okresie zaczęła uwidaczniać się umiarkowana agresja wewnątrz gatunkowa i odtąd ryby wolały przebywać pojedynczo w różnych miejscach zbiornika. Zarówno u młodych jak i dorosłych ryb nie zaobserwowałem znaczącej agresji w stosunku do innych gatunków, nawet podczas tarła samiec był dużo spokojniejszy niż przedstawiciele rodzaju Nimbochromis czy Dimidiochromis.   Fot. Dorosły samiec podczas karmienia mrożonymi krewetkami „z ręki”. W grupie zdecydowanie szybciej rosły samce, których jak się okazało były dwie sztuki i przy rozmiarze 13 cm. byłem ich już pewny, a przy około 15 cm. dokonałem redukcji stada zostawiając w zbiorniku parę, która w zdrowiu pływa w nim po dziś dzień. Fot. Para dorosłych Aristochromis christyi. Para dość regularnie podchodziła do tarła jednak pierwsze trzy razy samica nie donosiła ikry i wypluwała ją po kilku dniach ale z czasem udało się jej dochować młode. W czasie tarła samiec oczyszcza dno z grubszych frakcji i kopie krater średnicy ok. 30 cm., do którego wabi samicę i tam dochodzi do tarła. Tak jak wcześnie już wspominałem samiec podczas tarła nie był zbyt zaborczy ani dla samicy ani dla innych gatunków i to pomimo faktu, że mój zbiornik jest zbyt mały dla Aristochromis w obsadzie wielogatunkowej ale o tym później. Fot. Samiec podczas przygotowywania tarliska. Moje wnioski na temat Aristochromis christyi oparte zostały na prawie pięcioletnim już okresie obserwacji tego gatunku w moim standardowym 720 l. W tym miejscu muszę wyraźnie zaznaczyć, że jest to zbiornik zdecydowanie za mały by trzymać Aristochromis w obsadzie wielogatunkowej tym bardziej, że jedynymi (z uwagi na rozmiary i dietę) słusznymi towarzyszami dla niego są inni silni przedstawiciele drapieżników z jeziora Malawi, np. z rodzaju: Buccochromis, Champsochromis, Dimiodiochromis, Nimbochromis czy Tyrannochromis. Nie byłbym jednak sobą gdybym nie pochwalił się sukcesem w zbudowaniu relatywnie zgodnej obsady wielogatunkowej złożonej obok Aristochromis z kilku gatunków z ww. rodzajów drapieżników. Moim zdaniem podstawą budowania zgodnej obsady jest zakup młodych ryb w jednym momencie co pozwoli im przyzwyczaić się do siebie, „nauczyć” się dzielić zbiornik i ustalać hierarchię w miarę wzrostu. Niewątpliwe jednak wiele też zależy od czynnika, na który żaden malawista nie ma wpływu czyli „charakteru” poszczególnych osobników w obrębie danego gatunku. Co do zasady nie zalecam jednak budowania wielogatunkowej obsady wokół Aristochromis christyi w zbiorniku 720 l. Uważam, że za minimum należy tu przyjąć zbiornik o wymiarach 250 x 70 x 70 cm. Natomiast zbiornik 200 x 60 x 60 cm. z całą pewnością można uznać za wystarczające zaplecze dla stworzenia jednogatunkowej obsady z Aristochromis christyi, oczywiście w układzie z jednym samcem. Fot. Dorosły w pełni wybarwiony samiec. Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że jest to jeden z moich ulubionych gatunków spośród drapieżników z jeziora Malawi i zawsze będę go brał jako pewniaka budując w przyszłości obsady moich zbiorników. Mam nadzieję, że również Wam udzieli się mój podziw i sympatia dla Jastrzębia z Malawi i ryba ta „padnie” wyborem każdego malawisty, który dysponuje odpowiednio dużym akwarium.   Literatura: Konings A., 2003. „Back to Nature”.  Przewodnik po świecie pielęgnic z Malawi.  Konings A., 2016. „Malawi cichlids in their natura habitat” 5rd Edition. Cichlid Press, El Paso, USA. Łątka L., Sierakowski W., 2018. “Pielęgnice jeziora Tanganika i Malawi”. Wydanie pierwsze. Angraf, Piła.  
    • A nie zabaczyłeś, że jesteś na forum ryb z j. Malawi nie z Tanganiki? Polecam forum tanganiki, tam na pewno otrzymasz rzetelną informację.
    • Witam wpadłem na pomysł żeby przerobić moje 100l pod gatunki z Tanganiki. Kupiłem skały ‘elephant skin’ i ułożyłem małą konstrukcje w jednym z rogów. Dolożylem trochę roślin dla lepszego efektu wizualnego Microsorium Pteropus i Anubias barteri.  Reszta to drobny jasny piach i kupiłem około 25 wielkich muszli po ślimakach escargot- Helix pomatia(jeszcze nie dojechały). Plan jest taki żeby obsadzic parą Julidochromis transcriptus i kupić około 6 Neolamprologus multifasciatus, Jakieś sugestie, przeciwskazania co do obsady? Samo akwarium jakieś uwagi ? Filter oase 200 thermo, lampa chichiros b series. TDS wody kranowej 388pp.    (zdjęcia zrobione kilka minut po zalaniu) Pozdrawiam.      
    • A czemu nie ?  Ja bardzo dużo piszę codziennie zawodowo i nie mam już siły i przede wszystkim czasu na pisanie dla przyjemności 🤷‍♂️ Dlatego dla mnie osobiście spotkanie/spotkania to najważniejsze daty w kalendarzu... Szkoda, że jest nas na spotkaniach mniej, dlatego zachęcam każdego do przyjazdu tym bardziej, że jest dobre połączenie PKP z Prudnikiem. Zawsze będę mógł opowiedzieć o swoich doświadczeniach z drapolami choć nie wiem czy faktycznie kogoś to interesuje. Poszukam tez i wrzucę na KM krótki artykuł, który poczyniłem kilka lat temu w tym zakresie na przykładzie Aristochromis christyi, ukazał się on co prawda jedynie w języku angielskim ale mam gdzieś pewnie "rękopis".
    • A czemu nie tu? Wiele razy rozmawialiśmy, nie tylko w Pokrzywnej, ale nie jest moją rolą pisanie tutaj na temat funkcjonowania Twojego akwarium z drapolami😉
    • Wszyscy mają racje aaaale nie do końca 😉 ale na szerszą rozmowę zapraszam na spotkanie do Pokrzywnej ☝️😁 PS. @pozner z tego co ja pamiętam to byłeś przy wielu moich rozmowach właśnie w Pokrzywnej ale widocznie tylko ja byłem trzeźwy 😁😉🤣
  • Tematy

  • Grafiki

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.