Skocz do zawartości

Rekomendowane odpowiedzi

  • 3 tygodnie później...
Opublikowano

Mała aktualizacja:

Około 2 tyg temu do obsady dołączył ostatni gatunek - 8 sztuk Pseudotropheus Crabro. Rybki dotarły do mnie przesyłka konduktorską z firmy Tan Mal. 

Dość długo czekałem z dołączeniem 4 gatunku (samotnego S.F celowo tu nie liczę). Chciałem się upewnić czy nie będzie za gęsto i czy nie zrobi się zupa rybna + czy jeśli 4 gatunek to na pewno p.crabro czy może jednak jakaś Cynotilapia.

Obecnie pływa 40 młodych ryb (do późniejszej redukcji) więc nie jest chyba źle. 

Zdecydowałem się na Tan Mal bo szukałem dobrej jakości ryb, bo w przypadku p.crabro widać jak chów wsobny mocno dał się we znaki temu gatunkowi.U kilku osób, które deklarowało, iż zamówiło swoje crabro wlasnie w Tan Malu widać bylo, iż ryby są dobrej jakości (pewnie po rodzicach z Niemieckiej hodowli Cichliedenstadl) i to ostatecznie przekonało mnie, że warto dołączyć je do swojej obsady. Tak na marginesie to bardzo polecam Tan Mało, super kontakt i podejście do klienta, wszystko profesjonalnie, a to było tylko 8 rybek (a czułem się zaopiekowany jakbym zostawił 2 wypłaty).

 

Poza tym ogólnie co w zbiorniku.

Na tą chwilę rzadzi Scieaneochromis, ale nawet najmniejsze maluchy są na tyle duże, że nie ma matematycznych szans aby nawet próbował je upolować. Poza tym mocno się zakumplowalismy i jak tylko otwieram pokrywę i wkladam rękę to bez rządnych obaw czeka na przysmaki i ochoczo je mi z ręki. Ogólnie wiem, że nie jest to wielkie osiągnięcie u pyszczakow no ale to zawsze cieszy ;)

U maingano były pierwsze zaloty, w największym samcu już buzuje testosteron ale dziewczyny chyba obiecały mamie, że poczekają do skończenia szkoły podstawowej i dlatego jesczze mu nie uległy :P U wielu osób mających p. Cyaneorhabdos w swojej obsadzie inkubację zaczynają się w baniaku właśnie od nich i myślę, że u mnie będzie podobnie. Ogólnie widze 2 samce i 2 samice, jeden osobnik pod znakiem zapytania.

U Msobo nic wielkiego się nie dzieje. Na tą chwilę rosną dość wolno, fakt, że dostałem same maluchy, więc myślę, że trochę u niech jeszcze to potrwa aczkolwiek widzę już pierwsze atrapy i przebarwienia więc pewnie mimo małej wielkości niedługo pierwsze młode samce rozpoczną proces wybarwiania.

U Maisonów widać pierwszego samca, który regularnie już przyjmuje bardziej Białkę ubarwienie oraz co raz odważniej odgania kompanów. Zobaczymy ile ostatecznie będzie samców. Jesczze nigdy nie trafiła mi się jakas ogromną przewagą samców nad samicami więc może i tym razem będzie ok. Cel to chociaż 4/5 samic na 9 sztuk. 1 myślę, że jest już niemal na pewno, nabyłem ja trochę wcześniej (pływała sama jako tester warunków w akwarium) i jest wyraźnie większa od reszty Maisonów, a mimo to utrzymuje barwy samicy i nie przejawia zachowań agresywnych (poza tym jak ja kupowałem to mimo małych gabarytów widziałem w niej samice i myślę, że nie pomyliłem i nie będzie to jakiś dłużej ukrywający się samiec).

U P.Crabro o którym już sporo pisałem od początku ukazał się jeden osobnik, który jest ciut większy od reszty, dużo intensywniej - ciemniej ubarwiony, który na tą chwilę dominuje w tej grupie. Ale raczej ignoruje resztę lub ewentualnie odgoni innego osobnika, więc jest to dominacja przez małe ,,d" bardziej wyróżnienie się barwa i wielkością.

Na tą chwilę to tyle. Dołączam jeszcze kilka fotek zbiornika + zdjęcie z aklimatyzacji po podróży.

 

IMG_20221110_210144.jpg

IMG_20221110_210205.jpg

IMG_20221110_230243.jpg

received_1555806748194304.jpeg

  • Lubię to 9
  • 4 miesiące temu...
Opublikowano


Raport po 8 miesiącach funkcjonowania akwarium:

Ryby rosną i w akwarium co raz więcej się dzieje. Wstępną fazę dojrzewania zbiornika i dorastania maluchów można uznać za zakończoną. 
Dobre kilka tygodni temu samce zaczęły się wybarwiać i w niektórych przypadkach również zajmować pierwsze terytoria. Ogólnie w akwarium na tą chwilę rządzi Scieaneochromis Freyri, który ma około 10cm i za wyjątkiem smaca p.crabro jest zdecydowanie większy od reszty obsady. Nie robi przy tym nikomu większej krzywdy, czasem kogoś przegoni, ale raczej dominacja polega na tym, że wszyscy ,,schodzą mu z drogi" + samce, które obrały sobie terytorium (no może za wyjątkiem największego p.c. maingano) nawet nie próbują do niego podskoczyć na ,,swoich włościach". Jeśli chodzi o mbune to prym zdecydowanie wiedzie największy z samców Pseudotropheus Cyaneorhabdos Maingano, który w obrębie własnego rewiru (nie licząc samca S.Freyri którego czasem też odgoni) dość agresywnie rozstawia wszystkich po kątach, mocno molestując własne samice, jeśli tylko zobaczy jakąś w oddali. Bardzo mocną pozycję ma również samiec pseudotropheus crabro (około 8 9cm) i jego p.c. maingano tak agresywnie już nie odpędza, jednak zarówno samiec jak i pozostałe 7 osobników crabro spędzają całe dnie na zwiedzaniu zbiornika. Jeśli chodzi o Maisona to na tą chwilę wyklarował się 1 samiec (+/-7cm), który już regularnie pokazuje swoje piękne ubarwienie. Chłopak znalazł swoje miejsce na ziemii i ulokował się po prawej stronie baniaka (po sąsiedzku z największym samcem p.c.maingano). Na obecną chwilę ewentualne ,,starcia" na granicy rewiru praktycznie zawsze kończą się na korzyść samca maingano. Ogólnie na tą chwilę grzeczny z niego chłopiec, zobaczy co będzie dalej, może nie trafił się jakiś straszy łobuz. 
Jeśli chodzi o msobo to celowo najliczniej ,,obsadzony" gatunek w moim akwarium, z uwagi na wiele historii, w których przewaga samców była miażdżąca. Mimo, iż to jeszcze młode ryby to już widzę 5 pewniaków -samce. Jeden jest już prawnie wybarwiony,  drugi tak w 60%, a 3 są już lekko ,,zabrudzone" i widać, że też to będą ,,chłopaki". Na chwilę obecną 9-10 msobo pozostało jednolicie cytrynowych, nie mają też widocznej atrapy jajowej. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to jeszcze maluchy i prawdopodobnie jakieś samce się tam kryją (czytałem wszystkie wzmianki o msobo na forum, więc od początku nastawiłem się, że może być różnie z ilością samic). Ostateczna ilość msobo, która zostanie w zbiorniku zależy wlasnie w dużej mierze od ilości potencjalnych samic, ale myślę, że będzie się to klarowało w ciągu najbliższych 6 maksymalnie 12 miesięcy. 
Ogólnie u M.F. Maison Reef i P.Crabro aktualnie mam po jednym pewnym samcu. Myślę, że docelowo nie ma szans na utrzymanie więcej niż 1 samca u tych gatunków, więc mogłoby tak już zostać (co oczywiście jest mało realne, a ryby są jeszcze młode). W każdym razie np u Maisona, mój samiec już dawno się ,,ujawnił" i przez te wszystkie miesiące tylko raz czy dwa widziałem drugiego osobnika w trochę jaśniejszych barwach niż klasycznym dla samic ubarwieniu, który pływał nawet w pobliżu ,,pewnego" samca i nie widziałem jakiegokolwiek zainteresowania i agresji, więc możliwe, że układ to faktycznie 1+7.  U Crabro mimo wszystko nie jestem, aż takim optymistą jak u maisonow i myślę, że znajdą się jeszcze jakieś samce, ale te 3/4 samice powinny się docelowo uzbierac.  U p.c.maingano z początkowo zakupionych ryb niemal na pewno mam 3 samce i 2 samice, prawie od początku wydawało mi się, że mam 2 samice i 2 samice. Wszystko wskazuje, że piąty osobnik jest samcem dlatego zdecydowałem się dokupić 1 mała potencjalną samicę - jest to jedyna ryba, która uzupełniła obsadę.
Każdy z samców maingano obrał swoje małe terytorium, choć jedynie największy bardzo agresywnie i nieustępliwie go broni. 
Od kilku tygodni obserwuje regularne ,,podchody" do samic. Maingano mocno naciska już na dziewczyny i myślę, że jako pierwsza w tym zbiorniku i inkubować będzie samica tego gatunku. W największym samcu msobo, mimo, że jeszcze odrobinę mu brakuje do pełnego wybarwienia to jednak hormony już tez buzują, ale tu chyba potrwa to troche dłużej, bo samiczki są nadal niewyrośnięte.
Z pozostalych kwestii to jestem bardzo zadowolony z temperatury wody bo dzieki temu, że zarówno tył jak i boki są zabudowane temperatura przez zimy utrzymywala się bez grzałki na poziomie ponad 24°.
Niestety w akwarium nie jest już tak zielono, krótsze dni, mniej promieni słonecznych oraz poranny pośpiech (zdarzające się dni kiedy roleta nie została odsłonięta) przyczyniły się do tego, iż zielone glony zostały ,,wyparte". W ciągu ostatniego miesiąca, gdy dni są już dłuższe zauważyłem, że lewa strona akwarium, która jest bezpośrednio przy oknie i jako pierwsza dostaje dodatkową dawkę promieni delikatnie się zazieleniła, także jest nadzieja ... 

Do wpisu dołączam krótki filmik, nagrany około 3 tyg temu.

To be continued ... ;)

  • Lubię to 9
  • 9 miesięcy temu...
Opublikowano

Niestety ale w miejscu, w którym stoi zbiornik nie mogłem sobie pozwolić na nic więcej. Początkowo nawet akwarium miało być ciut węższe, zostawiłem jednak minimum miejsca pozwalające na przejście (bez ocierania się o szybę) oraz pozwalające na serwis. Ogólnie l początkowo miało tu stanąć akwarium 150x45 (miałem już nawet kupiona szafkę i pokrywę) ale jakoś udało się przekonać żonę do większego i biorąc pod uwagę te okoliczność oraz brak miejsca i tak uważam, że nie jest źle.

Ostateczna szerokość - 48 cm to nie jakaś tragedia, jest praktycznie taka sama jak w klasycznych 450l, a nawet niektórych 2m akwariach (choć wtedy najczęściej każdy decyduje się już na 60cm ,,głębi").

Na filmie może wydawać się, że tło zajmuje bardzo dużo miejsca, jednak w praktyce to 8, miejscami 10, maks 12cm, a od połowy wysokości 2, 3, 4 cm grubości.

Jedynie jeden kawałek z prawej odstaje trochę bardziej + zabudowa kaseciaka. 

Uśredniając te wartości, odliczając tło, boki, podłoże i te 2-3 cm na górze nie wypelnione wodą można przyjąć że akwarium około 400l wody.

Należy jednak pamiętać, że każde akwarium, nawet bez tła strukturalnego traci sporo litrów (kilka cm podłoża + kilka nad taflą, jakiś sprzęt w środku + w naszym biotopie sporo gruzu).

Jak znajdę chwilę to opiszę co zmienilo się w akwarium przez ostatnie miesiące.

 

Opublikowano
15 minut temu, S_owa napisał(a):

Należy jednak pamiętać, że każde akwarium, nawet bez tła strukturalnego traci sporo litrów (kilka cm podłoża + kilka nad taflą, jakiś sprzęt w środku + w naszym biotopie sporo gruzu).

Jasne. Już grubość szyb to plus minus 10% objętości liczonej po wymiarach zewnętrznych. W swoich 420 l mam realnie tylko 270, zmierzone przepływomierzem. 

  • 2 miesiące temu...
Opublikowano

Raport po 19 miesiącach funkcjonowania zbiornika.

W akwarium rządzi samiec Carbro, myślę, że chłopak ma około 14/15cm. Moim zdaniem wygląda super, bardzo często jest smolasto-czarny innym razem czekoladowo-brazowy z delikatnie zaznaczonymi pasami. Oprócz niego prym wiedzie Maison, na pewno przekroczył już 10, jest o jakieś 2cm  mniejszy od samca Crabro. W ostatnich miesiącach przeniósł swoje terytorium na bardziej centralna część zbiornika (terytorium nie jest rozległe, ale ciekawostką jest to, że bardzo spodobało mu się tło strukturalne i pływa dość wysoko, nie trzymając się kamieni). W przypadku obu Panów nie są jednak to krwawe rządy i ogolnie ryby dobrze się dogadują. Samiec Carbro nie ma swojego ulubionego miejsca, tam gdzie pływa to rozdaje karty, najczęściej widzę go albo w wyższych partiach zbiornika, albo po prawej stronie w okolicach ,,skalnej pułki". Ciut niżej od wielu miesięcy terytorium dzieli samiec maingano oraz Msobo. 
Z takich istatonych kwestii to zdecydowałem się dołożyć 5-ty gatunek, na który zostawiłem miejsce. Celowo dołożyłem go przy małej redukcji obsady. Do załogi dołączył chindongo elongatus mphanga z drugiego akwarium (2 dorosłe samce, około 4 podrośnięte samiczki i kilka młodszych ryb, które przetrwały od malucha i wychowały się w tamtym zbiorniku). Pozostając przy tym gatunku początkowo w pełni, pięknie wybarwiony pozostał 1 samiec, ostatecznie drugiemu pomogła zmiana lokalu na większy i też jest w pełni intensywnie wybarwiony. Ogólnie w każdym z pięciu gatunków, mam układ wielosamcowy. U Carbro mam 100% pewności tylko co do jednego samca, mam jeszcze jednego moze dwóch potencjalnych kandydatów, ktorzy mogą być samcami ale możliwe, że wielkość + pewność siebie największego osobnika przytłacza ich na tyle, że boją się ujawnić. Kilka razy widziałem 3 inkubujace w tym samym czasie samice, więc mam pewność, że mam przynajmniej 3/4 100% kobitki. 
Co ciekawe u M.F Maison Reef nadal pływają 2 samce. Wydawało mi się że już na tym etapie funkcjonowania akwarium nie będzie to możliwe jednak mniejszy samiec obraz rewir przy zasysie kaseciaka i urzęduje w tej okolicy razem z samcem elongatusa. Drugi samiec Maisona jest dużo mniejszy od alfy, myślę, że dobre 2 może nawet 3 cm. Większość czasu pływa ładnie pięknie wybarwiony. Nie wiem ile to jeszcze potrwa ale nie ingeruje w ich układy i ten gatunek żyje w układzie 2-4. 
U Msobo zostawiłem 3 w pełni wybarwione samce i jednego w trakcie wybarwiania. Na tą chwilę mam układ 4+6 i nie widzę aby miało się to już zmienić. 
Maingano, który był ostatnim elementem mojej pierwotnej obsady przez ten czas zyskał w moich oczach. 2 samce są wybarwione jak na najładniejszych zdjęciach - intensywnie czarne z ładnym niebieskim kolorem, pilnują kamieni i ciągle liczą na jakiś romans. W mniejszym i słabo zagruzowanym zbiorniku samice zostałyby zameczone, tu dzięki dużej ilości kryjówek, niewielkiej wielkości oraz niskim, wydłużonym ciele mogą schować się w tle strukturalnych i mniejszych szczelinach. Myślę, że 1 czy 2 dodatkowe samice byłyby dobrym rozwiązaniem ale po przekwaterowaniu eleongatusow nikt więcej nie uzupełni tej obsady. Ogólnie to nawet trochę żałuję tej przeprowadzki, bo mogłem zostawić 4 gatunki. Lubię jak akwarium nie jest przerobione, każdy ma swoje miejsce. Mimo wszystko do efektu przerybionego akwarium trochę brakuje, dużo się dzieje, a samce mają miejsce na potencjalny rewir i odwdzięczają się pięknymi kolorami.

W kwietniu pojawi się u mnie nowy zbiornik - 1400l :D Będzie to jednak, przynajmniej na najbliższe X lat zbiornik docelowy - maksymalny litraż jaki uda mi się zmieścić w mieszkaniu.
Ponadto z racji ograniczeń związanych z metrażem mieszkania, ten ruch automatycznie będzie powodował konieczność pożegnania się z opisywanym w tym wątku zbiornikiem 624l.

  • Lubię to 6

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.


  • Posty

    • Aristochromis christyi – to jedyny przedstawiciel rodzaju Aristochromis o charakterystycznym kształcie pyska, który przypomina dziób drapieżnego ptaka lub jak pisze Ad Konings „arystokratyczny nos”. To właśnie temu wyjątkowemu kształtowi pyska zawdzięcza on swój przydomek – Jastrząb z Malawi. Fot. Łeb dorosłego samca Aristochromis christyi z profilu. Gatunek ten występuję w całym jeziorze głównie w strefie przejściowej. Osiąga dość znaczne rozmiary, samiec dorasta do ok. 30 cm., samica jest nieco mniejsza i osiąga 25 cm. Jest typowym rybożercą, a jego menu składa się głównie z przedstawicieli ryb z grupy "Mbuna". Osobliwa budował pyska przystosowała Aritochromis  do chwytania znacznych rozmiarów ryb stanowiących nawet 1/3 długości jego ciała. Fot. Ukazuje rozmiar „paszczy” dorosłego osobnika Dymorfizm płciowy u tego gatunku jest bardzo wyraźny ale dopiero u dorosłych ryb młode wyglądają identycznie – srebrzyste ciało z charakterystyczną wyraźną skośną czarną pręgą. Dorosłe osobniki jak już wspomniałem różnią się znacznie, jeżeli chodzi o kolorystykę samice pozostają podobne do młodych, może trochę ciemnieją ale wydaje mi się, że jest to bardziej cecha konkretnego osobnika i diety. Samce natomiast z wiekiem nabierają coraz więcej niebieskiego odcienia, który zaczyna od głowy „rozlewać” się na resztę ciała choć pełne wybarwienie osiągają dopiero w okresie zalotów i tarła. Dodatkowo u samców wydłużaniu i zaostrzeniu ulegają płetwy – grzbietowa posiadająca mnóstwo pomarańczowych plam, której górną krawędź okala biło-pomarańczowy pas i odbytowa, która dodatkowo zabarwia się na kolor pomarańczowy z wyraźnymi białymi atrapami jajowymi. Fot. Młode osobniki, które już przy rozmiarze ok. 9 cm. wykazywały rywalizację wewnątrzgatunkową. Fot. Dorosły samiec.   Fot. Dorosła samica.   Opisywany gatunek nie należy do szybkich pływaków, preferuje polowanie z zasadzki w dość osobliwy sposób. W trakcie polowania ustawia się głową w dół i bokiem do potencjalnej ofiary, potrząsa przy tym ciałem co ma imitować ranną lub chorą rybę. W momencie kiedy nieuważna ofiara zbliży się zbyt blisko do „Jastrzębia” następuje błyskawiczny atak, a duże i silne szczęki nie dają jej żadnych szans. Fot. Dorosły samiec „wiszący” w toni i przygotowujący się do ataku.   Pierwszy raz młode Aristochromis zobaczyłem „na żywo” w 2005 r. na giełdzie akwarystycznej w Łodzi przy. ul. Św. Teresy. Zaraz po powrocie do domu zacząłem czytać na temat tego gatunku ale szybko okazało się, że z uwagi na rozmiar osiągany przez rybę nie będę w stanie zapewnić jej odpowiedniej przestrzeni. Jednak już wtedy wiedziałem, że kiedyś będę cieszył się widokiem Jastrzębia z Malawi siedząc we własnym fotelu. Jako, że w akwarystyce cierpliwość to ponoć podstawa, stadko sześciu młodych około 6 centymetrowych Aristochromis christyi trafiło do mnie w kwietniu 2017 r. Młodzież trzymała się razem do osiągnięcia ok. 9-10 cm. Ryby karmione były sztucznymi pokarmami premium i raz w tygodniu mrożonymi krewetkami, zresztą tak jest do obecnej chwili. Gatunek ten rośnie zdecydowanie wolniej niż inne popularne wśród akwarystów drapieżne pielęgnice z jeziora Malawi. W tym okresie zaczęła uwidaczniać się umiarkowana agresja wewnątrz gatunkowa i odtąd ryby wolały przebywać pojedynczo w różnych miejscach zbiornika. Zarówno u młodych jak i dorosłych ryb nie zaobserwowałem znaczącej agresji w stosunku do innych gatunków, nawet podczas tarła samiec był dużo spokojniejszy niż przedstawiciele rodzaju Nimbochromis czy Dimidiochromis.   Fot. Dorosły samiec podczas karmienia mrożonymi krewetkami „z ręki”. W grupie zdecydowanie szybciej rosły samce, których jak się okazało były dwie sztuki i przy rozmiarze 13 cm. byłem ich już pewny, a przy około 15 cm. dokonałem redukcji stada zostawiając w zbiorniku parę, która w zdrowiu pływa w nim po dziś dzień. Fot. Para dorosłych Aristochromis christyi. Para dość regularnie podchodziła do tarła jednak pierwsze trzy razy samica nie donosiła ikry i wypluwała ją po kilku dniach ale z czasem udało się jej dochować młode. W czasie tarła samiec oczyszcza dno z grubszych frakcji i kopie krater średnicy ok. 30 cm., do którego wabi samicę i tam dochodzi do tarła. Tak jak wcześnie już wspominałem samiec podczas tarła nie był zbyt zaborczy ani dla samicy ani dla innych gatunków i to pomimo faktu, że mój zbiornik jest zbyt mały dla Aristochromis w obsadzie wielogatunkowej ale o tym później. Fot. Samiec podczas przygotowywania tarliska. Moje wnioski na temat Aristochromis christyi oparte zostały na prawie pięcioletnim już okresie obserwacji tego gatunku w moim standardowym 720 l. W tym miejscu muszę wyraźnie zaznaczyć, że jest to zbiornik zdecydowanie za mały by trzymać Aristochromis w obsadzie wielogatunkowej tym bardziej, że jedynymi (z uwagi na rozmiary i dietę) słusznymi towarzyszami dla niego są inni silni przedstawiciele drapieżników z jeziora Malawi, np. z rodzaju: Buccochromis, Champsochromis, Dimiodiochromis, Nimbochromis czy Tyrannochromis. Nie byłbym jednak sobą gdybym nie pochwalił się sukcesem w zbudowaniu relatywnie zgodnej obsady wielogatunkowej złożonej obok Aristochromis z kilku gatunków z ww. rodzajów drapieżników. Moim zdaniem podstawą budowania zgodnej obsady jest zakup młodych ryb w jednym momencie co pozwoli im przyzwyczaić się do siebie, „nauczyć” się dzielić zbiornik i ustalać hierarchię w miarę wzrostu. Niewątpliwe jednak wiele też zależy od czynnika, na który żaden malawista nie ma wpływu czyli „charakteru” poszczególnych osobników w obrębie danego gatunku. Co do zasady nie zalecam jednak budowania wielogatunkowej obsady wokół Aristochromis christyi w zbiorniku 720 l. Uważam, że za minimum należy tu przyjąć zbiornik o wymiarach 250 x 70 x 70 cm. Natomiast zbiornik 200 x 60 x 60 cm. z całą pewnością można uznać za wystarczające zaplecze dla stworzenia jednogatunkowej obsady z Aristochromis christyi, oczywiście w układzie z jednym samcem. Fot. Dorosły w pełni wybarwiony samiec. Z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że jest to jeden z moich ulubionych gatunków spośród drapieżników z jeziora Malawi i zawsze będę go brał jako pewniaka budując w przyszłości obsady moich zbiorników. Mam nadzieję, że również Wam udzieli się mój podziw i sympatia dla Jastrzębia z Malawi i ryba ta „padnie” wyborem każdego malawisty, który dysponuje odpowiednio dużym akwarium.   Literatura: Konings A., 2003. „Back to Nature”.  Przewodnik po świecie pielęgnic z Malawi.  Konings A., 2016. „Malawi cichlids in their natura habitat” 5rd Edition. Cichlid Press, El Paso, USA. Łątka L., Sierakowski W., 2018. “Pielęgnice jeziora Tanganika i Malawi”. Wydanie pierwsze. Angraf, Piła.  
    • A nie zabaczyłeś, że jesteś na forum ryb z j. Malawi nie z Tanganiki? Polecam forum tanganiki, tam na pewno otrzymasz rzetelną informację.
    • Witam wpadłem na pomysł żeby przerobić moje 100l pod gatunki z Tanganiki. Kupiłem skały ‘elephant skin’ i ułożyłem małą konstrukcje w jednym z rogów. Dolożylem trochę roślin dla lepszego efektu wizualnego Microsorium Pteropus i Anubias barteri.  Reszta to drobny jasny piach i kupiłem około 25 wielkich muszli po ślimakach escargot- Helix pomatia(jeszcze nie dojechały). Plan jest taki żeby obsadzic parą Julidochromis transcriptus i kupić około 6 Neolamprologus multifasciatus, Jakieś sugestie, przeciwskazania co do obsady? Samo akwarium jakieś uwagi ? Filter oase 200 thermo, lampa chichiros b series. TDS wody kranowej 388pp.    (zdjęcia zrobione kilka minut po zalaniu) Pozdrawiam.      
    • A czemu nie ?  Ja bardzo dużo piszę codziennie zawodowo i nie mam już siły i przede wszystkim czasu na pisanie dla przyjemności 🤷‍♂️ Dlatego dla mnie osobiście spotkanie/spotkania to najważniejsze daty w kalendarzu... Szkoda, że jest nas na spotkaniach mniej, dlatego zachęcam każdego do przyjazdu tym bardziej, że jest dobre połączenie PKP z Prudnikiem. Zawsze będę mógł opowiedzieć o swoich doświadczeniach z drapolami choć nie wiem czy faktycznie kogoś to interesuje. Poszukam tez i wrzucę na KM krótki artykuł, który poczyniłem kilka lat temu w tym zakresie na przykładzie Aristochromis christyi, ukazał się on co prawda jedynie w języku angielskim ale mam gdzieś pewnie "rękopis".
    • A czemu nie tu? Wiele razy rozmawialiśmy, nie tylko w Pokrzywnej, ale nie jest moją rolą pisanie tutaj na temat funkcjonowania Twojego akwarium z drapolami😉
    • Wszyscy mają racje aaaale nie do końca 😉 ale na szerszą rozmowę zapraszam na spotkanie do Pokrzywnej ☝️😁 PS. @pozner z tego co ja pamiętam to byłeś przy wielu moich rozmowach właśnie w Pokrzywnej ale widocznie tylko ja byłem trzeźwy 😁😉🤣
    • Nie miałem nigdy poważnych drapoli w akwarium, ale moje doświadczenia z non mbuna oraz z pielęgnicami z Ameryki centralnej mówią że dobrym środkiem do rozładowywania agresji jest mocne przerybienie. Często propozycje obsad na tym forum czy w książce Wojtka Sierakowskiego mogą mieć rację bytu tylko do pewnego momentu. 13 ryb w 1400l to niezbyt wiele w moim odczuciu. Jakie są wasze doświadczenia w tej kwestii z drapolami?
    • To prawda Regulowałem już kilka razy, ale w środku - pod szafką jakiś czas temu założyłem jeszcze drugi, mały zbiornik, 112lz pokrywą, przez to szafka jest dość często otwierana, a czasami nawet częściowo otwarta przez kilka h. Dodam, że ten sposób prowadzenia akwarium nie jest zbyt wygodny przy serwisie, więc nie polecam a szafkę bym musiał regulować w prawie każdy weekend 
    • Bardzo ładny baniak, konkret. Jedyne do czego się można przyczepić do regulacja drzwiczek pod nim 😅
    • @S_owa dzięki za super aktualizację  Wyjątkowo mnie cieszy, bo Twoja kronika zainspirowała mnie do wystartowania akwarium z drapieżnikami. Z takich predatorów kalibru XXL mam u siebie tylko samca Aristo. Zakładam, że moje akwarium finalnie może być dla niego za małe, ale postanowiłem sprawdzić co z tego wyjdzie przy założeniu, że będzie to tylko samiec bez partnerek do harcowania. Jak na razie spokojnie sobie rośnie i nie doskwiera innym lokatorom. Ku mojemu zaskoczeniu w składzie mieszkańców, najbardziej upierdliwy dla wszystkich jest samiec Stigmatochromis Tolae. Miałem 2 samce i 2 samice. Niestety przez niefortunny wypadek jedną samicę straciłem, druga nie wytrzymała presji dwóch samców 😕 Jednego samca sprzedałem bo mi było go już szkoda i ten ostatni, który pozostał potrafi być jak taka końska mucha na łące. Dokucza wszystkim. Ma swoją norę pod kaseciakiem i jego jedynym celem życiowym jest wyganianie wszystkich z tamtego rejonu. Potrafi dać popalić 1,5 razy większemu Nimbochromisowi Polistigma... Będę go musiał usunąć bo mnie już denerwuje.  Zazdroszczę widoku pielęgnującej maluchy samicy Nimbo. Nigdy nie spotkałem się z takim widokiem u moich pyszczaków.  Pozdrawiam 👋
  • Tematy

  • Grafiki

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.